http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Jugosławia była Tito

Agnieszka Skieterska, Sarajewo
2010-05-04, ostatnia aktualizacja 2010-05-03 17:18

Serbscy nacjonaliści demonstrują na tymczasowo zamkniętym przez polskich żołnierzy z KFOR przejściu granicznym między Serbią i Kosowem w Jarinje, 22 lutego
Serbscy nacjonaliści demonstrują na tymczasowo zamkniętym przez polskich żołnierzy z KFOR przejściu granicznym między Serbią i Kosowem w Jarinje, 22 lutego
Fot. SRDJAN ILIC AP

Zamiast "jesteś w porzo", w Sarajewie mówi się teraz "jesteś Tito". Zmarły 30 lat temu przywódca Jugosławii Josip Broz Tito bardziej dziś łączy niż dzieli bałkańskie narody

Josip Broz Tito
Fot. AP AP
Josip Broz Tito
Przed wejściem transparent ze starym jugosłowiańskim sloganem "Tito jest nasz! My jesteśmy Tity!". W zadymionej sarajewskiej Caffe Tito twórca powojennej Jugosławii, komunista, który postawił się Związkowi Radzieckiemu, spogląda na gości z każdej ściany.

Marszałek Josip Broz-Tito w mundurze, w uścisku z wielkimi przywódcami, na wakacjach albo na okładce magazynu "Life". Nad barem słynne zawołanie jugosłowiańskich partyzantów: "Śmierć faszyzmowi, wolność narodowi". Sarajevsko Pivo sprzyja rozmowom.

- Ci, którzy tu przychodzą, nie tęsknią za Jugosławią, są zbyt młodzi. Titę znam tylko z filmów dokumentalnych, za to wojnę z własnego doświadczenia. Ale w Bośni faktycznie sporo ludzi wspomina czasy Tity z sentymentem, tym większym, im więcej czasu mija od jego śmierci - uważa Sladżana, sarajewska Serbka. Dzwoni telefon. Sladżana odbiera, chwilę rozmawia. Potem dziękuje komuś za załatwioną sprawę: - Ti si Tito!

- Co znaczy "być Tito"? - pytam zdziwiona. - No, że jest cool, to komplement - tłumaczy dziewczyna.

Bośniak Nenad siedzący przy sąsiednim stoliku pamięta, że po południu 4 maja 1980 r. na pół minuty ekrany telewizorów w całej Jugosławii stały się czarne, a z radia popłynęła żałobna wersja "Międzynarodówki". - O godzinie 3.05 wielkie serce prezydenta naszej socjalistycznej Jugosławii, przywódcy partii komunistycznej Josipa Broz-Tity przestało bić - ogłosił spiker.

Marszałek, który na Bałkanach uchodzi za zwycięzcę II wojny światowej, umarł w sędziwym wieku 88 lat. Władze ogłosiły tygodniową żałobę narodową, a trumna z ciałem krążyła po Jugosławii słynnym Niebieskim Pociągiem - salonką, którą Tito kiedyś podróżował po kraju.

Po czterech dniach objazdu ten ślusarz z wykształcenia, przywódca komunistycznej partyzantki antyfaszystowskiej, który po wojnie i odsunięciu króla od władzy połączył siedem odrębnych regionów i narodowości w Socjalistyczną Federalną Republikę Jugosławii, spoczął w Belgradzie.

To był, jak zgodnie przyznają byli Jugosłowianie, początek końca ich państwa.

Ulicami Tity

Setki pomników marszałka, który trzymał bałkańskie narody twardą ręką, wciąż stoją w wielu miastach. Na chorwackie Wyspy Briońskie co roku ściągają tłumy turystów, którzy po przyjemnym rejsie stateczkiem spacerują po letniej rezydencji marszałka. Tito gościł tu dziesiątki przywódców zagranicznych, np. Fidela Castro, trzymał egzotyczne zwierzęta, hodował tropikalne rośliny, kolekcjonował ekskluzywne samochody.

- Tito to była Jugosławia. Jego ojciec był Chorwatem, matka Słowenką, a pochowano go w stolicy Serbii - mówi Nenad, Bośniak ze stolika w Caffe Tito. Co ludziom się wtedy podobało? Dobrze podsumowuje to anegdotyczna opowieść o cudach Tity.

Z grubsza polegały one na tym: wszyscy pracowali, ale nikt nic nie robił; nikt nic nie robił, ale wszystkie plany były wykonane; wszystkie plany były wykonane, ale sklepy były puste; sklepy były puste, ale wszyscy wszystko mieli; każdy kradł, ale nikomu niczego nie brakowało.

Było coś jeszcze - swoboda podróżowania. Z jugosłowiańskim paszportem niemal wszędzie można było jeździć bez wiz. Po wojnach z lat 90. i rozpadzie federacyjnego państwa dla mieszkańców Bałkanów Europa się zamknęła (Unia zniosła wizy dla Serbów dopiero z końcem 2009 r.).

- No i byliśmy niezależni od Związku Radzieckiego - powtarzają dawni Jugosłowianie. O tym, że na przełomie lat 60. i 70. Tito tłumił chorwackie i albańskie demonstracje, brutalnie likwidował swoich przeciwników, a po zmianach w konstytucji został dożywotnim prezydentem, wielu już nie pamięta.

W stolicach niepodległych państw powstałych po rozpadzie Jugosławii Tito wciąż trzyma się mocno. Jego imieniem nazywają wciąż reprezentacyjny plac w Zagrzebiu, przy którym stoi Teatr Narodowy. Wprawdzie dwa lata temu tysiąc osób demonstrowało tam, domagając się przywrócenia nazwy "plac Teatralny", ale nic nie wskórali.

- Tito był masowym mordercą, odpowiada za aresztowania, tortury. Gloryfikacja totalitarnego systemu przeszkadza w rozwoju demokratycznego społeczeństwa - krzyczeli. Zrugał ich wtedy prezydent Chorwacji Stipe Mesić. Stwierdził, że ich protest to efekt "nostalgii pewnych kręgów za pronazistowskim chorwackim reżimem" (z którym walczyła partyzantka Tity).

Główna aleja bośniackiego Sarajewa - Marszałka Tity - nazwy nie zmieniła. W macedońskim Skopie główną ulicę o tej samej nazwie teoretycznie przemianowano już na Makedonija, ale na domach wiszą wciąż tabliczki "ulica Marszal Tito". Marszałka nieźle wspominają też Albańczycy z Kosowa, bo w 1974 r. przyznał ich prowincji dużą autonomię.

Najbardziej skomplikowanym uczuciem darzą Titę Serbowie - wielu Serbów uważa, że przywódca Jugosławii celowo ograniczał wpływy ich narodu. Często powtarzają, że był wyznawcą zasady "słaba Serbia to mocna Jugosławia". - To przez niego Albańczycy z Kosowa urośli w siłę i oderwali się w 2008 r. od Serbii - mówią.

Jugonostalgia

Śmierć chorującego od miesięcy Tity nie była zaskoczeniem, od razu zastąpiło go dziewięcioosobowe prezydium z rotacyjnym, wybieranym na rok prezydentem na czele. Jak pokazały kolejne lata, żaden z następców Tity nie miał jednak ani wystarczającego autorytetu, ani siły, by utrzymać jedność kraju. Formalna śmierć Jugosławii nastąpiła 4 lutego 2003 roku. Wówczas nazwę tę zastąpił kolejny związek, tym razem Serbii i Czarnogóry, który przetrwał tylko trzy lata.

W rzeczywistości dla każdego z bałkańskich krajów Jugosławia skończyła się w innym momencie - z chwilą ogłoszenia niepodległości. Pierwsza w 1991 r. odłączyła się Słowenia, ostatnie - w lutym 2008 r. - Kosowo. Ceną za państwa narodowe było ponad 100 tys. zabitych w czasie wojen z lat 90. toczonych przez byłe republiki i regiony autonomiczne najpierw z Jugosławią, a potem Serbią.

Dziś, na marginesie sporów historycznych i zgodnie z zasadą, że z biegiem lat wspomnienia pięknieją, na Bałkanach odradza się kult Tity. W belgradzkich księgarniach można kupić biografie marszałka czy bogato ilustrowane zdjęciami anegdoty z nim związane. Tito, ucieleśnienie jugosłowiańskiej legendy, staje się ostoją przemysłu pamiątkarskiego. Na straganach można kupić figurki marszałka, koszulki czy kalendarze z jego podobizną.

- Kiedy myślimy o przeszłości, nie wspominamy wydarzeń politycznych. Przywołujemy raczej to, czego sami wówczas doświadczaliśmy - tłumaczy tęsknotę za Jugosławią 45-letni pisarz Vladimir Arsenijević, współautor "Leksykonu mitologii jugosłowiańskiej".

Łatwiej zrozumieć tęsknotę za nieistniejącym krajem, którą dziennikarze i socjologowie nazwali jugonostalgią, gdy pamięta się, że np. Serbia - wyniszczona wieloletnim embargiem ekonomicznym nałożonym w wyniku toczącej się wojny - dopiero za kilka lat osiągnie PKB równe temu z 1990 r.

A co myślą o Jugosławii młodzi, którzy jej nie pamiętają? Badania socjologiczne przeprowadzone w 2009 r. przez słoweńskiego profesora Sergeja Flere wśród studentów ze wszystkich byłych republik wskazują, że ponad połowa z nich jest przeciwko ponownemu utworzeniu wspólnego państwa, jednak prawie 30 proc. poparło by taką ideę. Najbardziej przychylni Jugosławii okazali się studenci z Macedonii, Czarnogóry i Bośni (połowa badanych lub więcej), najmniej z Kosowa, Chorwacji i ze Słowenii (10 proc. poparcia lub mniej).

Tęsknota za Jugosławią jest swoistą modą w kulturze. Niedawno na koncercie w stolicy Macedonii obserwowałam legendę jugosłowiańskiej sceny muzycznej bośniackiego Serba Zdravko Eolicia i nie mogłam się nadziwić, jak zgodnie Macedończycy, Albańczycy z Kosowa, Serbowie i Bośniacy podrygiwali w rytm jego mocno popowej muzyki. Ale dla tłumu właśnie wtedy, na placu Makedonija, dawniej placu Tity, odżywały najlepsze wspomnienia z lat 70 i 80., gdy przy hitach Zdravka piękni i młodzi szaleli w dyskotekach, nie myśląc o Jugosławii, wojnach i historii.

*Autorka jest dziennikarką Polskiego Radia dla Zagranicy, prowadzi blog OkoNaBalkany.blox.pl

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 17 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':