W reportażu państwowej telewizji koreańskiej widać, że stołeczny Phenian znajduje się pod wodą. Po kilku dniach ulewnych deszczy rzeka Teadong, która przepływa przez miasto, przelała się przez groble. Obecnie woda sięga przechodniom do pasa.
W poniedziałek Korea zawiadomiła, że obfite deszcze padające od 7 sierpnia doprowadziły do "wysokich strat ludzkich i materialnych" w trzech prowincjach. Pod wodą i lawinami błota zginęły setki ludzi, 60 tys. rodzin jest bez dachu nad głową.
Akcję pomocy utrudnia rozmycie dróg. W komunistycznej Korei, gdzie większość infrastruktury powstała w czasach okupacji japońskiej (1910-45), woda zniszczyła 540 mostów, zawaliły się dziesiątki stacji energetycznych, zalane są kopalnie.
Szczególny niepokój budzi zalanie "znacznej części" pól uprawnych i zagrożenie tegorocznych zbiorów. Nawet bez powodzi
Korea Północna nie jest w stanie się wyżywić, produkując rocznie o 1 mln ton zbóż za mało.
Powodzie nawiedzają Półwysep Koreański co roku, ale postępujący kryzys komunistycznej gospodarki Korei Północnej i zacofanie kraju sprawiają, że ich skutki są katastrofalne. W latach 90. seria podobnych powodzi sprowadziła klęskę głodu, która pochłonęła około 2 mln ofiar.
We wtorek Phenian zwrócił się o pomoc międzynarodową. Na apel odpowiedział już następnego dnia sekretarz generalny ONZ Ban Ki-Moon, który wysłał na miejsce ekipy Światowego Programu Żywnościowego i Światowej Organizacji Zdrowia, by oceniły, jak duża pomoc jest potrzebna.
- Uważamy szkody za bardzo poważne - powiedział BBC Paul Risley ze Światowego Programu Żywnościowego.
W Pekinie amerykański negocjator ds. koreańskiego programu atomowego Christopher Hill stwierdził, że Waszyngton rozważy możliwość niesienia pomocy. Gotowa jest jej udzielić również
Korea Południowa, ale czeka, aż Północ o nią poprosi.
Mimo kataklizmu Korea Północna nie przewiduje przełożenia szczytu przywódców obydwu krajów, do którego ma dojść w Phenianie w dniach 28-30 sierpnia.