http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Austria wyrzuca Arigonę

Bartosz T. Wieliński
2010-07-15, ostatnia aktualizacja 2010-07-14 17:24

Nic nie dały protesty tysięcy Austriaków i żarliwe apele noblistki Elfride Jelinek. Władze postawiły na swoim i zmusiły 18-letnią Arigonę Zogaj, najsłynniejszą azylantkę w Austrii, do powrotu do Kosowa

Reprodukcja fotografii 15-letniej Arigony Zogaj
Fot. rubra ASSOCIATED PRESS
Reprodukcja fotografii 15-letniej Arigony Zogaj
Arigona Zogaj, jej matka i dwie kilkuletnie siostry jeszcze wczoraj rano siedziały na walizkach we Frankenburgu w Górnej Austrii. Władze dały im do wyboru: albo wyjadą same, albo policja wyciągnie je z domu i w kajdankach wsadzi do samolotu lecącego do Prisztiny. Zogajowie wybrały pierwszą możliwość. Austrię chciały opuścić (najprawdopodobniej nastąpiło to miejsce wczoraj albo dziś) w tajemnicy przed dziennikarzami, bo od dawna polują na nich paparazzi. Arigona ma w Austrii status celebrytki.

Ta nastolatka wywołała nad Dunajem wielką debatę o stosunku Austriaków do cudzoziemców. I choć walkę o pozostanie w Austrii przegrała, zdołała obnażyć bezduszność austriackich władz i ich niechęć do obcych. Podzieliła też Austriaków - część uważa, że władze powinny pozwolić Arigonie Zogaj zostać, część chwali urzędników, że twardo trzymali się litery prawa.

- Ta sprawa to u nas polityczny dynamit. Pytanie, czy nie powinna skłonić władz do zmiany polityki wobec cudzoziemców? Może uda się ją złagodzić? - zastanawia się Philipp Aichinger, dziennikarz "Die Presse".

26 sierpnia 2007 r. pod dom Zogajów we Frankenburgu podjechała policja z nakazem deportacji do Kosowa. Po chwili policjanci wyprowadzili z domu ojca dziewczyny i rodzeństwo, którzy tego samego dnia opuścili kraj. Matka uniknęła deportacji, bo dostała rozstroju nerwowego i trafiła do szpitala. Policjanci nie znaleźli córki - 15-letniej wówczas Arigony, wzorowej uczennicy miejscowej szkoły. Dziewczyna zapadła się pod ziemię.

Cała Austria zobaczyła ją miesiąc później, gdy telewizja ORF wyemitowała film z oświadczeniem dziewczyny. - W Kosowie niczego nie mamy. Jeśli będę musiała wyjechać, to się zabiję. Chcę tu żyć, tak jak żyłam do tej pory - mówiła czystą niemczyzną Arigona, przełykając łzy.

Wtedy w jej obronie powstał ruch społeczny, który zaczął domagać się od ówczesnego szefa MSW Günthera Plattera, by zezwolił rodzinie Zogajów na pozostanie w Austrii. Arigonie udało się przełamać stereotyp imigranta, który do tej pory kojarzył się z odpychającym kryminalistą. Zamiast tego ludzie zobaczyli ładną dziewczynę bezbłędnie mówiącą w ich języku.

MSW nie ugięło się, tłumacząc: ustępując wysyłamy sygnał nielegalnym imigrantom, że Austria stoi dla nich otworem. Władze przypominały też, że rodzina Zogajów łamała prawo.

W 2001 r. Zogajów za kilkanaście tysięcy euro przywieźli z Kosowa do Austrii przemytnicy. Po przyjeździe złożyli wnioski o azyl, ale władze je odrzuciły po kilku latach rozpatrywania. - To trwało zbyt długo. Dzieci w tym czasie zdążyły wrosnąć w austriackie społeczeństwo. Nasze urzędy ds. cudzoziemców pracują źle - mówi Aichinger.

W 2007 r. władze wstrzymały jednak deportację Arigony i pozwoliły zostać w kraju jej matce i siostrom. Do czasu aż sprawę zbada trybunał konstytucyjny. Ten jednak nie dopatrzył się uchybień w postępowaniu MSW, urzędnicy odczekali do końca roku szkolnego i w lipcu nakazali im opuścić kraj.

W obronie dziewczyny znowu skrzyknęli się ludzie. Zbierano podpisy, organizowano manifestacje, a losowi Arigony poświęcono nawet sztukę teatralną. Apel do władz w obronie Arigony wystosowali też intelektualiści z noblistką Elfride Jelinek na czele. O interwencję proszono prezydenta Austrii Heinza Fischera, ten odpowiedział, że nie może się mieszać do pracy urzędników. - Nie robimy niczego złego. Jedynie stosujemy austriackie prawo - twierdzi austriackie MSW.

Tymczasem austriackie prawo cudzoziemców traktuje najostrzej w Europie. Szanse na otrzymanie azylu są w Austrii minimalne, natomiast co roku z kraju deportuje się kilkadziesiąt tysięcy osób. Policja traktuje nielegalnych ostro - ostatnio zgarnęła dwóch Nigeryjczyków z treningu zespołu piłkarskiego, w którym trenowali. Wcześniej władze próbowały deportować Egipcjanina poszukiwanego przez egipską bezpiekę czy turecką staruszkę. W 1991 r. podczas deportacji zmarł młody Nigeryjczyk, bo policjanci zalepili mu taśmą usta i nos.

Temat imigrantów ciągle podnosi skrajna prawica, która domaga się, by deportować ich wszystkich. Zabierała też głos w sprawie Zogaj. - Przyjechała tu nielegalnie, szantażuje państwo, a za jej pobyt płacili podatnicy. Arigono, wracaj do domu - można przeczytać na stronie internetowej przeciwników Kosowianki.

W sobotę zwolennicy skrajnej prawicy chcą demonstrować przeciwko niej we Frankenburgu. Arigony tam jednak już nie będzie.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 120 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów