http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Europa zaczyna działać

Witold Gadomski
2011-07-22, ostatnia aktualizacja 2011-07-21 23:25

Wygląda na to, że po raz pierwszy od początku greckiego kryzysu przywódcy europejscy postanowili wyprzedzić rozwój wypadków. Zamiast czekać na kolejne terminy zapadalności długu Grecji, opracowali plan, który może kryzys zakończyć.

Witold Gadomski
fot.
Witold Gadomski
SERWISY
Z informacji ze szczytu w Brukseli, gdzie obradowali wczoraj szefowie państw strefy euro, wynika, że jest zgoda na częściowe oddłużenie Grecji, obniżenie oprocentowania pożyczek i wydłużenie okresu spłat. Oznacza to, że ktoś poniesie koszty jej niewypłacalności. Już w ubiegłym roku państwa strefy euro i MFW utworzyły fundusz, który udzielił pomocy Grecji, Portugalii i Irlandii. W ostatecznym rachunku pomoc ta obciąży budżety, czyli podatników krajów strefy euro.

Najwięcej sporów dotyczy udziału banków w restrukturyzacji długów. Nie sposób dziś ocenić stopnia winy banków za grecki kryzys. Jedne kupowały greckie obligacje w nadziei, że to wiarygodne papiery, na których można zarobić; inne cynicznie zakładały, że dług grecki wykupią rządy europejskie. A niektóre, zwłaszcza francuskie i niemieckie, pożyczały Grecji, ulegając sugestiom własnych rządów, które miały w tym cele polityczne (np. Francja sprzedawała Grecji dużo broni).

Teraz banki dostaną propozycję nie do odrzucenia. Albo wydłużą spłatę długu i obniżą jego oprocentowanie, albo ze stratą sprzedadzą dług funduszom utworzonym przez państwa, albo - najgorsze wyjście - staną na końcu kolejki wierzycieli zbankrutowanego państwa.

Szczegóły planu dla Grecji są interesujące, ale nie one są najważniejsze. Grecki kryzys rozszerzał się jak zaraza, obejmując kraje zadłużone, jak Portugalia czy Irlandia, ale grożąc też w miarę zdrowym gospodarkom. Istniała groźba pogrążenia w chaosie strefy euro i całej Unii. Bardzo silnie kryzys odczuwają kraje peryferyjne nienależące do strefy euro - jak Polska, gdzie tysiące ludzi patrzą z lękiem na rosnące raty kredytów walutowych. Teraz jest szansa na opanowanie zarazy, choć rekonwalescencja gospodarki Europy jeszcze potrwa.

Największe koszty spadły na Greków. Owszem, żyli przez lata ponad stan, unikali płacenia podatków, oszukiwali w statystykach dla Brukseli. Ale od roku żyją w nieustannym stresie, zmuszeni do rezygnacji z przywilejów, do których przywykli. Europa przez najbliższe lata będzie im się bacznie przyglądała, żądając przeprowadzenia obiecanych oszczędności.

To bolesna lekcja dla całej Europy. W gospodarce nie ma cudów. Kto żyje na koszt innych, wcześniej czy później będzie musiał zacisnąć pasa. A to nigdy nie jest przyjemne, nawet jeśli pas opina pokaźny brzuszek.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 5 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    24 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':