http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ten prezydent pachołkiem Rosji nie będzie

Marcin Wojciechowski
2010-02-09, ostatnia aktualizacja 2010-02-08 14:54

Ukraińscy proeuropejscy inteligenci są w szoku. - Nigdy nie napiszę, że Janukowycz jest prezydentem Ukrainy - wyznał mi jeden z najlepszych dziennikarzy nad Dnieprem

Marcin Wojciechowski
.
Marcin Wojciechowski
Jak człowiek, który pięć lat temu próbował sfałszować wybory prezydenckie, mógł zostać głową państwa? Odpowiedź jest jedna. Takie są zasady demokracji. I nie ma co się na nie obrażać.

Siłą rzeczy przypomina się jesień 1995 r., gdy w Polsce były działacz PZPR Aleksander Kwaśniewski pokonał w wyborach prezydenckich twórcę "Solidarności" Lecha Wałęsę. Pamiętam znajomych rozpaczających, że to koniec świata. Ktoś pił przez kilka dni, ktoś myślał o emigracji. A po dziesięciu latach ci sami ludzie przyznawali, że Kwaśniewski był znakomitym prezydentem.

Janukowycz to rzecz jasna nie Kwaśniewski. Znacznie bardziej grubo ciosany, z innymi horyzontami, kulturowo tkwiący zdecydowanie w orbicie rosyjskiej. Przyznający, że dobrze czuje się w dresach, a najchętniej lubi spędzać czas w ruskiej bani (czyli w saunie). Typowy postsowiecki swój chłop, jakich można spotkać od Brześcia do Władywostoku.

Mimo wszystko to ten były bokser i chuligan przeszedł przez ostatnie lata długą drogę. Być może największą z całej ukraińskiej elity. Gdy w 2002 r. po raz pierwszy został premierem, był tylko lokalnym satrapą z Donbasu chronionym przez tamtejszy klan doniecki, który zyskiwał wpływy w otoczeniu ówczesnego prezydenta Leonida Kuczmy. Prawie nie mówił po ukraińsku. A jak mówił, to miał niewiele do powiedzenia.

Sześć lat temu próbowano zrobić z niego prezydenta takimi samymi metodami jak w Rosji, czyli poprzez namaszczenie przez poprzednika. Nie udało się mimo próby sfałszowania wyborów. Ludzie nie pozwolili na to podczas pomarańczowej rewolucji.

Większość polityków po takim upokorzeniu, jak przyłapanie na fałszerstwie, odeszłaby z polityki. Ale Janukowycz wytrwał. Być może należało go wtedy ukarać, ale nie zrobiono tego. W ciągu ostatnich pięciu lat jego Partia Regionów dwukrotnie wygrała wybory parlamentarne, których demokratyczności nikt nie kwestionował.

W 2006 r. prezydent Wiktor Juszczenko ponownie powierzył mu tekę premiera. Nie ma więc sensu rozpamiętywać Janukowyczowi dawnych win. Trzeba przyjąć za dobrą monetę, że akceptuje demokratyczne reguły gry. Jest politykiem z realnym poparciem społecznym, nie wykreowaną wydmuszką.

Janukowycz jest prorosyjski, demonstrował to podczas kampanii wyborczej, najważniejsze przemówienia wygłaszał w tym języku. Ale to nie znaczy, że będzie pachołkiem Rosji. Na pewno będzie wysyłał sygnały, że jest mu bliżej do Moskwy niż do Brukseli, nie mówiąc już o Waszyngtonie. Ale w zasadniczych sprawach będzie twardy.

Janukowycz rozumie, że jeśli chce być liczącym się politykiem, to musi wzmacniać Ukrainę, a nie starszego brata. Tak zresztą rozumuje cała ukraińska elita. Będzie starał się targować z Rosją, jak najwięcej od niej uzyskać (przede wszystkim tanią ropę i gaz), ale nie za cenę utraty suwerenności czy wyrzeczenia się kontroli nad strategicznymi obiektami w gospodarce.

Stosunek do ukraińskich gazociągów i kwestia bazowania rosyjskiej Floty Czarnomorskiej na Krymie będą kluczowym sprawdzianem jego patriotyzmu.

Janukowycz jest nieufny wobec Europy. Być może z trudem mieści mu się w głowie, że Ukraina może być kiedyś w UE. Teraz od Europy zależy, czy przekona Janukowycza do siebie i stworzy atrakcyjną ofertę dla Ukrainy.

Nie chodzi o członkostwo, bo to jeszcze długo nie będzie realne. Chodzi o długofalowy program zbliżania z UE. Służy temu Partnerstwo Wschodnie. Warto pokazać prezydentowi Janukowyczowi, co konkretnie Ukraina może dzięki niemu zyskać.

- Janukowycz to chodząca przeciętność - powiedział mi wybitny ukraiński intelektualista. To prawda. Ale zarazem niepozbawiony ambicji. Pytanie, czy Janukowycz spocznie na laurach i zajmie się tylko obsługiwaniem interesów swego zaplecza oligarchicznego.

- On nas przynajmniej nie rozczaruje, bo wiemy wszystko o jego słabościach i wadach. A jeśli zaskoczy, to tylko na plus - mówi ukraińska znajoma. Bardzo celna uwaga.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 17 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':