W akcji kończącej wielomiesięczną operację "Over the Top" wzięło udział stu polskich żołnierzy. - W Adżrijstanie jest już spokój, ale oczywiście nie jest on dany raz na zawsze - podkreśla mjr Mirosław Ochra z Dowództwa Operacyjnego polskiej armii.
W najbardziej niebezpiecznym powiecie prowincji Ghazni, za której bezpieczeństwo Polacy odpowiadają, praktycznie nie można poruszać się
samochodami czy transporterami. Dlatego żołnierze byli przerzucani helikopterami. W pięciu wioskach w Adżrijstanie znaleźli spore składy broni, w których były popakowane w skrzynie i gotowe do transportu ręczne granatniki, karabiny maszynowe czy miny. Informacje o składach żołnierze otrzymali od współpracujących z zachodnimi siłami mieszkańców powiatu. - Nocami żołnierze wchodzili do wiosek, ale nie przeszukiwali zagród. Wiedzieli, gdzie znajduje się amunicja - podkreśla mjr Ochyra.
Największym sukcesem było jednak zlikwidowanie punktu dowodzenia talibów, który znajdował się w wiosce ok. 20 km od stolicy powiatu Sangar. Nocą kilkudziesięciu żołnierzy otoczyło zagrodę. Zaatakowani talibowie bronili się. Większość zginęła, kilku dostało się do niewoli. - Znaleźliśmy nowoczesny sprzęt łączności i mapy - mówi mjr Ochyra.
Polscy wojskowi podkreślają, że w czasie akcji nie zginął ani jeden żołnierz, nie ucierpiała też miejscowa ludność. Zdają sobie jednak sprawę, że talibowie mogą szybko wrócić do wiosek, które opuszczą żołnierze.
Tak było latem br. Po udanym desancie na Adżrijstan polska armia utworzyła tam nowy posterunek. Kiedy wydawało się, że wojsko kontroluje powiat, talibowie zaczęli organizować zasadzki na żołnierzy. W jednej z nich zginął kpt. Daniel Ambroziński.