http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

27 grudnia 1979. Ostatnia wieczerza

Włodzimierz Kalicki
2012-01-01, ostatnia aktualizacja 2011-12-30 17:08

Zapada już zmrok, gdy do pałacu Tadż-bek w centrum Kabulu zaczynają zjeżdżać samochody z dygnitarzami Biura Politycznego Ludowo-Demokratycznej Partii Afganistanu, członkowie afgańskiego rządu, generalicja i kluczowe postacie politycznej nomenklatury.

Rządzący Afganistanem twardą ręką Hafizullah Amin wydaje dziś w pałacu wspaniałą ucztę dla swych popleczników. Amin postanowił wydać ucztę zaledwie wczoraj, całkiem spontanicznie, z wielkiej radości - na wieść, że Moskwa przychyliła się do jego prośby i dla wsparcia jego władzy wprowadzi do Afganistanu silny kontyngent wojskowy.

Na razie w Afganistanie znajdują się tylko sowieccy doradcy wojskowi.

Amin nie skrywa swego uwielbienia dla Stalina i jego metod rządzenia, ale Kreml ma już go dosyć.

Do władzy Amin doszedł przed dziesięcioma tygodniami. Jego ludzie dokonali zamachu stanu i aresztowali poprzedniego przywódcę, promoskiewskiego Nur Mohammada Tarakiego. Zanim zaambarasowana Moskwa zdecydowała, co począć, na rozkaz Amina jego oficerowie bezpieki udusili Tarakiego poduszką.

W dodatku Amin nie panuje nad armią - przed 11 dniami ledwie ocalał w zamachu zorganizowanym przez zwolenników zamordowanego Tarakiego. Ideolog KPZR Michaił Susłow przekonał genseka Leonida Breżniewa, że trzeba wprowadzić do Afganistanu kontyngent wojsk i zainstalować u władzy kogoś z bardziej umiarkowanej ideologicznie partyjnej frakcji Parczam. Padło na przebywającego w Moskwie Babraka Karmala.

Sowiecki Sztab Generalny kilka miesięcy temu polecił oficerowi Specnazu, płk Wasilijowi Kolesnikowowi, sformowanie batalionu składającego się wyłącznie ze znających języki urdu i farsi Tadżyków, Turkmenów i Uzbeków, żołnierzy Specnazu i wojsk powietrznodesantowych. Ten tak zwany batalion muzułmański miał być oddany do dyspozycji ówczesnego afgańskiego przywódcy Tarakiego jako jego osobista gwardia. Teraz ma być użyty w zamachu stanu i obaleniu Hafizullaha Amina. Do szturmu na pałac Tadż-bek i likwidacji Amina oraz jego najbliższych współpracowników KGB utworzyło przed kilkunastoma dniami grupę uderzeniową Kaskada, którą tworzą oddziały Zenit (30 ludzi) i Grom (także 30 ludzi). Dowodzi nią płk Bojarinow. Zamach stanu ma być upozorowany na kolejny rozdział krwawych porachunków afgańskich.

Skuteczna likwidacja Amina i jego popleczników możliwa jest jedynie wówczas, gdy wszyscy oni znajdą się w tym samym miejscu. KGB inscenizuje podstęp - wczoraj wrócił z Moskwy jeden z członków KC Ludowo-Demokratycznej Partii Afganistanu, który przywiózł Aminowi poufną wiadomość z Kremla, że dziś rozpocznie się sowiecka interwencja mająca wesprzeć jego reżim. Znając obyczaje Amina, spece KGB założyli, że na wieść o wojskowym wsparciu Kremla Amin wyda dla swoich ludzi triumfalną ucztę w pałacu Tadż-bek. I nie pomylili się. Na dobitkę dezinformacja ta usprawiedliwia wkraczanie sowieckich wojsk do Afganistanu - a 108. dywizja zmotoryzowana przekroczyła graniczną Amu-darię już dwa dni temu.

Od dwóch tygodni do afgańskiej bazy lotniczej Bagram, obsadzonej przez sowieckie oddziały, napływają po cywilnemu grupy sowieckich sił specjalnych mających wziąć udział w szturmie pałacu i w ubezpieczaniu go (niedawno przewieziono do Bagram w wielkiej tajemnicy także Babraka Karmala). A zadanie jest niełatwe. Piękny pałac Tadż-bek stoi na wzgórzu o stromych zboczach, które budowniczowie zabudowali niedostępnymi z zewnątrz tarasami.

Pałacu i wzgórza strzeże doborowa gwardia przyboczna. Jej żołnierze pochodzą z plemienia, z którego wywodzi się Amin. Są świetnie uzbrojeni, noszą inne niż reszta afgańskich wojsk mundury, z białymi czapkami, białymi mankietami i kaburami. Wokół wzgórza rozciąga się zewnętrzna linia obrony obsadzona przez batalion czołgów i trzy bataliony piechoty zmotoryzowanej, wzmocnione przez armaty i działka przeciwlotnicze. Na szczęście dla sowieckich sił specjalnych Amin bezgranicznie ufa Moskwie i sam zaproponował, by sowiecki oddział w sile batalionu utworzył trzeci pierścień obrony pałacu Tadż-bek, wewnątrz zewnętrznej linii obrony sił afgańskich. Linię tę, odległą od pałacu o ok. 500 m, obsadzają od kilku dni "batalion muzułmański" oraz oddziały szturmowe Zenit i Grom - wszystkie w mundurach afgańskiej armii.

Dochodzi czternasta. Hafizullah Amin rozpoczyna w pałacu wielką kolację, która ma trwać do północy. Wczesnym wieczorem w sali bankietowej zaczyna jednak dziać się coś dziwnego. Co rusz któryś z biesiadników chwyta się za brzuch i w straszliwych bólach zsuwa się pod stół. Niektórzy, w tym i sam Amin, tracą przytomność. Żona Amina wzywa Dżandada, komendanta prezydenckiej gwardii. Ten natychmiast rozkazuje wysłać próbki jedzenia i soku z granatów do laboratorium i dzwoni do afgańskiego szpitala wojennego Harsad Bistar. Wzywa na pomoc afgańskich lekarzy, ale po chwili zmienia zamiar - próba otrucia Amina i jego ludzi to pewnie robota ludzi Tarakiego i nie można mieć pewności, że lekarze z Harsad Bistar nie są zamieszani w tę akcję.

Dżandad dzwoni do polikliniki sowieckiej ambasady. Sowieccy lekarze wojskowi, pułkownicy Wiktor Kuznieczenkow i Anatolij Aleksiejew, nie mają pojęcia o spisku Kremla ani o rychłym szturmie Specnazu na pałac prezydencki i natychmiast ruszają w drogę do Tadż-bek. W sali bankietowej pałacu zastają Amina leżącego na podłodze tylko w majtkach, z zapadniętymi w głąb oczodołów oczami, niedającego znaku życia. Wokół leżą inni uczestnicy bankietu - wszyscy w podobnym stanie. Kuznieczenkow i Aleksiejew nie mają wątpliwości - to masowe otrucie. Intubują Amina, aplikują mu masaż serca i sztuczne oddychanie. Potem przenoszą go, ciągle nieprzytomnego, do wielkiej łazienki z pozłacaną armaturą, myją dokładnie i płuczą mu żołądek. Na koniec przeprowadzają transfuzję krwi.

Dochodzi 18, gdy otruty zaczyna sam oddychać i oddawać mocz. Sowieccy lekarze ocierają z ulgą pot z czoła - udało się im uratować go. Natychmiast zabierają się do ratowania jednej z trzech córek Amina, też otrutej.

O 18 dowodzący misją Specnazu w Kabulu płk Kolesnik dostaje rozkaz, by nie czekać do 21, lecz atakować natychmiast. Sowieckie dowództwo zorientowało się, że w pałacu dzieje się coś dziwnego, i w rezultacie afgańska ochrona będzie postawiona w stan alarmu. Płk Kolesnik pośpiesznie wydaje nowe rozkazy. Zanim dochodzą one do kompanii Specnazu, mającej obezwładnić afgański batalion czołgów T-55, specnazowcy dostrzegają, że załogi czołgów wybiegają z koszar i ustawiają się do zbiórki. To wygląda na alarm! Sowieccy komandosi nie zastanawiają się ani sekundy - bez rozkazu wskakują na ciężarówkę, wjeżdżają pełnym gazem na środek placu apelowego, porywają dowódcę afgańskiego batalionu i dowódców kompanii i uciekają z powrotem. Afgańscy czołgiści po chwili przytomnieją i hurmą biegną za ciężarówką. Specnazowcy otwierają do nich ogień z trzech karabinów maszynowych. W tym czasie ich koledzy, korzystając z pościgu czołgistów, zakradają się do czołgów i wysadzają je.

Słysząc strzelaninę, płk Kolesnik krzyczy: "Ogoń! Dawaj wpieriod!".

"Batalion muzułmański" ostrzeliwuje pozostałe grupy afgańskich czołgów z automatycznych granatników i uniemożliwia załogom dojście do maszyn. Straszliwy ogień kładą na fasadę pałacu sowieckie armaty Szyłka. Ale gwardziści Amina to naprawdę twardzi żołnierze. Gdy kolumna transporterów opancerzonych BTR-60 z komandosami jako desantem rozbija posterunki ochrony u podnóża wzgórza i wjeżdża na jedyną drogę prowadzącą na szczyt, gwardziści otwierają ogień z okien pałacu. Pierwszy wóz pancerny w mig traci wszystkie koła, drugi staje w płomieniach. Specnazowcy grup Grom i Zenit za pomocą drabinek szturmowych wspinają się na tarasy wzgórza, lecz co rusz któryś spada trafiony przez gwardzistów Amina. Dopiero ogień szyłek odpędza obrońców od okien i wywołuje pożar na piętrze pałacu.

Specnazowcy z wielkim stratami wdzierają się do pałacu. Na parterze trwa zaciekła walka. Sala po sali napastnicy wrzucają granaty i dobijają obrońców.

Sowieccy komandosi dostają się na piętro. Obaj sowieccy lekarze orientują się po krzykach, że atakują ich rodacy. Porzucają nieprzytomną córkę Amina i chowają się za barem. Nagle dostrzegają Amina idącego korytarzem. Na sobie ma tylko białe spodenki. W wysoko uniesionych dłoniach trzyma naręcza plastikowych pojemników z płynem fizjologicznym, który spływa do igieł wbitych w żyły. Spod wenflonów cieknie krew. Sowieccy lekarze oniemiali patrzą na swego pacjenta.

Aleksiejew wyskakuje zza baru, wyciąga z żył Amina igły, tamuje krew po nakłuciach. Amin chce iść dalej, ale nagle rozlega się płacz. Z bocznego pokoju wychodzi jego pięcioletni synek i kurczowo chwyta się nóg ojca. Amin wraca za bar, siada pod ścianą i obejmuje chłopczyka.

Gdy pojawia się jego adiutant, Amin rozkazuje mu zaalarmować sowiecką ambasadę. Powtarza jak mantrę: "Sowieccy pomogą". Adiutant wyjaśnia, że atakują właśnie oddziały sowieckie. Amin krzyczy: "Łżesz! Niemożliwe!". Sam próbuje zadzwonić do sztabu swej brygady pancernej, ale łączności nie ma - Specnaz wysadził centralę telefoniczną.

Piętro pałacu zasnute jest gęstym dymem. Specnazowcy nie potrafią odnaleźć Amina. Ukryta gdzieś za meblami żona Amina krzyczy do męża. Specnazowiec Kurbanow, jedyny znający język farsi w grupie Zenit, rusza z komandosem Jakowem Siemionowem w stronę kobiecego głosu. Po chwili obaj dostrzegają przez dym Amina leżącego za barem. Kilka serii i Siemionow melduje dowództwu przez walkie-talkie: "Pałac wzięty, dużo zabitych i rannych, z głównym koniec".

  • 4
  • 2
  • 2
  • 2
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':