http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Latynoski za prawem do aborcji

Maciej Stasiński
2010-10-01, ostatnia aktualizacja 2010-10-01 15:01

Tysiące kobiet z różnych krajów Ameryki Łacińskiej żądało swobodnego prawa do przerywania ciąży. Rocznie na tym kontynencie ciążę przerywa 4 mln kobiet. Niemal wszystkie robią to nielegalnie

SONDAŻ
Czy kobiety powinny mieć prawo do aborcji?

Tak, zawsze
Tylko w określonych sytuacjach
Tylko gdy ciąża zagraża życiu matki
Nie

Wtorek był w krajach Ameryki Łacińskiej Dniem na rzecz Depenalizacji Prawa do Aborcji. Organizowane przez feministki i działaczy praw człowieka marsze kobiet w obronie prawa do przerywania ciąży odbyły się niemal wszędzie - od Nikaragui przez Ekwador po Argentynę.

W całej Ameryce Łacińskiej, z wyjątkiem Kuby i miasta Meksyk, aborcja jest albo całkowicie zakazana, albo dopuszczona tylko w wyjątkowych przypadkach takich jak zagrożenie życia kobiety. Mimo to nielegalnie usuwa ciążę co roku 4 mln kobiet, czyli więcej niż liczy sobie cały Urugwaj. Śmierć wskutek źle przeprowadzonej aborcji jest najczęstszą przyczyną zgonu latynoskich matek.

W Argentynie protest odbył się w całym kraju. 1,6 tys. kobiet w 15 miastach zgłosiło się do prokuratury i zawiadomiło o zamiarze popełnienia przez siebie przestępstwa. "Jesteśmy kobietami w wieku reprodukcyjnym i zawiadamiamy, że w razie zajścia w ciążę przerwiemy ją w sposób całkowicie dobrowolny i wiemy, że zostaniemy za to oskarżone o popełnienie przestępstwa" - takie pisma kobiety złożyły m.in. w Buenos Aires, Cordobie, Santa Cruz i Mendozie.

W niektórych miastach oprócz złożenia prewencyjnego samoooskarżenia w prokuraturze, kobiety poszły manifestować pod budynki kurii. Argentyński Kościół ostro sprzeciwia się jakimkolwiek zmianom obecnego prawa, które dopuszcza przerywanie ciąży tylko w wypadku gwałtu na osobie niepoczytalnej lub zagrożenia życia matki. Mimo to aborcją w Argentynie kończą się cztery na każde dziesięć ciąż.

W parlamencie w Buenos Aires leżą dwa projekty liberalizacji ustawy o przerywaniu ciąży, które dopuszczają swobodną aborcję do 14. tygodnia ciąży, a także później w przypadku gwałtu, zagrożenia życia i zdrowia matki oraz zniekształcenia genetycznego płodu. Projekty najpewniej niedługo przejdą, bo cieszą się poparciem większości posłów i senatorów oraz prezydent Cristiny Fernandez de Kirchner.

Argentyna stanie się więc najprawdopodobniej pierwszym krajem kontynentu, nie licząc Kuby, który zalegalizuje przerywanie ciąży. Wcześniej została też pierwszym, który zalegalizował małżeństwa homoseksualne.

Przyjętą już ustawę o legalizacji aborcji rok temu zawetował prezydent Urugwaju Tabare Vazquez. W stolicy Ekwadoru Quito ponad tysiąc kobiet stawiło się pod prokuraturą generalną, rozebrało do naga i zażądało wolności przerywania ciąży. Na twarzach miały tylko maski na znak protestu przeciw temu, że aborcji muszą dokonywać nielegalnie i w podziemiu.

- Zakrywamy twarze i obnażamy nasze ciała, bo aborcja odbywa się na czarnym rynku, jesteśmy dyskryminowane i wystawione na ryzyko zdrowotne - mówiła rzeczniczka kobiet Ana Cristina Vera. Stowarzyszenie Kobiet na rzecz Życia i Bezpiecznej Aborcji szacuje, że rocznie w Ekwadorze przerywa ciążę 125 tys. kobiet i tylko 200 z nich robi to zgodnie z prawem.

Tego samego dnia oświadczenie żądające swobody przerywania ciąży w Ameryce Łacińskiej opublikowała Amnesty International. Organizacja piętnuje zakaz aborcji na całym kontynencie, a szczególnie "haniebny" absolutny zakaz w trzech krajach - Salwadorze, Nikaragui i Chile, gdzie aborcja jest zakazana także wtedy, gdy ciąża jest wynikiem gwałtu na nieletniej i gdy zagrożone jest życie matki.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 214 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':