http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Orzeł w koronie znieważa Mińsk

Andrzej Poczobut, Dąbrówka-Tartak
2010-09-03, ostatnia aktualizacja 2010-09-02 16:06

Fot. SERGEI GRITS AP

- Na dzień dobry usłyszałem: "Dworak, dlaczego znieważacie władze?". Zdziwiłem się. Okazało się, że chcą mnie zmusić do zamalowania polskiego godła - opowiada Henryk Dworak z białoruskiej wsi Dąbrówka tuż przy granicy z Polską

Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka podczas wizyty w Wenezueli
Fot. Ariana Cubillos AP
Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka podczas wizyty w Wenezueli
Pokaźnych rozmiarów białego orła w koronie namalowanego na ścianie letniej kuchni widać z daleka. - Ładny, nie? - raczej stwierdza, niż pyta 49-letni pan Henryk. Razem z żoną są jedynymi mieszkańcami Dąbrówki położonej tuż nad przecinającym polsko-białoruską granicę Kanałem Augustowskim.

Oficjalnie miejscowość nie istnieje od kilkunastu lat, bo zgodnie z białoruskim ustawodawstwem wieś musi mieć co najmniej trzy domy. W Dąbrówce został jeden, dlatego administracyjnie przyłączono go do pobliskiej wsi Tartak.

Jednak wszyscy okoliczni mieszkańcy nadal nazywają to miejsce Dąbrówka. Kiedyś wieś tętniła życiem, mieszkało tu ponad 30 rodzin. Potem ludzie powyjeżdżali do Grodna, do pobliskich Sopoćkiń, poumierali. Domy porozbierano, aż w końcu zostali tylko Dworakowie.

- Tu jesteśmy u siebie, a że pracy nie ma... Mąż dorabia stolarstwem, nie jest to stała praca, ale na życie nam starcza. Dzieci już są samodzielne i w Grodnie mieszkają - opowiada pani Walentyna.

Życie w Dąbrówce zmieniła w 2004 r. decyzja prezydenta Aleksandra Łukaszenki o rekonstrukcji Kanału Augustowskiego, który miał stać się międzynarodową atrakcją turystyczną. W ten sposób zapomniany przez władze kawałek Grodzieńszczyzny nagle stał się placem budowy o ważnym państwowym znaczeniu. Wokół Dąbrówki zawrzało: dużo pracowników, dużo ważnych osobistości, poczynając od kierownika obwodu poprzez ministrów i różnego rodzaju rządowych ekspertów oraz kontrolerów

- Przychodzi kiedyś na podwórko taki ważny w krawacie i oznajmia, że teraz dzięki prezydentowi Łukaszence to zobaczymy, jak ludzie żyć powinni - opowiada pan Henryk. - A mnie szlag trafił. Niby my tu jakieś dzikusy, więc mu odpowiadam: "Panie, ja więcej świata widziałem niż ty".

Rekonstrukcja kanału szybko przekształciła się w faktyczną budowę nowej drogi wodnej. Ryby zdychały, drzewa masowo wyrąbywano, okolica zmieniała się nie do poznania.

Kiedy w 2006 r. budowa kanału osiągnęła apogeum, Dworak postanowił namalować na zewnętrznej ścianie swej letniej kuchni polskiego orła. Miał być symbolem godności miejscowych ludzi.

- Bo jak dom stawał na drodze budowy kanału, to władze wywłaszczały ludzi bez gadania. W sąsiedniej wsi mężczyzna powiesił się, jak mu dom zabierano. Więc orzeł to był mój protest - wspomina Dworak.

Władze odebrały to jak demonstrację polityczną i na reakcję nie trzeba było długo czekać. - Stoję na podwórku i widzę, jak lecą urzędnicy. I od razu wrzeszczą: "Jakim prawem? Tu Białoruś!". A ja im, że to moje podwórko, więc maluję, co chcę - wspomina Dworak.

Potem kilkakrotnie odwiedzała go milicja. Kiedy to nie poskutkowało, został wezwany do Grodna do rajspołkomu - siedziby władz regionu. Z Dworakiem rozmawiali główny architekt i pracownicy wydziału ideologii.

- Na dzień dobry usłyszałem: "Dworak, dlaczego znieważacie władze?". Zdziwiłem się. A jakimż to sposobem? Okazało się, że chcą zmusić mnie do zamalowania polskiego godła - opowiada pan Henryk. - Miałem już tego wszystkiego po dziurki w nosie. No i jak zaczęli mnie pouczać "Wiecie w jakim państwie żyjecie", to odpowiedziałem: "Żyję na terenie czasowo okupowanym". W gabinecie zapadła cisza, a orzeł pozostał na swoim miejscu.

Wieść o obronie orła szybko rozniosła się po okolicznych wioskach. - Miejscowi ludzie oczywiście reagowali pozytywnie na wyczyn pana Henryka, bo przecież dookoła sami Polacy. Reakcje można określić tak: facet ma jaja - mówi Andrzej Janulewicz, nauczyciel historii z pobliskich Sopoćkiń.

Dworak ugiął się tylko raz i zasłonił orła prześcieradłem - kiedy Kanał Augustowski wizytował premier Białorusi Siarhiej Sidorski. - To był dla władz koniec świata. Jak to, premier zobaczy godło polskie? No i ten jeden raz ustąpiłem - opowiada gospodarz.

Teraz, kiedy z Kanału Augustowskiego nie udało się zrobić atrakcji turystycznej i nie jest już oczkiem w głowie władz w Mińsku, Dworakowi dano spokój. Tylko pogranicznicy, którzy mają obowiązek obserwowania zachowań miejscowej ludności, regularnie odwiedzają niepokornego mieszkańca Dąbrówki, by "porozmawiać o życiu" i wybadać, czy człowiek twierdzący, że żyje pod okupacją, nie wymyślił czegoś nowego.

- A jak przyjedzie prezydent Łukaszenka, to też zasłoni pan orła? - pytam.

- W radiu słyszałem, jak Łukaszenka mówił, że kocha Polaków. Czemuż więc orzeł miałby mu przeszkadzać? - chytrze uśmiecha się Dworak.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 32 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    52 głosy