Rezolucja domaga się też uwolnienia działaczy politycznych Andreja Bandarenki, Iwana Michajlaua oraz Arcioma Dubskiego, który został zatrzymany podczas pokojowej demonstracji w styczniu 2008 r.
Parlament Europejski przypomniał też wczoraj korzyści, na jakie może liczyć Mińsk, jeśli będzie przestrzegać praw człowieka. To m.in. zawarcie porozumienia o współpracy i partnerstwie między Unią a Białorusią, pomoc finansowa z Europejskiego Banku Inwestycyjnego i EBOiR, wsparcie UE w staraniach Mińska o kolejną ratę kredytu z MFW.
Eurodeputowani jednocześnie zagrozili, że jeśli reżim Łukaszenki będzie nadal zwodzić Europę pustymi obietnicami demokratyzacji, to UE może zamrozić pomoc i wznowić sankcje dyplomatyczne zawieszone w 2008 r.
Do twardego dialogu UE z Łukaszenką namawiał też wczoraj w Warszawie przywódca białoruskiej opozycji Alaksandr Milinkiewicz. Jego zdaniem kolejne transze unijnej pomocy dla Mińska powinny być ściśle uzależnione od konkretnych kroków na drodze do liberalizacji na Białorusi.
- Pierwszy krok, który musi zrobić białoruska władza, to wyzwolenie więźniów politycznych, którzy znów się pojawili. Drugi krok to rejestracja wszystkich organizacji, w tym Związku Polaków na Białorusi Andżeliki Borys - mówił Milinkiewicz w polskim Sejmie.
Milinkiewicz tłumaczył, że białoruski reżim walczy ze Związkiem Polaków na Białorusi, bo jest to "bardzo potężna organizacja pozarządowa, która została stworzona oddolnie, a nie na rozkaz władzy".
Rezolucja europarlamentu poprzedza ocenę stosunków między UE i Białorusią, którą zapowiedzieli na kwiecień szefowie
MSZ krajów UE. To od ich opinii zależy, czy Unia przywróci sankcje wobec Białorusi, czy też przedłuży "okres próbny" do jesieni tego roku.