Kilka dni bawiła przejazdem u państwa Koźlików ich późnonastoletnia kuzynka Sławka z Włocławka. Tak się jednocześnie złożyło, że brat teścia inżyniera Koźlika miał urodziny i postanowił wyprawić przyjęcie u inżyniera. Mieszkanie brata teścia było bowiem nieużyteczne z uwagi na zalanie salonu przez mieszkającą piętro wyżej emerytkę Zofię Kufel, która zasnęła w wannie w trakcie dolewania wody. Krótko mówiąc, wyborna zabawa odbyła się po sąsiedzku. Pewnym zgrzytem była jedynie wypowiedź wspomnianej kuzynki Sławki, która gdzieś tak w połowie imprezy, już podczas tańców indywidualnych, powiedziała: "Te wasze stare płyty to niezłe badziewie. Ani bitów porządnych, ani czadu, a i pewnie teksty o starych dla starych, bo do rymu. Taka muzealna muza".
Nieco wzburzony krytyką Sławki chciałbym dziś przypomnieć duet Sonny and Cher. Mam liczne dowody na to, że obydwoje byli niegdyś młodzi i nagrali szereg przebojów o chwilami nieco naiwnych, ale wciąż aktualnych tekstach. Bez względu na bezkompromisowość i stanowczość sądów dzisiejszej młodzieży wszystko już było. I znowu będzie.
Oto urocza zaśpiewana w duecie piosenka, która, wydana latem 1965 roku, stała się największym przebojem państwa Sonny'ego i Cher.