Słowa Kofi Annana, Javiera Solany, Mario Vargasa Llosy - by wymienić tylko trzech - zabrzmią jak narkotyczne majaczenia w kraju, gdzie opinia publiczna nakręcana przez polityków uważa, że narkotyki to diabelskie nasienie, a prawo karze więzieniem do trzech lat za posiadanie skręta marihuany. Ale - jak wynika z badań Instytutu Spraw Publicznych - w skuteczność takiego prawa nie wierzą nawet jego wykonawcy - policjanci, prokuratorzy, sędziowie. Kochają je z innych powodów - daje ponad 30 tys. łatwych do wykrycia przestępstw rocznie.
Politycy - w tym byli prezydenci Szwajcarii, Brazylii, Kolumbii, Meksyku, b. premier Grecji i b. szef dyplomacji
USA - przyłączyli się do opinii rosnącej liczby specjalistów. W 2010 r. Pan American Health Organization (PAHO) ogłosiła raport 12 wybitnych speców. Sugerowali, by potraktować branie narkotyków nie jak łamanie prawa, lecz problem zdrowia publicznego. Zamiast ścigać i karać lepiej leczyć, zapobiegać, edukować. I pomagać uzależnionym w powrocie do życia.
Teraz Globalna Komisja chce "przełamania tabu". "Uzależnieni są ofiarami, trzeba traktować ich jak pacjentów i szanować ich prawa". Postuluje, by śmielej stosować tzw. terapie zastępcze np. metadonem, co w Polsce wciąż napotyka na przeszkody. I kwestionuje tradycyjne hierarchie szkodliwości, które zakazują marihuany na równi z heroiną i kokainą, a niemal bez przeszkód dopuszczają alkohol i tytoń. To przecież niemądra hipokryzja.
Czesi zalegalizowali konopie i jakoś kraj się nie zawalił choć do używanie ich, przynajmniej sporadycznego, przyznaje się aż 45 proc. 15-16 latków - najwięcej w Europie (dla porównania: w Szwajcarii 33 proc., Anglii 29 proc., Holandii 28 proc., Polsce 16 proc., Portugalii 13 proc., w Szwecji 7 proc.). Czesi uczą się na błędach. W 1999 r., wbrew wetu prezydenta Havla, wprowadzili restrykcyjną ustawę, podobna do tej, która obowiązuje u nas. Efekt? "Istotny wzrost wydatków państwa przy braku widocznych efektów". Represja nie powstrzymuje spożycia, a już na pewno nie wśród nastolatków. "W wielu krajach wyniki badań są spójne dla konopi. Nie ma przykładów, by karanie posiadania czy używania dawało rezultaty" - piszą eksperci PAHO.
W Polsce na wielką skalę zabija alkohol. Proponuję ćwiczenie z wyobraźni - jakie byłyby skutki wprowadzenia prohibicji?
Globalna wojna z narkotykami nie dała efektów: spożycie rośnie, liczba uzależnionych osiągnęła 250 mln. Czas na mądry pokój. Nie chcą go USA, gdzie system represji jest posunięty do absurdu. Za same konopie siedzi 700 tys. osób. Ale konsumpcja jest wciąż najwyższa na świecie: czy rządzi Bush, czy Clinton, czy Obama.
W 2001 r.
Portugalia zdekryminalizowała posiadanie i używanie narkotyków. Instytut ds. Narkotyków przeniesiono z resortu sprawiedliwości do resortu zdrowia. W kilka lat liczba zgonów z tego powodu spadła z 400 do 290 rocznie, a narkomanów zarażających się HIV - z 1400 do 400.
Dekryminalizacja nie uratuje nas przed narkotykami. Ludzie mają, niestety, prawo szkodzić swemu zdrowiu, i zamiast dostarczać sobie stymulacji intelektualnych, seksualnych czy sportowych, będą pić, palić i ćpać. Ale gdyby świat posłuchał Solany i Llosy, wszystkim żyłoby się lepiej i mielibyśmy większe szanse pomóc uzależnionym. Legalizacja narkotyków dałaby nam szanse na racjonalną i bardziej skuteczną politykę antynarkotykową.
Na wojnie z narkotykami korzysta zbrodniczy narkobiznes. Paradoksalnie, dopiero pokój narkotykowy, zadałby mu śmiertelny cios.