Ponieważ o planowanej na pierwszą połowę października próbie Waszyngton, Tokio, Seul, Pekin czy
Moskwa wiedziały od kilku tygodni, można się spodziewać, że wszyscy są do niej dobrze przygotowani, a reakcje szczegółowo zaplanowane.
Tyle tylko, że Waszyngton czy Tokio - wzywające do najbardziej stanowczych reakcji - nie mają zbyt wielu środków, by ukarać Phenian i ostrzec przed kolejnymi prowokacjami.
Bombardowania północnokoreańskich celów nie wchodzą w grę, gdyż po niemal pewnym kontruderzeniu Phenianu na cele w Korei Płd., zakończyłoby się to śmiercią setek tysięcy, jeśli nie milionów ludzi, i wojną, która pociągnęłaby w przepaść gospodarkę najpierw Azji, a potem pewnie reszty świata.
Amerykanie nałożyli już na Koreę Płn. właściwie wszelkie możliwe sankcje. W państwie tym od dziesiątek lat brakuje wszystkiego, a ludność umiera milionami z głodu. I na postawę reżimu Kima to nie wpłynęło. Od jakich jeszcze sankcji można oczekiwać, że zmienią politykę komunistycznego, nieliczącego się z niczym i nikim satrapy?
Klucz do wpłynięcia na Phenian był, jest i będzie jeszcze długo w Pekinie, a nie w Waszyngtonie, czy siedzibie ONZ w Nowym Jorku.
Północnokoreańska próba niemal zbiegła się w czasie z powstaniem nowego rządu w Japonii - jeszcze przed prowokacją Kima zapowiadającego twardszą politykę wobec Phenianu. Teraz atmosfera w Japonii będzie z pewnością się radykalizowała i nie ma się czemu dziwić. Przecież Korea Płn. wystrzeliwała już rakiety na japońskimi wyspami.
Najbardziej radykalnym krokiem może być dążenie Japonii do budowy własnej broni jądrowej. Tokio bowiem doskonale wie, że właśnie montowane na wyspach zakupione w
USA pociski Patriot III mogą postrzymać rakiety wroga, ale nie wybuch jądrowy. A kto jak kto, ale Japończycy mają się prawo bać bomb atomowych. Przy tym w "rozsądek" reżimu Kima nie wierzą za grosz.
To wywoła kolejny łańcuszek zdarzeń. Atomowa
Japonia zadziała zapewne jak płachta na byka na
Chiny. Jak Chiny zareagują na atomowe ambicje swojego największego regionalnego rywala?
W tym zresztą cała nadzieja. Tylko Chiny mogą powstrzymać Koreę Północną przed dalszymi prowokacjami. Bez pomocy Chin - pieniędzy, paliwa, żywności - komunistyczna dyktatura w Phenianie nie przetrwa. Do tej pory Chiny nie powstrzymywały Phenianu, bo bały się, że ewentualny upadek reżimu spowoduje wielomilionową masę wygłodzonych uchodźców, i humanitarną katastrofę w chińskich rejonach przygranicznych.
Teraz Chiny będą sobie musiały odpowiedzieć na pytanie - czy wolą wstrząsnąć północnokoreańskim reżimem, czy też obserwować atomowy wyścig zbrojeń w Azji.