http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

17 stycznia 1966 : I z kopa ją!

Włodzimierz Kalicki
2012-01-22, ostatnia aktualizacja 2012-01-20 12:57
Włodzimierz Kalicki
Włodzimierz Kalicki
Fot. Wojciech Surdziel / AG

W niewielkiej wiosce rybackiej Palomares na południowym, śródziemnomorskim wybrzeżu Hiszpanii kilku znudzonych miejscowych starców wpatruje się w niebo. Nie mają nic lepszego do roboty w ten niezwykle upalny jak na styczeń dzień - termometry wskazują 30 st. C. Na niebie co pewien czas odbywa się to samo widowisko - do srebrnego punktu zbliża się drugi srebrny punkt, łączą się i razem oddalają aż po kres horyzontu. Te punkty to tankujące na wysokości niemal 10 km amerykańskie bombowce strategiczne B-52 Stratofortress i naddźwiękowe B-58 Hustler z bombami jądrowymi na pokładach.

Bombowce krążą po gigantycznej pętli od wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych ponad Atlantykiem, Gibraltarem, Morzem Śródziemnym aż nad Adriatyk, nad którym robią małą pętelkę i wracają znów nad oceanem do Stanów. Zawsze w powietrzu, niewrażliwe na ewentualny sowiecki atak na amerykańskie lotniska, w każdej chwili gotowe do lotu nad cele na terytorium ZSRR i jego sojuszników. Loty po gigantycznej transatlantyckiej pętli wymagają jednak tankowania w powietrzu. Flota 700 latających cystern KC-135, czterosilnikowych, odrzutowych gigantów zbudowanych na bazie Boeinga 367, tankuje bombowce właśnie nad Palomares. Bombowce nie muszą zbaczać z kursu, bo Palomares leży na trasie ich wielkiej pętli, nie muszą też obawiać się złych warunków atmosferycznych - tu niemal zawsze niebo jest bezchmurne. Obszar tankowań ma w kodzie amerykańskich sił powietrznych USAF kryptonim Saddle Rock.

Tankowanie w powietrzu to operacja trudna i wymagająca wielkich umiejętności od pilotów obu maszyn. Do lecącej ze stałą prędkością cysterny KC-135 bombowiec zbliżyć się musi powoli, od tyłu i nieco z dołu. Wtedy operator tankowania na pokładzie latającej cysterny wysuwa i opuszcza długi na 14 m wysięgnik końcówki przewodu tankującego, do której automatycznie przytwierdza się urządzenie chwytające bombowca. Wtedy można już tłoczyć paliwo. Odbywa się to na wysokości niemal 10 km, przy prędkości 380 km/godz. Operacja wydaje się skrajnie trudna, wręcz ryzykowna, lecz od 1959 roku amerykańskie siły powietrze przeprowadziły już 750 tys. powietrznych tankowań i tylko raz doszło do kolizji między latającą cysterną i bombowcem. W październiku 1962 roku nad Kentucky zderzyły się KC-135 i B-52; bombowiec zgubił dwie bomby atomowe. Na szczęście szybko je odnaleziono.

Do strefy tankowań Saddle Rock wlatują dwa wypełnione paliwem KC -135 z amerykańskiej bazy lotniczej Moron w południowej Hiszpanii. Latająca cysterna pilotowana przez mjr Emila J. Chaplę zwalnia i przyjmuje kurs południowo-zachodni, najkorzystniejszy w tym rejonie dla przeprowadzenia operacji tankowania. Siedzący w ogonie powietrznego tankowca operator zbiornika paliwa sierżant Lloyd Potolicchio widzi przez swoje okienko zbliżający się od tyłu i zarazem lekko wznoszący się bombowiec B-52. Maszyna ta wystartowała z bazy powietrznej Seymour Johnson w Karolinie Północnej z czterema bombami wodorowymi na pokładzie, doleciała do wybrzeży Jugosławii, wykonała obowiązkową pętlę nad Adriatykiem i teraz wraca do Stanów. Obie maszyny dzieli już tylko dystans 70 metrów. Z kokpitu dowodzonego przez kpt. Charlesa Wendorfa B-52 widać już twarz operatora zbiornika KC-135 sierż. Potolicchio. To właśnie operator zbiornika kieruje przez radio manewrem zespolenia samolotów.

- Bliżej i wyżej kadłub - mówi Potolicchio do Wendorfa.

Kpt. Wendorf koryguje lot bombowca.

- OK, teraz jeszcze troszkę bliżej - komenderuje Potolicchio.

B-52 leci teraz lekko poniżej KC-135, w odległości 50 m.

Ale zmęczony 23-godzinnym, ogromnie stresującym lotem kpt. Wendorf zbyt mocno przyspiesza. Dostrzegają to momentalnie i siedzący obok niego doświadczony pilot mjr Larry Messinger, i operator na latającej cysternie.

- Hej, uważaj, zbliżasz się za szybko, za szybko... - rozpaczliwy krzyk Potolicchio słyszą przez interkom pilot tankowca mjr Chapla i jego drugi pilot kpt. Paul Lane. W bombowcu kpt. Wendorf w lewej ręce trzyma ster, prawą gorączkowo próbuje zmniejszyć prędkość maszyny. Nagle przed szybami kokpitu pojawia się ogromne skrzydło KC-135. Jak w zwolnionym filmie B-52 podlatuje pod brzuch latającej cysterny i wbija się weń swym grzbietem. Mimo stosunkowo niewielkiej różnicy prędkości masa ponad 180 ton B-52 robi swoje. Wysunięty już podajnik paliwa KC-135 rozpruwa grzbiet bombowca.

Przez chwilę obie maszyny lecą, jakby nic się nie stało. Nagle jaskrawo pomarańczowe światło ogarnia kadłub latającej cysterny. Radionawigator B-52 kpt. Ivens Buchanan jest teraz najlepszym dowodem, ile warte jest dobre wyszkolenie lotnika. Nie bardzo rozumie, co robi - po prostu na widok jaskrawego światła instynktownie naciska guzik odpalania fotela. Przelatuje przez falę ognia. Jego fotel oraz on sam zaczynają się palić. Buchanan nie jest w stanie oddzielić się od fotela, ale mimo wszystko, gdy pęd powietrza tłumi płomienie, ręcznie otwiera spadochron. Siedząc w fotelu potężnie uderza o ziemię. Żyje.

Jego trzej koledzy z załogi bombowca, kpt. Wendorf, mjr Messinger i pilot kpt. Michael Rooney, reagują równie szybko jak Buchanan i szczęśliwie lądują na spadochronach w morzu.

Pozostali trzej członkowie załogi bombowca i wszyscy czterej członkowie załogi latającej cysterny giną w płomieniach.

Zaledwie milę obok do operacji tankowania szykuje się druga para KC-135 oraz B-52. Na widok eksplozji operator zbiornika drugiego tankowca krzyczy: "Jezu Chryste! B-52 pali się!".

Dla niego to tragedia. Dla kontrolerów powietrznych amerykańskiego lotnictwa strategicznego wiadomość ta jest zapowiedzią Armageddonu - razem z B-52 płoną cztery bomby wodorowe najnowszej konstrukcji, o mocy 1,5 megatony TNT każda, 75 razy silniejsze od bomby zrzuconej na Hiroszimę.

Na Palomares spada deszcz płonących odłamków maszyn. Ważąca kilka ton część głównej sekcji lądującej wraz z kołem z cudem ocalałą oponą uderza w pole 40 metrów od szkoły podstawowej dla chłopców, w której wyjaśnień nauczyciela José Molinero słucha 50 uczniów w wieku od 6 do 11 lat. W chwilę później w pole pomidorów obok szkoły uderza skrzydło bombowca i eksploduje w ogromnym pożarze.

Automatyczne systemy na szczęście wyzwalają w powietrzu spadochrony bomb.

Liczący 47 lat sprzedawca José Lopez Flores, przez wszystkich nazywany Pepe, gdy tylko słyszy eksplozję, wybiega z domu. Na ulicy leży jego wujek, przewrócony falą uderzeniową eksplozji kilka kilometrów ponad wioską. Lopez podnosi wujka i wraca do ogrodu. Za domem coś się pali. Na podwórzu tli się kłąb wielkiego spadochronu. Lopez podskakuje i tupaniem gasi płomienie. Gdy gasną, rozdziera tkaninę. Ale pod spodem, zamiast lotnika, znajduje cylinder ze srebrzystego metalu, grubości pół metra i długości około 4 metrów. Cylinder jest pęknięty i ze środka wysypuje się jakiś czarny pył. Zirytowany Lopez odruchowo, z całej siły kopie w cylinder. Nic. Za pleców słyszy krzyk żony:

"Na Boga, Pepe, co robisz, to może być niebezpieczne!".

Pepe wychodzi z żoną z obejścia do miasteczka, dowiedzieć się, co się stało. Nie ma pojęcia, że jest jedynym na świecie człowiekiem, który skopał bombę wodorową. I z bliska obejrzał pluton - ten czarny, tajemniczy proszek wysypujący się z pękniętego kadłuba bomby.

Na Palomares ciągle spadają setki płonących, ważących po kilka, kilkadziesiąt kilogramów kawałków obu samolotów. I jakimś cudem żaden nie trafia w któryś z domów albo w mieszkańca.

Dwie kolejne bomby spadają na spadochronach na wzgórza obok Palomares. Od uderzenia pęka kadłub jednej z nich, eksploduje w niej część konwencjonalnych ładunków wybuchowych, mających zainicjować reakcję jądrową, która ma spowodować reakcję termojądrową. Kadłub bomby jest rozerwany, ale to wszystko.

Czwartą bombę wraz ze spadochronem wiatr znosi nad morze. Jej lot obserwuje z pokładu swego kutra rybackiego Francisco Simo Orts. Zaznacza na mapie miejsce upadku. A trzy kwadranse później wyławia z wody mjr. Messingera. Kuter Dorita wyławia dryfujących Wendorfa i Rooneya. Rannego Buchanana mieszkańcy odwożą do najbliższego szpitala.

Tereny Palomares są radioaktywnie skażone, ale koniec świata - odwołany.

  • 3
  • 2
  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':