Prezydent Barack Obama ogląda zanieczyszczenia spowodowane ropą na plaży
Fot. Evan Vucci AP
Koncernowi BP nie udało się znów zatkać wycieku ropy na Zatoce Meksykańskiej. W sobotę zrezygnowano z dalszych prób metody pompowania w wyrwę mieszaniny błota i stałych odpadów - gdy przestawano pompować, ropa natychmiast znów wyciekała z taką samą mocą. BP mówi, że "przejdzie do kolejnych prób", ale prawda jest taka, że nikt nie wie, ile jeszcze dni, tygodni lub miesięcy ropa będzie zatruwać morze.
Fot. Anonymous AP
Wyciekająca ropa 21 kwietnia 2010
Fot. Charlie Riedel AP
15 maja 2010 Pelikan, który potrzebuje pomocy. Z powodu zanieczyszczenia wody...
Fot. AP
24 kwietnia 2010 Satelitarne zdjęcie NASA
Fot. Patrick Semansky AP
27 kwietnia 2010 Do wód Zatoki Meksykańskiej mogło przedostać się około 150...
Fot. Alex Brandon AP
1 maja 2010 Plama ropy jest także zagrożeniem dla ptaków
Fot. HO Reuters
26 kwietnia 2010 Ratownicy spawają ogromną stalową kopułę, którą za kilka dni...
Tezę, że "wyciek to Katrina Obamy" opozycja stawiała już pięć tygodni temu - tuż po katastrofie platformy wiertniczej BP. Jednak od kilku dni zastanawia się nad tym już cała Ameryka. Dlaczego?
Po pierwsze, bo dopiero teraz naprawdę tę ropę widać. W ostatnim tygodniu coraz więcej dostawało się jej na brzegi Luizjany. Coraz czę'sciej w telewizorach Amerykanie widzieli oblepione ropą zwierzątka, pogrążonych w rozpaczy rybaków, wzywających o pomstę do nieba hotelarzy z nadmorskich kurortów...
Po drugie, bo okazało się, że ropy jest dużo więcej niż przez ponad miesiąc twierdziło BP. Dziennie miało wyciekać niecałe 800 tysięcy litrów, naprawdę jest to od 2,5 do 4 razy więcej. A to oznacza, że wyciek BP dawno już prze'scignął w rozmiarach największą katastrofę ekologiczną w historii USA - zatonięcie tankowca ExxonValdez w 1989 roku.
Po trzecie i najważniejsze - coraz mocniejsze jest przekonanie, że rząd USA nie działał sprawnie - zarówno nadzorując BP przed katastrofą, jak i już po niej w walce z wyciekiem.
Ekipa Obamy zdała sobie z tej kolosalnej zmiany nastrojów społecznych sprawę. W czwartek prezydent przyjął dymisję Elizabeth Birnbaum, szefowej Służby Zarządzania Minerałami, nadzorującej sektor naftowy. Kilka godzin później Obama po'swięcił ropie konferencję prasową - wydarzenie niezwykłe, bo ten prezydent organizuje konferencje raz na pół roku. Wreszcie w piątek Obama odwiedził region katastrofy - po raz drugi (pierwszy raz był 12 dni po wybuchu platformy, zło'sliwcy przypominają, że Bush poleciał do Luizjany "już" cztery dni po Katrinie...). Wizyta była trochę szopką - BP zwiozło na Grand Isle, którą odwiedził Obama, 400 pracowników czyszczących plażę, by pokazali głowie państwa "ogrom wysiłków". Zaraz po odlocie prezydenta puszczono ich do domów...
Przed kamerami Obama był nie w formie. Powiedział: "jestem odpowiedzialny" i "myliłem się, że koncerny sobie poradzą". Ale nie jest jasne, co rząd powinien był miesiąc temu robić? Wtedy Obama mówił, że "BP ma posprzątać i zapłacić". Czy rząd miał przejąć akcję ratunkową od BP? Silniej ją nadzorować? Powołać specjalistów, których rozkazy BP realizowałby?
Podczas konferencji Obama nie wiedział, czy pani Birnbaum podała się sama do symisji czy też minister spraw wewnętrznych ją zwolnił - i jeśli tak, to dokładnie za co? Prezydent mówił, że urząd Birnbaum był "skandalicznie blisko" koncernów naftowych - oczywi'scie za czasów Busha. Ale taktyka Obamy ciągłego przypominania rodakom, ze wszystkiemu winien jest Bush, nawet jeśli kiedyś słuszna, przestaje być skuteczna - w końcu ekipa Obamy miała przed katastrofą 15 miesięcy, by zaprowadzić w Służbie Minerałów porządek.
Nawet przychylne Obamie media w piątek dawały tytuły "Obama ma kłopot z pokazaniem, że kontroluje sytuację" ("Washington Post"). A legendarna felietonistka "Wall Street Journal" Peggy Noonan pisała zgryźliwie "przecież Obama miał być kompetentny" a "40 dni zamieszania wokół BP" dowodzi, że tak nie jest, a raczej, że "jest oderwany od tego, co obchodzi rodaków".
Niekoniecznie. Prezydent nawet podczas tej fatalnej konferencji, która jako żywo chwilami przypominała najsłabsze występy Busha, na chwilę odzyskał swój czar. Obama uderzył w ton osobisty, opisując jak rano, gdy się golił, jego 11-letnia córka Malia zapytała go: "Tato, czy zatkałeś już tę dziurę?" Obama może odzyskać swój czar, BP zatkać dziurę, a rząd i koncern razem już przeprowadzić wielkie sprzątanie...
Ale w jednym Noonan ma rację. Przy ropie BP, tak jak przy Katrinie, nie chodzi o samą akcję ratowniczą. Katrina była symbolem złego działania ekipy Busha, nieradzącej sobie z większością problemów. Była kroplą, która przelała kielich nieufności Amerykanów wobec Busha. Ten już nigdy się politycznie z tego nie podniósł. Czy BP będzie takim symbolem dla Obamy? Za wcześnie na odpowiedź. Dotychczasowy bilans osiagnięć i porażek ekipa Obamy ma niejednoznaczny. Ale podstawowe pytanie: czy ta ekipa jest kompetentna, zadaje sobie po sprawie BP więcej Amerykanów niż kiedykolwiek.