Do tej pory były to tylko przypuszczenia. Z depesz amerykańskich dyplomatów wynika, że Waszyngton wie o pracach nad birmańską bombą atomową od 2002 r. i traktuje sprawę bardzo serio.
Zacofana
Birma nie jest w stanie samodzielnie zbudować nuklearnego ładunku. Chyba że
Korea Północna, która ma już bomby plutonowe, a nawet zaawansowany program wzbogacania uranu, wyśle juncie swoich specjalistów i pokieruje budową instalacji dla programu atomowego.
W opublikowanych przez brytyjskiego "Guardiana" depeszach (gazeta dostała je od
Wikileaks) dyplomaci
USA z Rangunu cytują birmańskiego oficera, który widział Koreańczyków z Północy na budowie w dżungli. - Kierują lokalnymi robotnikami i razem budują podziemny betonowy bunkier o specjalnie wzmocnionej konstrukcji o wysokości 250 m - mówi Birmańczyk.
Inne depesze cytują kolejnych świadków, którzy mówią o podejrzanych ładunkach w birmańskich portach i na rzekach. Przedstawiciel zachodniej firmy widział, jak na barkę ładowano słupy ze wzmocnionej stali, szersze niż te, jakich używa się w przemyśle cywilnym. Birmańscy stoczniowcy twierdzą, że do portów zawijają statki z Korei Północnej z ładunkami o przeznaczeniu wojskowym, który po przeładunku płynie w głąb kraju.
Koreańczycy budują też w Birmie rakiety ziemia-powietrze. Opowiedział o tym Amerykanom oficer birmańskich wojsk inżynieryjnych, który widział w okolicach miasta Minbu, jak ocenia, aż 300 Koreańczyków z Północy. Dyplomaci amerykańscy uważają, że przesadza i że aż tylu ich tam nie ma.
Korea Północna i Birma to jedne z najbardziej zamkniętych i najbiedniejszych krajów świata. Do niedawna nie utrzymywały ze sobą stosunków - junta zerwała je z Pjongjangiem w 1983 r., gdy w Rangunie agenci z Północy próbowali zabić prezydenta Korei Południowej. Prezydent ocalał, ale zginęło 17 osób z jego świty. Pojednanie nastąpiło w 2007 r. Obok technologii nuklearnej Birma chce kupować od Korei Północnej broń, Pjongjang liczy z kolei na birmańską ropę i gaz.
Waszyngton uważnie śledzi rozwój wydarzeń, ale niewiele może zrobić. Junta, która rządzi krajem od ćwierć wieku, nie poddaje się naciskom - międzynarodowe sankcje, którymi obłożono Birmę, okazały się nieskuteczne.
Reżim czuje się silniejszy, bo w listopadzie ogłosił pierwsze od 20 lat wybory powszechne i je zdecydowanie "wygrał". Zaraz po nich wypuścił na wolność swoją główną przeciwniczkę, przywódczynię demokratycznej opozycji Aung San Suu Kyi.
Kilka lat temu generałowie opuścili starą stolicę Rangun, bo nie czuli się w niej bezpieczni. Zaszyli się kilkaset kilometrów dalej, w nowej stolicy Naypyidaw przy granicy z Chinami, do której cudzoziemcy nie są wpuszczani. Ambasady i zagraniczne firmy zostały w Rangunie, największym mieście kraju.