W ćwiczeniach na poligonie Obóź-Leśniewskim w zachodniej części kraju Białorusi biorą też udział 63 samoloty, 40 helikopterów, 228 czołgów, 470 pojazdów opancerzonych oraz artyleria. Oficjalny cel to przygotowanie i wykorzystywanie wojsk dla zagwarantowania bezpieczeństwa Związku Białorusi i Rosji.
- Nie ma co kryć, ćwiczona jest obrona ZBiR-u w wypadku konfliktu z NATO. Przecież na Białorusi nie ma sensu ćwiczyć obrony antyterrorystycznej z użyciem artylerii i lotnictwa - mówi nam Alaksandar Alesin, niezależny ekspert wojskowy.
Manewry potrwają do 29 września, w ostatnim ich etapie wojska odwiedzą prezydenci
Dmitrij Miedwiediew i
Aleksander Łukaszenka.
Wspólne manewry odbywają się co jakiś czas, ale po raz pierwszy na Białorusi wprowadzono tak dużo rosyjskich żołnierzy. Białoruska opozycja jest tym zaniepokojona i oburzona.
- Niepokoi nas nagłe zjawienie się dużej ilości liczby żołnierzy oraz zacieśnienie współpracy wojskowej z Rosją. To jest szkodliwe dla Białorusi - powiedział "Gazecie" Igar Lalkou, wiceszef opozycyjnego Białoruskiego Frontu Narodowego.
Alaksander Alesin uważa, że decydując się podczas kryzysu na tak wielkie manewry,
Rosja pokazuje światu, że ma potężną armię, a
Białoruś pokazuje Rosji, że mimo pewnych prozachodnich zmian w swej polityce zagranicznej nadal jest jej wiernym sojusznikiem.
W ostatnich latach stosunki Rosji z Białorusią wyraźnie się oziębiły, ponieważ Kreml nie chce stosować wobec Mińska ulgowych cen surowców energetycznych. Chyba że Łukaszenka zgodzi się, aby rosyjski biznes brał udział w prywatyzacji białoruskiego przemysłu. Ale białoruski dyktator nie chce się na to zgodzić, bo wie, że wtedy utraciłby decydujący wpływ na gospodarkę. Ale na razie napięcia polityczne w żaden sposób nie odbiły się na współpracy wojskowej.
- Jesteśmy wiernym sojusznikiem Rosji - powtarza przy każdej okazji białoruski prezydent.