- Zostałam zaproszona do kuratorium i usłyszałam, że jeżeli chce nadal pracować jako nauczyciel, muszę zrezygnować z członkostwa w Białoruskim Froncie Narodowym (BNF), do której należę od lat - mówi Radiu Swaboda Natalia Ilinicz z miejscowości Tałaki w obwodzie mińskim. Według Ilinicz szefowa kuratorium Taisa Danilewicz uzasadniała swoje żądanie tym, że człowiek, który jest w opozycji do prezydenta Łukaszenki, nie może pracować w szkole i wychowywać dzieci.
Wypadek Ilinicz nie jest odosobniony, ponieważ w podobny sposób kuratorium potraktowało co najmniej 12 nauczycieli należących do różnych partii opozycyjnych.
Kierownik kuratorium Taisa Danilewicz nie chce rozmawiać o sytuacji, a przywódcy opozycyjnych partii nie kryją oburzenia. - Działania kuratorium są sprzeczne z ustawodawstwem. Nasza partia zwróciła się do prokuratury generalnej, by stanęła w obronie prześladowanych nauczycieli - powiedział "Gazecie" Igar Lalkou, wiceprzewodniczący BNF. Partia ta domaga się też dymisji Taisy Danilewicz.
Opozycjoniści uważają, że wzmocnienie presji na działaczy może być związane ze zbliżającymi się wyborami lokalnymi na wiosnę. - Wywierając na nas presję, władze chcą nas zmusić do rezygnacji z udziału w tych wyborach - uważa Lalkou.
Źródło: Gazeta Wyborcza