http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

9 listopada 1888. Piekło pod trzynastym

Włodzimierz Kalicki
2011-11-10, ostatnia aktualizacja 2011-11-09 18:25

Do policji, władz i prasy nadeszło ponad 700 drastycznych listów od osób podających się za mordercę. List wysłany 27 września podpisano: "Jack the Ripper", Kuba Rozpruwacz

Mary Ann Cox, kobieta lekkich obyczajów, tuż przed północą skręca z Commercial Street w Dorset Street i zauważa w ciemnościach swoją znajomą Mary Kelly. Cox mieszka w pokoju nr 5 obskurnego domu na zapleczu frontowej kamieniczki przy Dorset Street 26. Mieszkania w nim to paskudne klitki, które właściciel tego ponurego domostwa, sklepikarz John McCarthy, wynajmuje biedakom.

Mary Kelly mieszka pod numerem 13 i Mary Ann Cox zna ją dobrze z widzenia. A teraz Cox obserwuje, jak Mary Kelly szczęśliwie ciągnie klienta do pokoju pod trzynastką. Jegomość jest niewysoki, dość zażywny, ma znoszony długi płaszcz i melonik. Mary Cox wydaje się, że dostrzega nastroszone, rude wąsy i krosty albo plamy na twarzy tego mężczyzny. Na oko ma on 35 lat.

Cox ze zdziwieniem dostrzega, że tej nocy Kelly jest mocno podpita. Zatacza się, co chwila wspiera na swym kliencie.

Mary Kelly jest 24-letnią brunetką o ślicznej, uderzająco jasnej cerze, z zachwycająco smukłą talią. Urodziła się w Irlandii, ale w dzieciństwie jej rodzina przeniosła się do południowej Walii. Tam były kopalnie węgla - i praca. Młodo wyszła za mąż za górnika nazwiskiem Davies. Mąż zginął jednak zaraz po ślubie w wypadku w kopalni i młodziutka Mary została bez środków do życia. Wyjechała do kuzynki do Cardiff, a ta wprowadziła ją w świat prostytucji. Urodziwa dziewczyna nie wylądowała jednak na ulicy. Szybko przeniosła się do Londynu, gdzie widywano ją w powozach dżentelmenów. W końcu trafiła na obskurny West End, do w miarę wytwornego domu publicznego dla bogatych klientów.

Ale coś w jej życiu poszło nie tak. Plotkowano, że zaszła w ciążę, urodziła synka i zanim go odchowała i schowała daleko od West Endu, u dalszych krewnych, zdążyła, jak to mawiają ludzie ulicy - wypaść z interesu. Z miesiąca na miesiąc popijała coraz częściej, miewała coraz gorszych klientów, przemieszkiwała w coraz gorszych miejscach, aż na dobre wylądowała w norze przy Dorset Street, a po zmierzchu - na krawężniku.

Ostatnio związała się z węglarzem Josephem Barnettem, który sprowadził się do jej klitki. Popijał tęgo, ale Mary traktował dobrze. Zabraniał wychodzić na ulicę, dawał pieniądze na czynsz i na życie. Do czasu, aż na początku września stracił pracę. Mary przygarnęła do pokoju bezdomną prostytutkę Marię Harvey i zaczęła wymykać się z nią nocami na zarobek. Przed pięcioma tygodniami Barnett po dzikiej awanturze z Mary wyprowadził się, zostawiając jej do zapłacenia funta i 9 szylingów zaległego czynszu.

I teraz Mary Kelly znów jest na ulicy. Ciągnie mało urodziwego klienta do swego pokoiku na parterze, pod trzynastym.

Gdy Mary Ann Cox, idąc na nocny łów, mija ich, mówi uprzejmie do Mary: "Dobry wieczór".

- Dobry wieczór - odpowiada Mary. - Zaraz pani coś zaśpiewam.

I rzeczywiście, Mary zaczyna śpiewać sentymentalną irlandzką piosenkę "Słodkie fiołki":

"Zerwałem fiołek z grobu mojej matki, gdym jeszcze chłopcem był".

Jej głos płynący z ciemności dodaje otuchy Ann Cox. Na East Endzie nocami, ale i za dnia, ciągle giną ludzie od ciosów nożem, cięć brzytwą, pobicia. A od kilku tygodni grasuje nocami straszliwy morderca, który morduje kobiety i masakruje ich ciała. Ostatniego dnia sierpnia około 3 nad ranem zbrodniarz dwukrotnie poderżnął gardło młodej kobiecie lekkich obyczajów Mary Ann Nichols, a potem zadał nożem cios w brzuch. Tydzień z okładem później morderca podciął gardło Annie Chapman. Tej ofierze sprawca rozciął brzuch, wyciągnął jelita i ułożył je obok ciała, wyciął macicę i górną część pochwy oraz przednią część pęcherza moczowego. Macicę zabrał ze sobą.

Do policji, władz i prasy nadeszło do dziś ponad 700 drastycznych listów od osób podających się za mordercę. List wysłany 27 września podpisano: "Jack the Ripper", Kuba Rozpruwacz. Cztery dni później do prasy dotarła kartka podpisana "Zuchwały Kuba". Scotland Yard uznał je za prawdziwe listy od mordercy i opublikował w londyńskich gazetach, licząc, że ktoś rozpozna charakter pisma autora. Teraz cały Londyn mówi o Kubie Rozpruwaczu.

Mary Kelly sięga przez zbitą szybkę w jednym z dwóch okien i odciąga sprężynową zasuwę drzwi. Już dawno temu zgubili, albo ona sama, albo jej kochanek Barnett, klucz, ale rychło odkryli, że drzwi można otwierać i zamykać przez zbitą szybkę w oknie i tym samym zaoszczędzić na dorabianiu klucza.

Mary wchodzi z klientem do kwadratowego pokoju o wymiarach 3,90 na 3,90, zapala ogarek. Ciągle śpiewa o fiołku. Sąsiadka, kwiaciarka Catherine Picket chce iść do Kelly i uspokoić ją, ale pan Picket powstrzymuje żonę - nie chce awantury.

O trzeciej nad ranem wraca pod piątkę Mary Ann Cox. Nie złapała klienta i teraz chce się choć na chwilę zdrzemnąć.

Przed czwartą nad ranem mieszkająca tuż nad pokoikiem Kelly Elizabeth Prater budzi się. Jej kot Diddles skoczył jej na szyję. Zrzuca go na podłogę. I wtedy słyszy słaby krzyk: "Och! Morderstwo!". Ktoś wołał z bardzo bliska. Ale skąd? Prater nasłuchuje. Nic, tylko cisza. Okrzyk ten słyszy też mieszkająca tuż obok Sara Lewis. W końcu obie sąsiadki zasypiają.

Dochodzi 8 rano. Catherine Picket wychodzi z mieszkania kupić jak co dzień kwiaty na targu. Jest chłodno. Puka do Kelly - chce pożyczyć szal. Odzewu nie ma. Picket idzie bez szala.

O 10.45 John McCarthy, właściciel podłej czynszówki na tyłach Dorset Street, uznaje, że miarka w czekaniu na czynsz od Mary Kelly przebrała się. Wysyła do niej pomocnika Thomasa Bowyera. Drzwi są zamknięte. Ale Bowyer dostrzega zbitą szybkę w oknie. Wsuwa rękę, odsuwa muślinową zasłonę na okno. W półmroku widzi na łóżku masę krwawego mięsa. Jak w rzeźni. Ale nogi, które z tej masy wystają, to nogi ludzkie.

Bowyer biegnie na posterunek na Commercial Street. Wraz z nim przychodzą inspektor Beck i sierżant Betham.

O 11.15 zjawia się lekarz dr George Bagster Phillips. Drzwi do mieszkania Mary Kelly nadal są zamknięte. Policyjny fotograf robi zdjęcie przez okno. O wpół do dwunastej przybywa inspektor Abberline. Na jego polecenie McCarthy próbuje otworzyć drzwi trikiem lokatorki - przez dziurę w szybie odciągnąć zasuwkę. Ale, o dziwo, drzwi są zamknięte na klucz. Ki diabeł?

McCarthy wyważa drzwi kilofem - uderzają o zniszczony stolik nocny. Nagie zwłoki leżą na łóżku. Głowa spoczywa na lewym policzku, nogi są szeroko rozsunięte; lewe udo tworzy z ciałem kąt prosty. Z brzucha i z całych ud morderca ściągnął skórę. Obie piersi są odcięte. Zbrodniarz pokaleczył ostrym narzędziem twarz ofiary, wyciął nos, policzki, brwi i uszy. Z rozciętego brzucha wyciągnął trzewia. Macicę, nerki i jedną z piersi starannie umieścił pod głową zamordowanej. Drugą z piersi ułożył obok stopy ofiary, wątrobę - między stopami. Jelita ułożył po prawej stronie korpusu, śledzionę - po lewej. Serce morderca zabrał z miejsca zbrodni.

Policjanci mają poszarzałe ze zgrozy twarze. Jeśli gdzieś istnieje piekło, musi tak właśnie wyglądać.

  • 2
  • 1
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':