- Sąd, który jest niezależny, podjął decyzję. Ja ją szanuję. Jedyne, co mogę, to go ułaskawić. Jeżeli poprosi mnie o to, to ja zapoznam się z jego podaniem i podejmę decyzję - oświadczył prezydent Aleksander Łukaszenko w wywiadzie dla hiszpańskiej gazety "El Pais". Rozmowa ukazała się 2 grudnia, ale dopiero wczoraj obszerne fragmenty wywiadu zamieściła po rosyjsku rządowa agencja Biełta i niezależna agencja Biełapan.
Łukaszenko podkreślił, że jego zdaniem Kazulin nie został potraktowany zbyt surowo. - 5,5 lat to nie taki duży wyrok. U nas przecież jest kara śmierci i dożywocie - mówił Łukaszenko.
Aleksander Kazulin, który był konkurentem białoruskiego dyktatora w ostatnich wyborach prezydenckich, został skazany za zorganizowanie protestów przeciwko sfałszowaniu przez władze wyników głosowania w marcu 2006 r. Amnesty International uznała go za więźnia sumienia, jego zwolnienia domagają się UE i
USA.
Łukaszenko się tym nie przejmuje. W wywiadzie dla "El Pais" próby wpłynięcia na demokratyzację Białorusi uznał za śmieszne. - U nas obywatel ma tyle samo praw człowieka co w Hiszpanii. Mamy taką samą demokrację jak
Niemcy czy
Francja - zapewniał prezydent.
Rodzina i koledzy Kazulina podkreślają, że nie skorzysta on z zaproponowanej przez dyktatora możliwości uzyskania wolności. - Ojciec nie będzie się poniżał przed Łukaszenką. Jest niewinny i uważa, że nie ma za co go ułaskawiać - powiedziała "Gazecie" córka Kazulina Olga, która pięć dni temu miała widzenie z ojcem.
- Nawet teoretycznie nie mogę sobie tego wyobrazić. Kazulin uważa, że Łukaszenko nielegalnie utrzymuje władzę i że za to powinien stanąć przed sądem. Jak w takim wypadku może go o cokolwiek prosić? - stwierdził Siarhej Skrebiec, były współwięzień Kazulina.