Embargo dotyczy około 500 produktów mlecznych z Białorusi. Zakaz importu wprowadziła w sobotę Federalna Służba Obrony Konsumenta a ogłosił go główny lekarz sanitarny kraju Giennadij Oniszczenko.
To ten sam człowiek, który wcześniej zamykał drogę do rynku rosyjskiego produktom z krajów, które popadały w konflikt z Moskwą - winom mołdawskim czy gruzińskim, a także uznawanej od półtora wieku za leczniczą gruzińskiej wodzie mineralnej Borżomi.
Rosja twierdzi, że embargo było konieczne, bo białoruscy eksporterzy nie spełnili norm technicznych na produkty mleczne obowiązujących od 17 grudnia ubiegłego roku.
Wprowadzenie w życie tych norm to jednak tylko teoria. Rosyjskie firmy powszechnie je ignorują i na przykład wbrew nowym przepisom nadal piszą "mleko", a nie - jak każe norma - "produkt mleczny" na opakowaniach napojów uzyskanych z mleka w proszku.
Eliminacji mleczarskich produktów z Białorusi, stosunkowo tanich i cenionych przez Rosjan, domagają się od dłuższego czasu producenci rosyjscy. W piątek gubernator obwodu biełgorodzkiego Jewgienij Sawczenko w czasie narady z udziałem Władimira Putina poskarżył się, że import mleka z Białorusi "niszczy mleczarstwo Rosji". Premier, częściowo się z nim zgadzając, przypomniał, że kilka dni wcześniej pytał o to Łukaszenkę, od którego usłyszał: "Niech wasi nie piszczą, tylko obniżają koszty produkcji".
Białoruski ekspert Leanid Zaika uważa, że zakaz eksportu mleka to cios nie tylko dla przemysłu mleczarskiego, lecz także dla całej gospodarki białoruskiej. - Już wkrótce jego skutek odczuje nie tylko 118 przedsiębiorstw państwowych, które eksportują do Rosji, ale i kołchozy, które zaopatrują eksporterów w surowiec - mówi nam Zaika.
Zdaniem ekspertów z obu krajów, które formalnie wchodzą w skład wspólnego państwa związkowego, Rosja wprowadza mleczne embargo nie tylko po to, by wyrugować z rynku konkurenta, ale by ukarać Łukaszenkę, który ostatnio krytykuje Moskwę i flirtuje Zachodem.
- Kreml ma instrumenty wpływu na gospodarkę białoruską i teraz po nie sięgnął. Mamy do czynienia z zemstą i szantażem - mówi Anatol Labiedźka, jeden z liderów opozycji białoruskiej. Również bliski Kremlowi rosyjski politolog Wiaczesław Nikonow uważa, że Rosja nałożyła na sąsiada "sankcje".
Ostatnio między Mińskiem a Moskwą coraz częściej dochodziło do przykrej wymiany zdań. Rosjanie mają pretensje do sąsiadów o ich udział w unijnym Partnerstwie Wschodnim. Tydzień temu minister finansów Rosji Aleksiej Kudrin publicznie powiedział w Mińsku, że Białorusi grozi bankructwo. Łukaszenka w odpowiedzi kazał swoim ministrom szukać innych partnerów w handlu zagranicznym, a nie "kłaniać się i skomleć przed Rosją".