Korea Północna zapowiedziała we wtorek przeprowadzanie testu jądrowego. Wczoraj
Chiny, jej sąsiad i ostatni sojusznik, wezwały Phenian do zachowania "spokoju i wstrzemięźliwości".
Jak na zwyczaje chińskiej dyplomacji, jest to poważne ostrzeżenie, gdyż Pekin z reguły nie wymienia nazw konkretnych krajów w swoich komunikatach. Nie oznacza to jednak, że Chiny godzą się na twarde postępowanie wobec Phenianu.
We wtorek chiński ambasador przy ONZ Wang Guangy wyraził się sceptycznie o propozycji amerykańskiego ambasadora przy ONZ Johna Boltona. Ten skierował sprawę koreańskiego testu jądrowego do Rady Bezpieczeństwa i namawia ją do przyjęcia wspólnej strategii wobec Korei Północnej. Nowy japoński premier Shinzo Abe ostrzega zaś, że świat nie zamierza tolerować próby jądrowej, i że odpowie na nią "z całą surowością".
W 2003 r. Phenian ogłosił, że ma broń nuklearną. W ubiegłym roku wycofał się z rozmów rozbrojeniowych z Chinami, Rosją,
USA, Japonią i Koreą Południową i zapowiedział, że nie wróci do nich, dopóki Waszyngton nie zrezygnuje z toczącego się od kilku lat śledztwa w sprawie lewych dochodów reżimu Kima. Zapowiedź testu nuklearnego może być więc elementem nacisku na Amerykanów, bo ci mówią, że nie widzą związku między śledztwem a rozmowami rozbrojeniowymi.
Kim zapewne liczył też, że uda mu się podzielić mocarstwa. - Może uważać, że tak czy owak coś ugra - mówi Ralph A. Cossa, specjalista od Azji w Ośrodku Międzynarodowych Studiów nad Bezpieczeństwem na Hawajach. - Albo Waszyngton zgodzi się na bezpośrednie rozmowy, choć to mało prawdopodobne, albo spór o brak elastyczności poróżni Stany z Chinami i Koreą Południową.
Dlaczego Chiny nie chcą mocno naciskać na Phenian? Bez chińskiej ropy, ryżu i inwestycji reżim Kim Dzong Ila już dawno by się załamał. Jednak skutkiem wstrzymania pomocy byłby też chaos u granic Chin, miliony uchodźców i może konieczność wprowadzenia armii do Korei Północnej.
Phenian będzie głównym tematem dwudniowej wizyty, jaką premier Japonii złoży w niedzielę i poniedziałek w Pekinie i Seulu.