Ostatnio otrzymuję sporo korespondencji z całego świata. Mili Czytelnicy dzielą się ze mną spostrzeżeniami, uwagami, czasem padają pytania, zdarzają się propozycje matrymonialne.
Najnowsza poczta przyniosła kartkę od, jak się podpisał, "Kolegi z Las Vegi". Rozumiem, że chodzi o jaskinię hazardu i centrum rozrywki Las Vegas w Nevadzie. "Kolega" pisze: "Jestem rozrywkowym kolesiem z centralnej Polski (nie podaję szczegółów ze względu na żonę przebywającą czasowo w ciąży na Podlasiu). Obecnie bawię w Lasvedze i się martwię, bo przeczytałem, że w jakimś badaniu wyszło, że Warszawa to jedno z najnudniejszych miejsc na świecie. Pewnie dlatego, że ja wyjechałem. To może weźcie od tutejszych Amerykanów przykład. Tu balanga trwa całą dobę, a jak się rozkręcimy, to bywa, że dłużej. Ameryka to czad i tu jest zajebonzo. Siemandeiro".
Chciałbym tu zaprotestować i stanąć w obronie stolicy. W Ameryce sporo jest miejsc, z których natychmiast chciałoby się uciec. Na przykład takie miasteczka, które określa się mianem "one horse town", czyli po prostu zapadłe dziury. Powstało o nich sporo piosenek. Jedną z nich zaśpiewał Elton John.
"Saw a Cadillac for the first time yesterday
Pierwszy raz zobaczyłem dziś cadillaca
I'd always seen horses, buggies, bales of hay
Zwykle widuję konie, bryczki, bele siana
'Cause progress here don't move with modern times
Bo postęp tu nie nadąża za światem
There's nothing to steal
Nie ma co ukraść
So there's not a great deal of crime
Więc i przestępczość niska
It sure is hell living in a one horse town
Okropne jest życie w takiej dziurze
There's half a mile of Alabama mud bed ground
Pół mili pastwiska w błocie Alabamy
Nothing much doing of an afternoon
Nic do roboty po południu
Źródło: Duży Format