http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

24 listopada 1963 r. Z szacunku dla wdowy

Włodzimierz Kalicki
2011-11-27, ostatnia aktualizacja 2011-11-24 13:46

Relacja z przewiezienia Lee Harveya Oswalda, domniemanego zabójcy Johna F. Kennedy'ego, z aresztu policyjnego do więzienia nadawana jest na żywo przez wiele stacji telewizyjnych

ZOBACZ TAKŻE
Kapitan policji Will Fritz skoro świt jest już na drugim piętrze komendy policji mieszczącej się w ratuszu miejskim w Dallas w Teksasie. Przez ostatnie dwie doby przetrzymywany jest tu Lee Harvey Oswald, podejrzany o zabójstwo przed trzema dniami prezydenta Stanów Zjednoczonych Johna F. Kennedy'ego, ciężkie zranienie towarzyszącego prezydentowi gubernatora Teksasu Johna Conally'ego oraz zastrzelenie próbującego go wylegitymować policjanta J.D. Tippitta. Już godzinę po osadzeniu Oswalda pojawiła się chmara dziennikarzy. Najgorsi są z telewizji - rozstawili na korytarzu reflektory, które kompletnie oślepiają policjantów.

W komendzie policji panuje bałagan, nikt nie kontroluje wchodzących ani wychodzących, wystarcza byle jaka plakietka z napisem "Press" i każdy delikwent bez kontroli może dotrzeć w pobliże niewielkiego pokoju nr 317 z przeszklonymi wszystkimi ścianami, w którym kpt. Fritz przesłuchuje od dwóch dni podejrzanego Oswalda. W tłumie kręci się krępy mężczyzna z rewolwerem schowanym w kieszeni spodni. Zagaduje dziennikarzy, wyjaśnia im, kto jest kim pośród policjantów i urzędników. Policjanci tolerują jego obecność - to ich dobry znajomy Jack Ruby, w jego lokalach ze striptizem bywa praktycznie każdy stróż prawa z Dallas.

Kilka minut po zabiciu Tippitta przy Jefferson Street, kilkaset metrów od miejsca, w którym zginął, kierownik sklepu obuwniczego zobaczył młodego człowieka chowającego się w korytarzu między oknami wystawowymi w chwili, gdy ulicą przejeżdżały na syrenach samochody policyjne. Gdy nieznajomy wślizgnął się do kina Teksas, kierownik sklepu polecił sekretarce zadzwonić po policję. Podczas przeszukiwania kilku widzów jeden z nich uderzył posterunkowego McDonalda. Policjanci pobili mężczyznę i aresztowali go. Zatrzymanym był Harvey Lee Oswald, pracownik składnicy podręczników, z której, zdaniem niektórych świadków, strzelano do prezydenckiego samochodu.

W chwilę po zamachu kpt. Will Fritz został wezwany przez szefa do szpitala, do którego przewieziono konającego JFK. Kpt. Fritz odmówił - instynkt podpowiadał mu, że powinien być na miejscu zbrodni, a nie przy konającym prezydencie. Tuż przed trzynastą polecił opieczętować budynek składnicy i kazał swym podwładnym, by krok po kroku przeszukali go. Najpierw przy oknie w rogu na piątym piętrze znaleziono kilka łusek karabinowych kalibru 6,5 mm, pudło na oknie służące za podpórkę i kilka pudeł ustawionych tak, że tworzyły zasłonę dla strzelca. Kilka minut później zastępca szeryfa Seymour Weitzmann i policjant Gene Boone znaleźli karabin snajperski Carcano kal. 6,5 mm, wyprodukowany we Włoszech w 1940 roku. A po chwili szef składnicy podręczników Roy Truly poinformował kpt. Fritza, że nie ma jednego z pracowników, Lee Harveya Oswalda, który przebywał w budynku, gdy strzelano do prezydenta. Fritz polecił rozesłać rysopis Oswalda.

Gdy kpt. Fritz wrócił do komendy, powiedziano mu o śmierci jednego z policjantów patrolujących miasto.

- Kto go zabił? - zapytał kpt Fritz.

- Ktoś nazwiskiem Oswald - usłyszał.

- To podejrzany, którego szukamy w związku z zabójstwem prezydenta - wykrzyknął kpt. Fritz. - Trzeba wysłać kilku ludzi do jego domu w Irving!

- Panie kapitanie, oszczędzimy panu czasu. On tam siedzi - powiedział jeden z policjantów i wskazał oszklony pokój przesłuchań.

Do dzisiejszego ranka kapitan i Oswald spędzili w nim wiele godzin. Fritz w asyście kilku agentów FBI i United States Secret Service spokojnie, metodycznie przesłuchiwał podejrzanego, ale 24-letni Oswald okazał się trudnym przeciwnikiem. Nie przyznał się ani do zabójstwa prezydenta, ani do zabicia policjanta Tippitta. Na pytania odpowiadał wymijająco. Dlaczego zmieniał nazwisko? Nie zmieniał go, po prostu pani, u której wynajmował pokój, źle usłyszała, gdy się przedstawiał. Dlaczego w kinie miał rewolwer? No cóż, po prostu go miał, to nie jest zabronione. Gdy pokazano mu zdjęcie, na którym trzyma karabin Carcano, zaprzeczył, że to on, i twierdził, że to fotomontaż, komuś z karabinem w ręku doklejono jego głowę. Zaprzeczył, by w dniu zbrodni przyniósł karabin Carcano zapakowany w długą torbę z szarego papieru, którą sam skleił z kilku torebek na zakupy, choć znajomy, który przywiózł go swym samochodem do pracy, dokładnie opisał torbę i jej ciężar.

Kpt. Fritz nie miał łatwego zadania - w metodycznym przesłuchiwaniu przeszkadzali siedzący w ciasnym pomieszczeniu agenci FBI i Secret Service. Ale i Oswald nie mógł się skoncentrować. W ciągu tych dwóch dni co rusz był odprowadzany do celi na trzecim piętrze, stawiany do rozpoznania przez świadków, stawiany przed sędzią pokoju Davidem Johnsonem, który formalnie oskarżył go o zabójstwo prezydenta. Za każdym razem policjanci przeprowadzali go przez korytarz na drugim piętrze pełen dziennikarzy i reflektorów. Oślepiony Oswald przechodził przez tłum dziennikarzy mających go na wyciągnięcie ręki, a oni wykrzykiwali do niego pytania albo odczytywali kawałki z opublikowanych w prasie tekstów i żądali komentarza. Oswalda wyraźnie denerwowały te przejścia.

Kpt. Fritza denerwowały one również, ale z innego powodu. W ciągu tych dwóch dni nie raz wyobrażał sobie, że ktoś z tego tłumu może się rzucić na podejrzanego albo z przyłożenia doń strzelić. Wczoraj złożył do szefa policji skargę na obecność dziennikarzy i ich kamer w komendzie.

Już wczoraj, o trzeciej po południu, w biurze szeryfa zdecydowano, by Oswalda przenieść pod osłoną nocy do więzienia okręgowego. W końcu postanowiono, że podejrzanego ewakuuje się do więzienia dziś o 10 rano.

Kpt. Fritz od świtu przesłuchuje Oswalda w szklanej klatce na drugim piętrze. W więzieniu przesłuchania przejmą funkcjonariusze biura szeryfa i kapitan chce wykorzystać do maksimum ostatnie godziny. Szczęście mu sprzyja. O dziesiątej nic jeszcze nie jest gotowe do transportu. Fritz protestuje przeciw pomysłowi przewożenia Oswalda furgonetką do transportu pieniędzy wynajętą w prywatnej firmie. Nikt z policjantów ani ludzi szeryfa nie ma pojęcia, kim jest kierowca furgonetki, nikt nie prześwietlił firmy, z której ją wynajęto.

Jack Ruby, który od dwóch dni żyje najwyraźniej w wielkim stresie, snuje się w piżamie po mieszkaniu i szykuje śniadanie. Wie, że Oswalda przewiozą o 10 rano z komendy do więzienia, ale postanawia, że nie ruszy się z domu. O 10.19 dzwoni do niego jedna ze striptizerek, Karen Carlin, i prosi o wysłanie jej 25 dolarów, bo zalega z komornym. Ruby obiecuje jej pomóc. Powoli zbiera się i jedzie do biura Western Union naprzeciwko ratusza, by wysłać pieniądze telegraficznie.

O 11 rano kpt. Fritz kończy przesłuchanie. Oswald jest ubrany w koszulkę z krótkimi rękawami, bo koszulę, w której został aresztowany, wysłano do laboratorium kryminalistycznego w Waszyngtonie. W gabinecie kpt. Fritza jest parę ubrań Oswalda wziętych z jego mieszkania. Funkcjonariusze wybierają koszulę, ale Oswald odmawia założenia jej. Upiera się przy swoim starym, dziurawym czarnym swetrze. W końcu dostaje go. Fritz sugeruje mu zasłonięcie twarzy czapką z daszkiem, ale Oswald odmawia. Policjanci skuwają kajdankami prawą rękę Oswalda z lewym nadgarstkiem detektywa Jamesa Leavelle'a, rosłego mężczyzny w jasnym garniturze i kapeluszu.

W biurze Western Union wysłanie gotówki zabiera Ruby'emu sporo czasu, bo musi stać w kolejce. Gdy wychodzi na ulicę, orientuje się, że Oswald jest jeszcze w komendzie. Nie niepokojony wchodzi do garażu ratusza, w którym dziennikarze z kamerami czekają już na oskarżonego. Gdyby w kolejce w Western Union stała jedna osoba więcej, gdyby Oswald nie upierał się przy czarnym swetrze, Ruby zobaczyłby tylko tylne światła radiowozu.

Pierwszy wychodzi na klatkę schodową kpt. Fritz, dwa metry za nim idzie Oswald skuty z Leavelle'em, za nimi jeszcze trzech detektywów. Relacja z przewiezienia Oswalda do więzienia nadawana jest na żywo przez wiele stacji telewizyjnych. Miliony telewidzów są świadkami, jak krępy mężczyzna w ciemnym garniturze i kapeluszu nagle wyskakuje z tłumu dziennikarzy, wyciąga z prawej kieszeni spodni rewolwer i z gwałtownego wykroku, z dystansu trzech metrów, trzy razy strzela do Oswalda. To Jack Ruby.

Oswald umiera niedługo potem w tym samym szpitalu, w którym skonał JFK.

Przesłuchiwany przez policję Ruby zeznaje, że zabijając Oswalda, chciał oszczędzić wdowie po prezydencie konieczności powtórnego przyjazdu do Dallas w ramach śledztwa. Przesłuchujący wysłuchują tego z kamiennymi twarzami. Tak będzie dobrze.  

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':