Zobacz też, co planuje zrobić Polska Poniedziałek był "momentem prawdy". Trzy dni wcześniej szefowie dyplomacji Polski i Białorusi mieli w Warszawie "męską rozmowę".
Radosław Sikorski żądał podczas niej od Siarhieja Martynaua zaprzestania trwających od kilku tygodni represji wobec członków nieuznawanego przez reżim, a wspieranego przez Warszawę Związku Polaków na Białorusi.
Testem na dobrą wolę Mińska była wczorajsza sprawa w sądzie przeciwko Teresie Sobol. Tydzień wcześniej milicja wyrzuciła ją siłą z kierowanego przez nią Domu Polskiego w Iwieńcu. Władze przekazały go marionetkowemu Związkowi Polaków stworzonemu przez urzędników prezydenta Aleksandra Łukaszenki.
Sobol miała odpowiadać za nielegalne wejście do Domu. By ją wesprzeć, do powiatowego sądu w Wołożynie wyruszyła z Grodna i innych miejscowości Białorusi ponad setka Polaków.
- Szosa z Grodna była gęsto obstawiona patrolami drogówki, które polowały na nasze
samochody. Mój wóz zatrzymali 15 km za miastem. Udało mi się złapać okazję. Ale namierzyli pewnie mój telefon komórkowy i kolejny patrol aresztował mnie w miasteczku Iwie, bo ponoć wyglądam jak człowiek, który rano dokonał napadu z bronią w ręku - opowiada Andrzej Poczobut, członek władz ZPB i korespondent "Gazety".
Poczobuta przewieziono do Grodna i po błyskawicznej rozprawie skazano na pięć dni aresztu - za udział w wiecu Polonii w tym mieście 10 lutego. Takie same wyroki dostali też wczoraj dwaj inni członkowie władz Związku Igor Bancer i Mieczysław Jaśkiewicz, którzy też próbowali dostać się do Wołożyna. Bancer ogłosił, że w proteście rozpoczyna głodówkę.
Milicjanci zatrzymali też prezes Związku Andżelikę Borys. Siłą wepchnęli ją do radiowozu i odwieźli do Grodna, gdzie sąd wymierzył jej grzywnę w wysokości 1,3 mln rubli (ok. 1 tys. zł).
- Pod dawny pałac Tyszkiewiczów w Wołożynie, gdzie mieści się komenda milicji, sąd i jednostka wojskowa, przedarło się około 40 przeważnie starszych Polaków. Nie mogliśmy ani śpiewać, ani się pomodlić, bo cały czas bardzo głośno warczały spychacze niby uprzątające śnieg - opowiada polonijna dziennikarka Irena Waluś. - Do budynku nie wpuścili nawet męża Teresy Sobol, bo ponoć odbywały się tam ćwiczenia wojskowe. Po rozprawie z sądu wyszedł Mieczysław Łysy, członek władz reżimowego Związku, i Stanisław Burakowski, którego ludzie Łukaszenki zrobili nowym dyrektorem Domu Polskiego w Iwieńcu. Zaczęliśmy skandować "Hańba! Zdrajcy!". Na mnie rzucili się dwaj milicjanci. Wykręcili ręce, powlekli po ziemi na komendę. Będę sądzona za rzekomy napad na Burakowskiego.
W Wołożynie poturbowano i aresztowano także Anatolija Labiedźkę, przywódcę opozycyjnej Zjednoczonej Partii Obywatelskiej. Proces Sobol ma zostać wznowiony za kilka dni.
Wczoraj premier
Donald Tusk zadzwonił do Andżeliki Borys. Mówił m.in. o działaniach podejmowanych przez polski rząd, także na forum UE. - Przygotowujemy się na scenariusz negatywny. Od północy do Polski nie mają wstępu działacze rozbijający Związek Polaków na Białorusi oraz zaangażowani w to urzędnicy - oświadczył szef
MSZ Radosław Sikorski. Po południu był w Pałacu Prezydenckim, by opowiedzieć Lechowi Kaczyńskiemu o tym, co zamierza rząd. - Prezydent aprobuje nasze działania - mówił potem Sikorski. Prezydent Kaczyński zamierza wysłać list do Łukaszenki z prośbą o interwencję w sprawie Związku Polaków.