http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Cameron: Zostaniemy w Afganistanie do 2015 roku

Jacek Pawlicki
2010-06-28, ostatnia aktualizacja 2010-06-28 08:31

Lot helikoptera nad Afganistanem
Lot helikoptera nad Afganistanem
Fot. Damian Kramski

Mimo ostatnich napięć z powodu wycieku ropy z platformy BP w Zatoce Meksykańskiej i rosnącej niechęci Brytyjczyków do wojny z talibami, Amerykanie mogą liczyć na lojalność Londynu w Afganistanie

Premier David Cameron w parlamencie
Fot. Chris Jackson AP
Premier David Cameron w parlamencie
O tym, że specjalne stosunki między USA a Wielką Brytanią nie pogorszyły się mimo sugestii wielu ekspertów, świadczyła wstrzemięźliwość, z jaką premier David Cameron podszedł na szczycie G20 w Toronto do kwestii wycofania brytyjskich wojsk z Afganistanu.

Naciskany przez dziennikarzy, aby wyznaczył dokładny termin, powiedział tylko tyle, że 10 tys. brytyjskich żołnierzy zakończy tamtejszą misję do następnych wyborów parlamentarnych, czyli do połowy 2015 r. - Nie lubię wyznaczać ostatecznych terminów. Chciałbym, byśmy zakasali rękawy i robili wszystko, by doprowadzić misję do sukcesu, którym nie musi być idealny Afganistan, ale stabilność w tym kraju - mówił.

W niedzielę przywódcy ośmiu najbardziej wpływowych państw świata G8, w tym David Cameron, przyjęli wspólne oświadczenie wzywające prezydenta Afganistanu Hamida Karzaja do przedstawienia szczegółowego planu wykorzenienia korupcji i przejęcia odpowiedzialności za bezpieczeństwo swego kraju w perspektywie pięciu lat. Rok 2015, a więc ten sam, który kilkadziesiąt godzin wcześniej wskazał brytyjski premier jako możliwy ostateczny termin wycofania wojsk, rysuje się więc jako najbardziej prawdopodobny w tej chwili koniec misji NATO w Afganistanie.

Szczyt w Toronto był okazją do rozmów o wielu sprawach niezwiązanych z gospodarką i kryzysem, m.in. właśnie o Afganistanie. Na jego marginesie doszło do spotkania prezydenta USA Baracka Obamy i Davida Camerona, którzy wcześniej nie rozmawiali w cztery oczy.

W niedzielę obaj przywódcy zakończyli swój futbolowy zakład o wynik czerwcowego meczu USA - Anglia na mistrzostwach świata w RPA. Jako że był remis, Obama wręczył brytyjskiemu premierowi piwo Goose Island 312 ze swego rodzinnego Chicago, a Cameron zrewanżował się Obamie mało znanym lokalnym piwem Hobgoblin z jego okręgu wyborczego Witney.

Obama wprawdzie protekcjonalnie zażartował sobie z Camerona, mówiąc, iż ma nadzieję, że ten schłodzi najpierw to piwo w lodówce (ciepłe piwo rzekomo pite na Wyspach to żelazny temat żartów z Anglików w USA). Ale zaraz potem dodał, że udało im się nawiązać "silne relacje robocze" i że specjalne stosunki między oboma krajami wzmocnią się jeszcze bardziej w ciągu nadchodzących miesięcy.

Polem, gdzie stosunki te są poddane największej próbie, jest właśnie Afganistan. Szybkie wycofanie brytyjskiego kontyngentu, drugiego co do wielkości po USA, byłoby katastrofą dla misji, tym bardziej że międzynarodowa koalicja stopnieje w ciągu najbliższych dwóch lat. Do końca 2011 r. swych 2,5 tys. żołnierzy wycofać ma Kanada, w tym roku zakończy się misja 2 tys. Holendrów. Następni w kolejce do wycofywania są w 2012 r. Australijczycy i Polacy.

Brytyjczycy stacjonujący w prowincji Helmand prowadzą regularne walki z talibami. Wojna przynosi im wyjątkowo krwawe żniwo. W sobotę w szpitalu w Birmingham zmarł w wyniku odniesionych ran w Afganistanie 308. żołnierz brytyjski. Choć zdecydowana większość opinii publicznej opowiada się za wycofaniem żołnierzy, wśród polityków zarówno partii rządzących jak i opozycji panuje zgoda, że Brytyjczycy muszą pozostać w Afganistanie tak długo, jak ten kraj może być bazą wypadową dla terrorystów grożących Europie i USA.

Niestety, zdaniem ekspertów mimo zwiększenia międzynarodowych sił sytuacja w Afganistanie się nie poprawia. Siły ISAF czeka kolejne krwawe lato, gdyż w tym okresie talibowie zazwyczaj przechodzą do ofensywy. Michael Semple, b. szef misji UE w Afganistanie i znany ekspert, przyznał w wywiadzie dla niedzielnego "Observera", że Afganistan jest na skraju chaosu.

- W Afganistanie panuje dość powszechne przekonanie, że NATO nie wygrywa wojny. Wielu Afgańczyków spodziewa się fiaska kampanii Sojuszu i szykuje się do kolejnej osłony wojny domowej - mówił Semple. Zdaniem eksperta sytuację pogorszyć może decyzja o zdymisjonowaniu głównodowodzącego operacją w Afganistanie gen. Stanleya McChrystala. Podważa ona bowiem zaufanie Afgańczyków do sił koalicji.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':