Nestor Kirchner zmarł nagle na
zawał serca w środę po południu czasu polskiego w swym domu w El Calafate w patagońskiej prowincji Santa Cruz. Argentyńczycy dowiedzieli się o tym w chwili, gdy w dzień wolny od pracy czekali w domach na ankieterów spisu powszechnego. Już w środę wieczorem oraz w czwartek, po przewiezieniu ciała do rządowego pałacu Casa Rosada w Buenos Aires, żegnały go wielotysięczne tłumy. Miasto nie widziało podobnych od 1974 r., gdy zmarł popularny prezydent Juan Peron.
Nestor Kirchner był prezydentem w latach 2003-07. Do śmierci z tylnego siedzenia sterował rządami swej żony, prezydent Cristiny Fernandez de Kirchner. Był także przywódcą partii peronistowskiej, chciał kandydować w kolejnych wyborach prezydenckich w 2011 r.
Jego rządy zmieniły radykalnie Argentynę. Kirchner rozbudził polityczne i ideologiczne namiętności - przez jednych był uwielbiany jako opiekun wykluczonych, przez drugich znienawidzony jako skrajny populista.
Za jego pierwszej kadencji
Argentyna podniosła się po gospodarczym krachu 2001 roku. Zerwał bowiem z polityką Carlosa Menema, który w latach 1989-99 zadłużył kraj na 132 mld dol. i doprowadził do upadku. Kirchner odbudował gospodarkę, która za jego pierwszej kadencji rosła w tempie 6-8 proc. rocznie.
Przywrócił też wiarę w przyszłość - zwłaszcza biednym Argentyńczykom, którzy w najtrudniejszych latach 2001-03 wołali podczas ulicznych protestów: "Niech wszyscy politycy spadają!".
Podniósł emerytury, przyznał powszechny zasiłek na dziecko oraz objął emeryturami 2 mln ludzi pracujących na czarno. Za kadencji jego żony Argentyna m.in. zalegalizowała związki homoseksualne i przygotowała legalizację małych ilości lekkich narkotyków.
Twardo negocjował spłatę długu z MFW i bankami zagranicznymi, na których wymógł drastyczną redukcję ponad 100 mld dol. Pozostałe 10 mld dol. Argentyna spłaciła w 2005 r.
Był pierwszym prezydentem, któremu udało się zerwać z bezkarnością krwawej dyktatury wojskowej z lat 1976-83. Za jego rządów sądy i parlament unieważniły amnestie dla oprawców wymuszone na rządzie przez wojskowych. Od tamtej pory kilkudziesięciu oficerów armii i policji zostało skazanych za zbrodnie, wiele procesów nadal się toczy.
Ale Nestor Kirchner rządził jak autokrata, a władza była treścią jego życia. Przeciw opozycji walczył często przy pomocy bojówkarzy z wiernych mu związków zawodowych oraz tzw. piqueteros, czyli ludowego ruchu protestu, który dotował państwowymi pieniędzmi.
Przyznawał dotacje zaprzyjaźnionym przedsiębiorcom. Żeby wykazać sukcesy w walce z biedą, fałszował oficjalne statystyki.
Z władzą rozstać się nie chciał. W 2003 r. zdobył prezydenturę, mając ledwie 22-proc. poparcie, bo jego przeciwnik Carlos Menem, który dostał w pierwszej turze 24 proc. głosów, przed drugą się wycofał. Pięć lat później Kirchner miał zwycięstwo w kieszeni, ale ustąpił pola małżonce Cristinie, planując powrót do władzy na kolejną kadencję po jej rządach. Marzył o dynastycznej władzy klanu Kirchnerów.
Kiedy Cristina wygrała wybory, Nestor rządził z tylnego fotela. Prezydencka para stoczyła m.in. zawziętą walkę z lobby producentów rolnych, którym narzuciła podatek od eksportu płodów rolnych. Po wielomiesięcznym strajku rolnym podatek przepadł w parlamencie, a popularność prezydenckiej pary spadła z 60 do 20 proc.
Kirchnerowie wypowiedzieli wtedy wojnę prywatnym mediom - na koncern medialny Grupo Clarin, który ostro ich za wojnę rolną krytykował, nasyłali kontrole skarbowe. Przeprowadzili nawet przez parlament prawo zmuszające prywatne koncerny medialne do wyprzedaży części aktywów.
Prócz autorytarnych manier Kirchnerom zaszkodziła chciwość. Za swoich rządów małżeństwo zbiło fortunę m.in. na nieruchomościach kupowanych za bezcen z pomocą zaprzyjaźnionych urzędników w rodzinnej prowincji Santa Cruz. W ciągu sześciu lat ich majątek wzrósł siedmiokrotnie - z 1,5 do 9 mln euro.
W oczach wielu Argentyńczyków było to nie do pogodzenia z antyliberalnymi, a nawet antykapitalistycznymi wystąpieniami Kirchnera, które zbliżały go coraz bardziej do wenezuelskiego populisty Hugo Chaveza.
Bez Nestora Kirchnera końcówka prezydentury jego żony staje pod znakiem niepewności. Jego zwolennicy domagają się, by to ona przejęła schedę po mężu i stanęła ponownie do wyborów. Ale w partii peronistowskiej Kirchner ma wielu wrogów. Walka o władzę po nim rozgorzeje natychmiast po jego piątkowym pogrzebie.