Dla nowej administracji USA obiektywnie o wiele bardziej palącym problemem od demokracji na Ukrainie jest dziś pakistańska, irańska czy koreańska bomba atomowa.
Problem w tym, by Biały Dom, kierowany dziś przez młodych, ambitnych realistów, zrozumiał, że im bardziej stabilna Europa Środkowa, im bliżej Waszyngtonu będzie Warszawa czy Ryga, tym większe szanse na spokój i demokratyzację całego dawnego bloku wschodniego. Amerykanie, inwestując w NATO i w sojusze w tej części świata, zagwarantują sobie, że w miejsce pakistańskiego islamisty na czele listy największych kłopotów nie pojawi się nagle rosyjski nacjonalista czy ukraiński rebeliant.