Architekci i inżynierowie nawet w trakcie budowy, kiedy Burj Dubaj piął się ku chmurom, bijąc kolejne rekordy, nie mogli zdecydować, kiedy się zatrzymać. Ostatecznie zatrzymali się dopiero wtedy, kiedy wysokościowi megalomani z innych krajów - USA, Chin, Tajwanu, czy Malezji - zostali upokorzeni i pozbawieni wszelkiej nadziei: gdyby na drugim najwyższym wieżowcu świata, Taipei 101, postawić paryską wieżę Eiffla, Burj Dubaj i tak byłby wyższy.
Inwestorzy nie troszczyli się zbytnio o koszty, bo zatrudnieni na budowie imigranci z biednych krajów Azji - jak Pakistan, Nepal czy Bangladesz - pracowali za śmiesznie niskie stawki, nie więcej niż pięć dolarów dziennie.
Bez taniej siły roboczej nie byłoby niesłychanego boomu Dubaju, podatkowego raju, który stał się głównym centrum biznesowym i rozrywkowym Bliskiego Wschodu. Imigranci zbudowali tam już największe na świecie centrum handlowe, z którego wyruszać będą wycieczki na platformę widokową Burj Dubaj i do meczetu na 158. piętrze, siedmiogwiazdkowy hotel w kształcie żagla wysokości 320 metrów, sztuczną wyspę w kształcie palmy oraz kryty, chłodzony stok narciarski z prawdziwym śniegiem w wielkiej hali na rozżarzonej pustyni.
Doprawdy trudno uwierzyć, że te wszystkie cuda i ekstrawagancje powstały w malutkim emiracie pozbawionym złóż ropy, w którym nie ma nawet miliona rdzennych mieszkańców. I że inwestorzy z całego świata kredytowali je bez mrugnięcia okiem, przekonani, że dubajska kura zawsze będzie znosić złote jaja.
Pierwsze symptomy nadchodzącej katastrofy pojawiły się w zeszłym roku, kiedy ceny nieruchomości w Dubaju spadły dwukrotnie. Ale dopiero miesiąc temu okazało się, że może to być - jak mawiał Grek Zorba - wyjątkowo piękna katastrofa.
W grudniu emirat Dubaj ogłosił, że nie jest w stanie spłacać długów dochodzących już do 100 mld dol., i zaproponował wierzycielom negocjacje.
Ratunkowy zastrzyk gotówki z sąsiedniego emiratu Abu Zabi i Arabii Saudyjskiej (15 mld dol.) chwilowo zatrzymał spadki na światowych giełdach, ale co będzie za kilka miesięcy - nie wiadomo. Poziom zadłużenia Dubajczyków osiągnął bowiem rozmiary apokaliptyczne: statystyczne dziecko rodzi się w emiracie z kredytem w wysokości 100 tys. dol.
Wieżowiec Burj Dubaj pobije zapewne kolejne rekordy - może stać się np. największym pustostanem na świecie. Na biura i apartamenty, których jeszcze nie sprzedano, nie ma chętnych. Większość tych, które zostały sprzedane, kupili - najczęściej na kredyt - spekulanci, licząc, że sprzedadzą je z wielkim zyskiem. Dlatego wczoraj, kiedy nad Burj Dubaj strzelały fajerwerki, w głowie niejednego z pechowych inwestorów kołatała się pewnie myśl, żeby odwiedzić swój podniebny apartament, otworzyć okno i skoczyć w dół.