http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Na wojnę to nie wpłynie

rozmawiał Jacek Pawlicki
2010-07-27, ostatnia aktualizacja 2010-07-26 21:56

- Opinia publiczna doskonale wiedziała, że sprawy w Afganistanie nie idą dobrze. Ujawnione raporty przełomem więc nie są - mówi prof. Julian Lindley-French*

Afganistan, antyamerykański protest w Surkh Rod wywołało zabicie przez siły koalicji dziewięciu cywili
Fot. AP/Rahmat Gul
Afganistan, antyamerykański protest w Surkh Rod wywołało zabicie przez siły...
RAPORTY
SONDAŻ
Jak oceniasz działalnosć portalu Wikileaks?

Jest pożyteczny i przydatny
Jest nieszkodliwy ale też nieprzydatny
Jest bardzo szkodliwy
Nie interesuje mnie to

Jacek Pawlicki: Jaki może być wpływ przecieku z Wikileaks na operację w Afganistanie?

Prof. Julian Lindley-French: W ujawnionych dokumentach nie ma nic szczególnie nowego. Potwierdzają one raczej to, o czym ludzie i tak wiedzieli.

Opinia publiczna nie znała jednak tych wszystkich szczegółów o nieudanych atakach czy przypadkowych ofiarach cywilnych.

- Ale opinia publiczna doskonale wiedziała, że sprawy w Afganistanie nie idą dobrze. Ujawnione raporty przełomem więc nie są. Jeśli zapyta pan ludzi w USA lub w Europie, czy sądzą, że operacja zakończy się sukcesem, odpowiedzą: Nie. Jeśli spytamy ich, czy jak opuścimy Afganistan, to zostawiamy po sobie w miarę stabilną sytuację, odpowiedzą: Może.

Poza tym ludzie tak bardzo nie skupiają się na szczegółach. Prawdziwa debata toczy się między elitą, czyli ekspertami takimi np. jak ja. A rzeczywistość jest taka, że obecnie w Afganistanie obowiązuje nowa strategia prezydenta Obamy, a opublikowane przecieki dotyczą okresu przed jej przyjęciem. Trzeba też pamiętać, że rewelacje wyszły w połowie lipca, kiedy większość ludzi jest na wakacjach.

Chce pan powiedzieć, że skomplikowane raporty wojskowe to nie jest najlepsza lektura na plaży na Majorce?

- Dobrze pan to ujął. Poza tym opinia publiczna powoli wyłącza się ze sprawy Afganistanu. Staje się on kolejną zapomnianą wojną.

Ale sondaże pokazują, że np. Brytyjczycy są w większości za wycofaniem wojsk z Afganistanu. Nie sądzi pan, że przecieki pokazujące kłopoty tej wojny mogą jeszcze bardziej utwierdzić ludzi w tym przekonaniu?

- W Wielkiej Brytanii wszystko jest mniej więcej jasne. W Afganistanie nie będziemy dłużej niż cztery kolejne lata. Zmieniamy charakter operacji z wojennej na szkoleniową, by przygotować armię afgańską do przejęcia odpowiedzialności za kraj. Do czasu następnych wyborów w 2015 r. Afganistan nie będzie na Wyspach sprawą polityczną, to już mamy za sobą.

Jak to bywa z wszystkimi sprawami dotyczącymi polityki zagranicznej czy bezpieczeństwa, Afganistan przegrywa w odczuciu społecznym z kwestiami znacznie ważniejszymi dla obywateli, jak podatki, edukacja, gospodarka. Nawet jeśli z sondaży wynika, że ludzie są przeciwni wojnie w Afganistanie, to wiele o niej nie myślą.

Przyzna pan jednak, że ujawnienie tylu tajnych dokumentów wojskowych to wielki cios dla rządu i armii USA.

- Tak, ale nie aż tak wielki, jakby się wydawało. Takie przecieki są rzeczą wstydliwą dla rządów, ale w mediach żyją nie dłużej niż dwa dni. Większość z ujawnionych właśnie dokumentów to dzienniki operacyjne dowódców niższego szczebla. Żaden z nich nie ma jakiegoś szczególnie ważnego, strategicznego znaczenia z punktu widzenia wywiadu.

Ale są informacje dowodzące, że wywiad pakistański wspierał w Afganistanie talibów...

- Czy tego nie wiedzieliśmy? Sam zostałem kiedyś poinformowany o tym przez pakistański wywiad ISI. Oni tego specjalnie nie ukrywali. W ich strategicznym interesie leży, by Indie trzymały się daleko od Afganistanu [oba kraje od kilkudziesięciu lat spierają się o Kaszmir, co kilka razy o mało nie doprowadziło do wybuchu wojny] i żeby tak było, muszą sprzyjać pewnym talibom, plemionom czy grupom. Sprawa jest bardziej skomplikowana niż się wydaje. Gdyby z dokumentów wojskowych wynikało, że armie NATO są przekonane, że operacja się nie uda, to byłoby coś!

Uważa więc pan, że to medialny cyrk, a nie żaden przełom?

- Czy te przecieki wpłyną na zmianę afgańskiej strategii NATO? Nie! Czy wniosły wiele nowego? Niekoniecznie! Czy zmienią stosunki w samym Afganistanie? Nie! A więc to medialne szaleństwo! Niewiele się dzieję, a "Guardian", "New York Times" i "Der Spiegel" może skorzystają na tym pod względem czytelnictwa. Dla mnie całe te przecieki to coś, co nazywamy przelotną sensacją.

* Prof. Julian Lindley-French jest ekspertem od strategii NATO w Królewskim Instytucie Spraw Międzynarodowych "Chattam House" w Londynie

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':