http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

15 listopada 1925. Honor wieczorową porą

Włodzimierz Kalicki
2011-11-20, ostatnia aktualizacja 2011-11-17 15:02

Dochodzi 15. Na Dworcu Wileńskim w Warszawie z minuty na minutę rośnie tłum oficerów. Nie brak szarż generalskich, pułkowników i majorów jest wręcz mrowie. Zawiadowca ogłasza, że do pociągu o 15.40 dołączono dziś sześć wagonów przeznaczonych dla szanownych panów oficerów. Kolejarze nie są zaskoczeni przybyciem wyższych wojskowych. Wystarczyło przeczytać "Kurier Poranny": "Dziś, w pierwszą niedzielę po siódmej rocznicy powrotu Marszałka Piłsudskiego z twierdzy magdeburskiej i wypędzenia okupantów, szereg generałów i oficerów udaje się do Sulejówka w godzinach popołudniowych, aby złożyć hołd Marszałkowi".

 Mimo dostawienia wagonów bez mała setka oficerów nie jest w stanie wsiąść. Nie chcą tłoczyć się, rozpłaszczeni na szybach przez wracających do domów robociarzy i wiejskie baby. Zostają na peronie i czekają na następny pociąg.

Do podwarszawskiego Sulejówka, gdzie od dwóch lat marszałek Józef Piłsudski mieszka z rodziną w domu ufundowanym i zbudowanym przez polskich żołnierzy, jest ledwie kilkanaście kilometrów, ale pociąg wlecze się niemiłosiernie. Gdy zatrzymuje się w Sulejówku, zaczyna się już ściemniać. Oficerowie formują na wąskim peronie długą, dwójkową kolumnę, z generalicją na czele, wychodzą na brukowaną ulicę wzdłuż torów i zaraz skręcają w piaszczystą drogę prowadzącą do domu Marszałka.

Narożna drewniana brama posesji Piłsudskiego jest szeroko otwarta. Podchodzących do ganku witają trzej zaufani marszałka, pułkownicy Bolesław Wieniawa-Długoszowski, Kazimierz Stamirowski i Adolf Maciesza.

Teraz pułkownicy przeprowadzają na ganku subtelną, wymagającą dużego taktu operację. Uwijają się jak w ukropie: kordialnie ściskają dziesiątki rąk, pozdrawiają znajomych, opowiadają dowcipy i bez ostentacji przepuszczają wybrańców do wnętrza dworku. Jako pierwsi wchodzą oczywiście generałowie Mieczysław Norwid-Neugenbauer, Gustaw Orlicz-Dreszer, Jakub Krzemieński, Leonard Skierski. Ze szczególnymi wyrazami atencji spotyka się wśród przybyłych gen. Skierski.

Od kilku tygodni trwa w prasie kolejna odsłona walki Marszałka z rządem i nieprzychylną mu częścią generalicji o powrót do życia publicznego i do władzy - gorsząca polemika między Piłsudskim a wojskowymi historykami gen. Marianem Kukielem i gen. Józefem Zającem dotycząca przebiegu wojny polsko-bolszewickiej. Padło w niej niemało obraźliwych określeń - celował w nich zwłaszcza Marszałek - a zarzuty Piłsudskiego w stosunku do wojskowego Biura Historycznego spowodowały powołanie przez ministra spraw wojskowych gen. Sikorskiego komisji do zbadania akt operacyjnych z 1920 roku. Jej przewodniczącym został gen. Skierski, były wojskowy carski, generał-major Imperium Rosyjskiego, podczas wojny światowej bijący się z Niemcami (wówczas sojusznikami Legionów). Jako wojenny przeciwnik Marszałka miał być gwarantem bezstronności komisji, a nawet jej krytycyzmu wobec byłego Wodza Naczelnego.

Komisja stwierdziła, że większość zarzutów Piłsudskiego pod adresem jego podkomendnych z 1920 roku była nieuzasadniona. Gen. Skierski złożył jednak oświadczenie odrębne, w którym podkreślał, że moralnie Marszałek miał rację, gdyż jego wystąpienia są w gruncie rzeczy protestami przeciw systematycznemu naruszaniu autorytetu Wodza Naczelnego. Gen. Skierski zakończył: "Honor to bóg wojska. Nie masz go - kruszeje potęga wojska. Ten honor wojska stworzył z powrotem i reprezentował zwycięsko Naczelny Wódz - ten honor winien być nienaruszalny".

Oświadczenie, opublikowane w prasie, przyniosło generałowi ogromną popularność. Gdy przedwczoraj gen. Skierski przyjechał z Torunia do Warszawy, na Dworcu Głównym zebrały się tłumy wiwatujące na jego cześć.

Do dworku Marszałka wchodzi też większość pułkowników i starzy wiarusi, towarzysze broni Piłsudskiego z I Brygady. Znakomita większość przybyłych zostaje na zewnątrz. W przedpokoju nie ma miejsca na wierzchnią odzież - płaszcze i wojskowe czapki goście rzucają na szybko rosnący stos na podłodze, co paradoksalnie mogłoby kojarzyć się z typową sceną kapitulacji. Mogłoby, gdyby nie radosny, niemal triumfalistyczny nastrój przybyłych.

Już sam fakt, że w zapadającym mroku na placyku przed gankiem i pośród okolicznych sosen stoi niemal kilkuset oficerów składających hołd wskrzesicielowi polskiej armii i pogromcy bolszewików, jest dla zebranych ekscytującym przeżyciem. Ale ważniejsze jest poczucie, że tego wieczoru stanie się coś ważnego. Co? Coś na pewno musi się stać: albo Marszałek wróci do życia publicznego, albo nie - a wtedy minister spraw wojskowych gen. Władysław Sikorski na pewno nie puści oficerom służby czynnej płazem uczestnictwa w tej manifestacji.

W dworku tłok jest straszliwy. Wreszcie w drzwiach do gabinetu ukazuje się Marszałek. Zapada cisza. Głos zabiera dowódca 2. Dywizji Jazdy w Warszawie gen. Gustaw Orlicz-Dreszer. Przypomina, że Piłsudski już w parę dni po powrocie z uwięzienia w Magdeburgu śmiało wziął najwyższą - choć niepisaną - dyktatorską władzę. "Dałeś nam potem chwałę, tak dawno w Polsce nieznaną, okrywając nasze sztandary laurem wielkich zwycięstw" - mówi gen. Orlicz-Dreszer.

Porywającą mowę kończy deklaracja: "Gdy dzisiaj zwracamy się do Ciebie, mamy także bóle i trwogi, do domu wraz z nędzą zaglądające. Chcemy, byś wierzył, że gorące chęci nasze, byś nie zechciał być w tym kryzysie nieobecny, osierocając nie tylko nas, wiernych Twoich żołnierzy, lecz i Polskę, nie są tylko zwykłymi uroczystościowymi komplementami, lecz że niesiemy Ci prócz wdzięcznych serc i pewne, w zwycięstwach zaprawione szable".

Do wszystkich dociera sens - to deklaracja gotowości do buntu. Teraz tylko rozkaz Marszałka, ach, słowo jedno choćby i...

Piłsudski zaczyna mówić. Zaciąga, wilniuczy, nieśpiesznie, rozlewnie opowiada o swej drodze do niepodległej Polski, o swym marzeniu o odrodzeniu duszy polskiej, znieprawionej latami niewoli, marzeniu niespełnionym. Polityczny kryzys w kraju, swą bezpardonową walkę z rządem, kwituje ledwie zdaniem: "I wy, wierne druhy miecza w walce, nie myśleliście wtedy, że swoboda bezsilnego i zdziczałego często w niewoli narodu daje jako skutek - nadużycie tej swobody".

Napięcie w ściśniętym w saloniku tłumie oficerów opada. "Pozwólcie, panowie, że zakończę tym razem słowami jednego z was, którego tu widzę: honor - to bóg wojska; nie masz go - kruszeje potęga wojska" - kończy Marszałek, cytując niedawne oświadczenie gen. Skierskiego.

Oficerowie spoglądają po sobie. Odpowiedź Marszałka nijak nie ma się do przemówienia gen. Orlicz-Dreszera. Co się dzieje? Miał być dziś jakiś czyn - i co? Odwołany? O co tu chodzi? Zdetonowani goście w saloniku niepewnie poszeptują.

Marszałek wychodzi na ganek, wygłasza parę zdań do ogromnego tłumu oficerów przed dworkiem. Potem jeszcze wspólne z gospodarzem fotografie na schodkach ganku i uczestnicy manifestacji zaczynają się rozchodzić.

Zatem jeszcze nie dziś.  

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':