http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jak gwiazdy turbofolku w Bośni walczyły

Paweł Sulik, Jajce w Bośni
2010-09-12, ostatnia aktualizacja 2010-09-12 13:15

Polacy mieli disco polo, a Jugosłowianie - turbofolk. Gdy nasze gwiazdy wychwalały jednak majteczki w kropeczki, Serbka śpiewała o kochanku walczącym o w Bośni

Svetlana ''Ceca'' Ražnatović
Fot. DARKO VOJINOVIC AP
Svetlana ''Ceca'' Ražnatović
Centrum miasteczka Jajce w środkowej Bośni, ciepły wieczór, tłum siedzi przy kawiarnianych stolikach. Wokół rozchodzi się dźwięk automatycznej perkusji z taniego syntezatora.

Obok niewysokiego klawiszowca, który z daleka wygląda jak Danny DeVito, stoi dziewczyna, której wyzywające mini i nie mniej wyzywający makijaż w żaden sposób nie pasują do bośniackiego miasteczka. Ten duet gra "muzykę narodnjaczką", nazywaną w krajach byłej Jugosławii po prostu turbofolkiem.

Fenomen turbofolku jest niezwykły. Wielu publicystów twierdzi, że liczne publikacje na temat tej muzyki nie są ani prawdziwe, ani fałszywe, bo turbofolk reprezentuje Bałkany - rejon świata, gdzie nic nie jest ani czarne, ani białe.

Przeżywający szczyty popularności w latach 90. artyści turbofolku nie byli muzycznymi wirtuozami. Fatalna jakość ich utworów była wręcz przysłowiowa, ale niektóre klasyki tego gatunku, np. "London Mix" Cecy Ražnatović, były produkowane przez europejskich mistrzów dźwięku.

Teksty piosenek turbofolku są banalnymi wyznaniami o najczęściej nieszczęśliwej miłości, ale jednocześnie turbofolk - w przeciwieństwie np. do disco polo - jest kojarzony z nacjonalizmem i skrajnym szowinizmem, głównie serbskim. Wszyscy zgadzają się na Bałkanach, że turbofolk korzeniami tkwi w kulturze ludowej, ale w przeciwieństwie do miłosnych sevdalinek czy bogoojczyźnianych gusli w samych piosenkach najczęściej tego nie słychać ani w muzyce, ani w tekstach.

Kiedy w 1992 r. rozpoczynało się serbskie oblężenie Sarajewa, kilkaset kilometrów dalej na wschód prezenterzy pirackich rozgłośni na belgradzkim blokowisku Novi Beograd bawili się, miksując ludowe przyśpiewki z dyskotekowymi bitami. To była ich odpowiedź na przerażającą rzeczywistość serbskiego reżimu Slobodana Miloszevicia.

Nowa muzyka szybko zdobyła serca słuchaczy tekstami w rodzaju: "Zostawiłeś mnie - no to ja zabiję się". Gwiazdy nowej muzyki zdobywały popularność także dzięki ekstremalnie wyzywającemu makijażowi i licznym poprawkom biustów, pośladków i twarzy. Rynek operacji plastycznych w Serbii rozrósł się dzięki nim błyskawicznie - do dziś najlepsi chirurdzy plastyczni w tej części Europy pracują w Belgradzie.

Kiedy oddziały armii Republiki Serbskiej toczyły boje z siłami Muzułmanów bośniackich, turbofolk stał się wszechobecny. Jego gwiazdy wyruszyły na wojnę. Lepa Brena - jedna z największych gwiazd turbofolku - zaangażowała się np. w rządowy projekt propagandowy mający zatrzymać rozpad Jugosławii i śpiewała razem z piosenkarzami z innych republik dawnej Jugosławii: "Oczy moje to Morze Adriatyckie - jestem Jugosłowianką!".

Najszybciej w możliwościach finansowych turbofolku zorientowała się mafia. Brytyjski kulturoznawca Alexei Monroe w artykule w "Central Europe Review" nazwał ten mariaż paranacjonalistycznej muzyki ze półświatkiem przestępczym "porno-nacjonalizmem".

Symbolem sukcesu turbofolku jest Ceca. Świetnie śpiewająca już w wieku 13 lat artystka zrobiła furorę w latach 90., a dziś osiągnęła status serbskiej Madonny. Kiedy w Bośni trwała wojna, Ceca poślubiła Željko "Arkana" Ražnatovicia, bandytę poszukiwanego przez Interpol za włamania i dowódcę oddziału paramilitarnego, oskarżonego przez Międzynarodowy Trybunał ds. Zbrodni w b. Jugosławii o zbrodnie wojenne.

Zdjęcia ubranej niczym lalka Barbie Cecy i Arkana w dziwacznym mundurze stylizowanym na serbskie mundury z I wojny światowej zdobiły okładki wszystkich serbskich brukowców. Wszyscy śledzili losy tego związku. Ceca śpiewała o tym, że w każdej chwili odda krew walczącemu kochanki. Jej płyty szły jak woda.

Dziś ta wciąż wszechobecna na Bałkanach muzyka nie jest już jednoznacznie oceniana przez opinię publiczną. Kiedy w 2007 r. na fali ocieplenia stosunków z Europą Serbowie zdecydowali się wysłać na Eurowizję swą przedstawicielkę, wybrali Mariję Šerifović, której muzyka oddalona jest od turbofolku, jak muzyka Rubika od Nergala (Šerifović wygrała cały konkurs).

W 2010 r. w bośniackim miasteczku słuchamy jednak dziecinnych dźwięków syntezatora i oglądamy jaskrawe fatałaszki wokalistki. Kiedy pytam mojego znajomego, dlaczego słucha pseudoarabskich wygibasów, skoro - jak sam twierdzi - jest zatwardziałym serbskim nacjonalistą, ten odpowiada z uśmiechem: - Kochany! Prawdziwa sztuka nie zna granic!

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':