http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Komu będzie bił dzwon w Katyniu?

Wacław Radziwinowicz
2010-02-05, ostatnia aktualizacja 2010-02-04 22:32
28 lipca 2000 r. Otwarcie cmentarza w Katyniu
28 lipca 2000 r. Otwarcie cmentarza w Katyniu
Fot. PIOTR JANOWSKI/AGENCJA GAZETA

Dla Rosjan wspólne obchody 70. rocznicy zbrodni w Katyni (tutaj to słowo jest rodzaju żeńskiego) mogą okazać się nie mniej ważne niż dla nas

Wacław Radziwinowicz
fot. Agencja Gazeta
Wacław Radziwinowicz
To, że premierzy Donald Tusk i Władimir Putin spotkają się na cmentarzu katyńskim, jest, co oczywiste, ważne dla Polaków. Tego spotkania nie można sobie wyobrazić bez odtajnienia archiwów katyńskich, czyli większości materiałów, które w czasie trwającego kilkanaście lat śledztwa w sprawie zbrodni z wiosny 1940 r. zgromadziła prokuratura radziecka, a potem rosyjska. Rosjanie w istocie rzeczy już to obiecali.

Nie można sobie wyobrazić uroczystości z udziałem premiera Rosji bez publicznego nazwania sprawców i przyznania, że zamordowani z rozkazu Stalina Polacy zginęli niewinnie. A jeśli to się stanie, to dlaczego Rosja nie miałaby dokonać formalnej rehabilitacji ofiar bolszewików, na którą tak długo czekają krewni ofiar?

Ogromne jest choćby znaczenie - jak tu mówią - "kartinki", czyli obrazka telewizyjnego. Bolszewicy w czasie kolejnych czystek wymordowali miliony Rosjan. Miliony te leżą gdzieś w zapomnianych bezimiennych zbiorowych mogiłach rozsianych po całym kraju. Nigdzie w całej Rosji nie ma jednak tak imponującego, przemawiającego do wyobraźni pomnika-cmentarza ofiar jak ten w Katyniu, przypominający konkretne ofiary.

Teraz telewizje pokażą premierów przy ścianach z tabliczkami, na których wypisano nazwiska wszystkich co do jednego rozstrzelanych tu Polaków. I cała Rosja usłyszy podziemny cmentarny dzwon - bijący tu także dla swoich, dla wielu tysięcy Rosjan, których w tym samym lesie czekiści przez lata rozstrzeliwali i wrzucali do dołów śmierci.

Rosjanie w oficjalnych komunikatach o planowanym spotkaniu premierów podkreślają, że cmentarz katyński jest wspólny, że obywateli ZSRR leży tu nawet więcej niż Polaków.

Dobrze, że to słyszymy. Rosjanie czasem oskarżają nas, że mamy jakiś dziwny "problem z Katyniem". To nieprawda. Wiemy, co się stało, potrafimy to ocenić. To oni mają problem ze swoimi "Katyniami". Niby wiedzą o ofiarach czystek, ale wolą odsuwać od siebie pamięć o nich. Wciąż lękają się odważnie spojrzeć w swoją przeszłość, którą za wszelką cenę chcieliby widzieć jako świetlaną i wspaniałą. I to im ciąży jak kula u nogi.

Póki Rosjanie nie dokonają uczciwej oceny potwornej zbrodni, której bolszewicy dokonali na własnym narodzie, będą się godzić z tym, że państwo ma prawo, jeśli uzna to za potrzebne, zniszczyć niewygodną dla siebie jednostkę. Z takim bagażem nie da się zbudować nowoczesnego społeczeństwa.

Wielu rosyjskich politologów przekonuje, że ludzie rządzący Rosją zrozumieli, iż radziecka przeszłość już "się wyczerpała" i nie może dalej być fundamentem ideologii społeczeństwa. Rzeczywiście, słychać taki ton w słowach prezydenta Miedwiediewa, premiera Putina, hierarchów cerkiewnych mówiących o zbrodniach, dla których "nie ma usprawiedliwienia".

Dźwięk podziemnego dzwonu na cmentarzu katyńskim w czasie kwietniowych uroczystości jak zawsze wzruszy Polaków. Ale poruszy też z pewnością serca wielu Rosjan i pozwoli im lepiej zrozumieć, jak głęboka była tragedia i naszego, i ich narodu.

  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    23 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':