Wieńcząca Bramę Brandenburską rzeźba prowadzącej kwadrygę bogini Ateny spogląda na wschód. Może dlatego - mówią berlińczycy - bogini nie dostrzegła w porę Napoleona, który ją z Bramy ściągnął i na krótko zabrał do Paryża jako łup wojenny. Na pewno zaś Atena wolała patrzeć na wschód niż za siebie, kiedy powiewał za nią w latach bezpośrednio powojennych sowiecki sztandar.
Na wschód patrzy też, jak się okazało, kapituła nagrody Kwadrygi przyznawanej od ośmiu lat dla osobistości politycznych i kulturalnych z Niemiec i zagranicy. Kwadrygę, która szybko stała się najważniejszą prywatną niemiecką nagrodą polityczną, przyznaje się za "myśli i czyny oparte na wartościach".
Właśnie podano, że jednym z tegorocznych laureatów będzie rosyjski premier
Władimir Putin, wyróżniony za "przewidywalność i determinację". W uzasadnieniu nie brak obowiązkowych porównań z Piotrem Wielkim.
Nad Łabą wybuchła polityczna burza. Chadecki przewodniczący komisji spraw zagranicznych Bundestagu Ruprecht Polenz uznał, że "nie jest to dobry pomysł", a członek kapituły i współprzewodniczący Zielonych Cem Ozdemir poinformował, że był przeciw i w efekcie wstrzymał się od głosu.
Niemcy pogrążyły się w jednej ze swoich okresowych dyskusji na temat tego, jaką politykę prowadzić wobec Rosji.
Z jednej strony bowiem Putin istotnie jest przewidywalny i zdeterminowany. Doświadczył tego i zakatowany w więzieniu biznesmen Siergiej Magnitski, i zastrzelona dziennikarka Anna Politkowska, i tylu innych, ale czy lepiej - dają do zrozumienia popierający przyznanie Putinowi Kwadrygi - by na czele Rosji stał jakiś nowy Jelcyn, nieprzewidywalny i chwiejny, a kraj znów pogrążył się w chaosie?
Tym bardziej że przewidywalny i zdeterminowany Putin przynosi Niemcom ekonomiczne korzyści. Pamiętał o tym zapewne były kanclerz Gerhard Schröder, sam ongiś laureat Kwadrygi, a obecnie prezes będącego namacalnym dowodem tych korzyści Nord Streamu. Skoro zaś nie ma widoków na normalną Rosję, to lepsza taka niż niestabilna, a Putinowi winniśmy wdzięczność, że jak car Piotr Wielki "wytycza kamienie milowe przyszłości" (to też z uzasadnienia). Wytycza - aż ciarki po plecach przechodzą.
Dlatego też tak ważne są niemieckie głosy krytyki - choć zapewne dostojny laureat je zlekceważy, tak jak zlekceważył np. głosy oburzenia po śmierci Politkowskiej. Trzy dni po jej morderstwie w 2006 r., podczas wizyty w Niemczech, tłumaczył, że wpływ dziennikarki na Rosję "był minimalny", a jej morderstwo jest władzom nie na rękę. Kamieni milowych przyszłości to ona jednak nie wytyczyła, prawda?
Pal sześć, że Putin zlekceważy. Gorzej, że rosyjscy demokraci po raz kolejny dostaną potwierdzenie, że Zachód ich lekceważy. To Putin przecież, nie Politkowska, zasłużył sobie na uznanie za "myśli i czyny oparte na wartościach".
Wśród zagranicznych laureatów Kwadrygi są wprawdzie Vaclav Havel i
Wiktor Juszczenko, ale nie ma - jeśli nie liczyć (bo niby dlaczego) Michaiła Gorbaczowa - żadnego rosyjskiego opozycjonisty czy działacza społecznego (nie ma też zresztą ani jednego Polaka). Atena lubi zwycięzców i bogów. Trudno więc wymagać, by swoją brandenburską kwadrygą zajechała na przykład do łagru, w którym siedzi Michaił Chodorkowski.
Można oczywiście wyszydzić Putina, przypominając mu, że stanie w godnym szeregu wcześniejszych laureatów - tuż za prezydentem Hamidem Karzajem (za pokój) i Bundeswehrą (za służbę odpowiedzialności). Nie wiadomo też jeszcze (choć on zapewne wie), z kim mu przyjdzie dzielić tegoroczną nagrodę - laureatów jest zawsze przynajmniej czterech.
Ale nie ma wątpliwości, że to on powinien być na statuetce, nie Atena. W końcu dostał ją za to, że trzyma cugle. I bat.