Północ, mży, przenikliwy chłód mrowi w kościach. Tajniacy japońskiej policji tkwią wokół niepozornego domu parę kilometrów od centrum Tokio. Polecenie nadzorującego śledztwo prokuratora Yoshikawa Mitsusady jest wyraźne - nie wolno dopuścić, by podejrzany uciekł albo, co gorsza, popełnił samobójstwo. Godzinę temu gospodarz domu zgasił światło. Agenci, którzy przez parę dni poznali nieco jego obyczaje, zawiadamiają o tym prokuratora oraz Ogate Shinichi, szefa sekcji spraw zagranicznych Tokko-ko, kontrwywiadu policji wojskowej Kempeitai. Zwykle jeszcze długo po północy gospodarz pisał na maszynie artykuły do "Frankfurter Rundschau", tęgo popijając podłą japońską podróbkę whisky albo sake. Teraz, o dziwo, poszedł spać.
Yoshikawa i Ogata czekają, odliczając godziny. O 5.50 dom podejrzanego otaczają funkcjonariusze Tokko-ko. Już mają ruszać do akcji, gdy przed domem podejrzanego zatrzymuje się limuzyna na dyplomatycznych numerach. Wysiada z niej mężczyzna i wchodzi do domu. Prokurator Yoshikawa szybko sprawdza, że to
samochód ambasady III Rzeszy, i uspokaja się. To nic dziwnego, że hitlerowski dyplomata odwiedza ten dom. Mieszka tu dr Richard Sorge, hitlerowski dziennikarz, korespondent kilku niemieckich gazet i miesięcznika "Geopolitik".
Prokurator Yoshikawa od ośmiu dni wie już, że dziennikarska praca dr. Sorgego to tylko przykrywka. Richard Sorge jest przede wszystkim sowieckim szpiegiem. Ale prokurator nie ma jeszcze pojęcia, jak ważnym dla Moskwy jest on szpiegiem.
Urodzony w 1895 roku w rosyjskim Baku, w rodzinie niemieckiego inżyniera górnictwa, student Richard Sorge podczas I wojny światowej służył w niemieckiej artylerii. Ranny w 1916 roku w nogę, przez co do dziś utyka, podczas rekonwalescencji zaczytywał się w pracach Marksa i stał się komunistą.
W połowie lat 20. został wezwany do Moskwy i zwerbowany do sowieckiego wywiadu wojskowego GRU. Na polecenie GRU pod koniec lat 20. pojechał do Niemiec i wstąpił do NSDAP Adolfa Hitlera. W 1930 roku na rozkaz Moskwy Sorge pojechał do Chin szpiegować jako korespondent "Frankfurter Zeitung". Inteligentny, dowcipny, romansowy i ostro bawiący się niemiecki dziennikarz zaprzyjaźnił się z Japończykiem Ozaki Hotsumim, dziennikarzem wielkiego dziennika "Asahi Shimbun".
W 1933 roku GRU poleciło Sorgemu wykorzystać tę znajomość i jechać do Japonii, by tam zbudować siatkę szpiegowską. Pod pseudonimem "Ramsey" (pod przykrywką hitlerowskiego dziennikarza) dokonał rzeczy niemal niemożliwej - w zmilitaryzowanym, przesiąkniętym izolacjonizmem i nieustannie inwigilowanym społeczeństwie japońskim zbudował siatkę szpiegowską złożoną z paru wpływowych Japończyków (red. Ozaki jest dobrym znajomym japońskiego premiera Konoe Fumimaro) i kilku Europejczyków mieszkających w Japonii. Na dobitkę Sorge zaprzyjaźnił się z hitlerowskim ambasadorem Eugenem Ottem i uzyskał odeń wgląd w tajną dyplomatyczną korespondencję.
Szpiegowskie rezultaty pracy jego siatki są oszałamiające.
Sorge zawiadomił Moskwę o przebiegu negocjacji poprzedzających zawarcie przez Japonię i
Niemcy paktu antykominternowskiego, przekazał japońskie szyfry i zawiadomił, że Hitler zaatakuje ZSSR dokładnie 22 czerwca tego roku. Stalin zlekceważył tę informację.
Ale ostatniej rewelacji Sorgego, że
Japonia zdecydowała się nie atakować Sowietów, lecz Stany Zjednoczone, Stalin już nie lekceważy. Potwierdzają ją zresztą dane z dekryptażu japońskich i niemieckich depesz dyplomatycznych. Wehrmacht stoi pod Moskwą, ale Stalin jest już pewien, że może sobie pozwolić na ogołocenie Syberii z najlepszych dywizji - trzykrotnie od nich liczniejsza japońska Armia Kwantuńska pozostanie bezczynna. Dzięki arcyszpiegowi Sorgemu
Moskwa będzie uratowana.
Na trop Sorgego japońska
policja wpadła przed kilkoma dniami: aresztowany członek siatki "Ramseya", malarz, komunista Miyagi Yotoku bez powodzenia próbował popełnić samobójstwo, a potem, torturowany, wysypał wszystko, co wiedział.
O 6 rano funkcjonariusze Tokko-ko aresztują kluczowych współpracowników "Ramseya" - radiotelegrafistę Maxa Clausena i Branko Vukelica (Ozaki Hotsumiego aresztowano przed trzema dniami).
O 6.30 gość Sorgego wychodzi. Dowodzący akcją podinspektor Ohashi Hideo daje znak do akcji. Dwaj policjanci zakradają się przez ogródek, sierżant Saito Harutsugu wraz z inspektorem Ohashi podchodzą do drzwi.
Mży kapuśniaczek. Saito dzwoni. Ohashi wycofuje się kilka kroków do tyłu, w mrok deszczu. Sorge otwiera drzwi. Jest w pidżamie, ale zdążył się ogolić i umyć. Jeden rzut oka na policjantów w deszczu, o tak wczesnej porze, i arcyszpieg rozumie wszystko.
Sierżant Saito łamaną niemczyzną recytuje wykutą na pamięć frazę: "Dzień dobry, przyszedłem w sprawie wczorajszego wypadku samochodowego". Nie było rzecz jasna żadnego wypadku. To sztuczka japońskiej policji politycznej: absurd powodu wizyty ma wzbudzić w przeznaczonych do aresztowania nadzieję, że to tylko pomyłka, a nie wpadka, że wszystko da się wyjaśnić, i tym samym skłonić ich do zaniechania prób oporu.
Sorge ruchem dłoni zaprasza trójkę policjantów do środka. Gdy wchodzą do saloniku, z mroku wyłania się dowodzący akcją podinspektor Ohashi i przenikliwym krzykiem rozkazuje aresztować Sorgego. Trzej policjanci wykręcają niemieckiemu dziennikarzowi ręce do tyłu. Któryś zarzuca mu na ramiona płaszcz. Sorge nie stawia oporu. Policjanci prowadzą go pieszo na posterunek Toriizaka.
- Dlaczego zostałem aresztowany? - pyta Sorge.
- Zatrzymaliśmy pana pod zarzutem szpiegostwa - odpowiada prokurator Yoshikawa.
Sorge odgrywa scenę oburzenia: jest korespondentem "Frankfurter Zeitung", przebywa i pracuje w Japonii legalnie. - Jestem nazistą! Żądam, byście natychmiast skontaktowali mnie z ambasadorem Ottem! - woła.
- Sie sind ein Kommunist, nich ein Nazi - replikuje Yoshikawa. W celi policjanci przeprowadzają drobiazgową rewizję osobistą, łącznie z brutalnym przeszukaniem wewnętrznych otworów ciała. Szukają trucizny, w którą wywiady często zaopatrują swych agentów, ale przy okazji chcą upodlić, złamać psychicznie aresztowanego.
Sorge już nie protestuje. Apatycznie oddaje się rewizji. To koniec. Misji. Współpracowników. Jego.