http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ameryka potrzebna nam, a my Ameryce

Bartosz Węglarczyk
2009-07-17, ostatnia aktualizacja 2009-07-16 21:57

Sygnatariusze listu słusznie się niepokoją, że do władzy w USA, i w ogóle na Zachodzie, dochodzą dziś ludzie, którzy nie pamiętają mrocznych dni zimnej wojny; którym nazwisko Lecha Wałęsy czy Vaclava Havla nie kojarzy się z dążeniem do wolności i u których nazwisko Andrieja Sacharowa nie budzi żadnych emocji

Dla nowej administracji USA obiektywnie o wiele bardziej palącym problemem od demokracji na Ukrainie jest dziś pakistańska, irańska czy koreańska bomba atomowa.

Problem w tym, by Biały Dom, kierowany dziś przez młodych, ambitnych realistów, zrozumiał, że im bardziej stabilna Europa Środkowa, im bliżej Waszyngtonu będzie Warszawa czy Ryga, tym większe szanse na spokój i demokratyzację całego dawnego bloku wschodniego. Amerykanie, inwestując w NATO i w sojusze w tej części świata, zagwarantują sobie, że w miejsce pakistańskiego islamisty na czele listy największych kłopotów nie pojawi się nagle rosyjski nacjonalista czy ukraiński rebeliant.

  • 37 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':