Jemu już nie wystarcza coraz powszechniej powtarzana przez historyków rosyjskich teza wychwalająca Iosifa Wissarionowicza Stalina jako "efektywnego menedżera" i nieomylnego wodza.
Doktor pułkownik idzie dalej i usprawiedliwia Adolfa Alojzowicza Hitlera, który - jak zapewnia uczony - słusznie żądał w 1939 r. od krnąbrnych Polaków "korytarza" i miasta, nazywanego przez rosyjskiego historyka wojskowego nie inaczej jak "Danzig".
A Polacy doprowadzili do najtragiczniejszej wojny w historii, bo kierując się niepojętą dla Kowalowa megalomanią i wielkomocarstwowymi ambicjami, nie zrozumieli słusznej racji Adolfa Alojzowicza i lekkomyślnie go nie posłuchali. Jesteśmy więc winni tragedii ludzkości, bo nie zechcieliśmy kolaborować z nazistowskimi Niemcami.
O coś takiego Rosjanie nas jeszcze nie oskarżali.
Cóż, można powiedzieć, jakiś niewiele znaczący pułkownik dał się ponieść emocjom ogłoszonej przez Kreml nagonki na szkalujących Stalina "fałszerzy" historii i wyrywa się z bredniami przed szereg.
Ale te brednie ukazały się na oficjalnej stronie ministerstwa obrony, a to znaczy, że w resorcie podzielają jego poglądy choćby na temat "korytarza". Czy należy więc rozumieć, że na moskiewskim Nowym Arbacie, gdzie mieści się resort obrony, dopuszczają myśl, że Moskwa, jak kiedyś Hitler, mogłaby dziś zażądać od Warszawy i od Wilna eksterytorialnej autostrady i linii kolejowej łączących obwód kaliningradzki z "zasadniczą częścią" Rosji? Czy tam, kierując się taką jak Kowalow logiką, uważają, że byłyby to, jak w przypadku Hitlera, żądania "uzasadnione" i "umiarkowane", a nasza odmowa oddania "korytarza" stanowiłaby wystarczający powód do rozpętania kolejnej wojny?
Jeśli nie, generałowie i zajadle walczący z "fałszerzami historii na szkodę Rosji" przywódcy kraju powinni uznać przypadek pułkownika doktora za sygnał alarmowy. Uparta obrona dobrego imienia Iosifa Wissarionowicza nieuchronnie prowadzi do wybielania jego wspólnika Adolfa Alojzowicza.