- Rosenkranz nie ma kwalifikacji, by w ogóle stanąć do wyborów - mówi oburzony biskup Wiednia kardynał Christoph Schönborn. - Jej kandydatura o policzek dla ofiar Shoah - podkreślają przedstawiciele austriackiej społeczności żydowskiej.
52-letnia Rosenkranz to prominentna polityk skrajnie prawicowej Partii Wolnościowej (FPÖ), którą niegdyś kierował zmarły dwa lata temu Jörg Haider, słynący z rasistowskich poglądów premier lokalnego rządu Karyntii. W 2000 r. Haider wprowadził nawet FPÖ do austriackiego rządu.
W dniu wyborów 25 kwietnia Rosenkranz ma niewielkie szanse na pokonanie urzędującego prezydenta - według sondaży socjaldemokrata
Heinz Fischer może liczyć na większość głosów. Rosenkranz będzie jednak jego główną rywalką, bo chadecja, druga siła na austriackiej scenie politycznej, nie wystawiła kandydata. Najnowsze sondaże wróżą Rosenkranz 19-proc. poparcie, ale eksperci twierdzą, że ma spore szanse zgarnąć nawet co trzeci głos.
- Tylko święta Barbara może wygrać z tym agnostykiem Fischerem - takimi słowami zachwalali działacze FPÖ kandydaturę Rosenkranz. Jej idolką jest cesarzowa Maria Teresa, którą uznaje za wzór cnót dla każdej Austriaczki. Zwalcza natomiast bezdzietne feministki (sama jest matką dziesięciorga dzieci) i przedszkola, które uznaje za szkodzący rodzinie wymysł komunizmu. Chce też ograniczyć imigrację.
Austriacka lewica nazywa Rosenkranz "zakamuflowaną nazistką". Podczas dwudziestoletniej kariery w FPÖ nigdy nie zanegowała wprost Holocaustu ani nie chwaliła III Rzeszy. Wypowiadała się jednak o nich w taki sposób, że brunatni nie mieli wątpliwości, że Rosenkranz jest jedną z nich. Gdy przedwczoraj dziennikarze pytali ją, czy uznaje istnienie komór gazowych, odparła: - Mam o tym taką wiedzę, jaką każdy przeciętny Austriak wyniósł ze szkoły.
Rzeczy po imieniu nazywa za to jej mąż Horst Jakob, członek kilku organizacji, które potem zdelegalizowano za propagowanie nazizmu, wydawca nazistowskiej gazetki i jedna z kluczowych postaci na europejskiej scenie brunatnych.
Mimo że Rosenkranz oficjalnie odżegnuje się od austriackich neonazistów, chce zrealizować ich najważniejszy cel - znieść ustawy antynazistowskie z 1947 r. Na ich podstawie zdelegalizowano NSDAP i jej przybudówki oraz wprowadzono kary za szerzenie nazistowskiej ideologii i za kłamstwo oświęcimskie.
Na podstawie tych artykułów pięć lat temu w Austrii aresztowano Davida Irwinga, brytyjskiego historyka kwestionującego Holocaust. Skazano go potem na trzy lata więzienia. - Ustawa jest niezgodna z naszą konstytucją, bo narusza wolność słowa - oświadczyła niedawno Rosenkranz.
Austriacy na te słowa zatrzęśli się z oburzenia, a prawie połowa uznała, że Rosenkranz jako kandydat na prezydenta może pogorszyć wizerunek kraju za granicą. Otwarcie wspiera ją za to "Kronen Zeitung", najważniejszy i niezwykle wpływowy austriacki tabloid. Tak jak wydawca gazety Hans Dichand Rosenkranz jest zagorzałym przeciwnikiem UE i jako jedyny poseł w parlamencie głosowała przeciwko ratyfikacji traktatu lizbońskiego. Gdy nad kandydaturą Rosenkranz zaczęły zbierać się chmury, to Dichand zażądał od niej podpisania przysięgi, że odcina się od nazizmu. Kandydatka FPÖ zrobiła to bez wahania, a jako pierwszą poinformowała o tym w liście redakcję "Kronen Zeitung"
Heinz-Christian Strache, następca Haidera na fotelu szefa FPÖ, chce wykorzystać kampanię wyborczą i rozpocząć wielką ofensywę austriackiej skrajnej prawicy. Dziś "wolnościowcy" są trzecią siłą polityczną w kraju. Nie ukrywają, że ich celem jest powrót na wiedeńskie salony i wspólny rząd w koalicji z chadekami.