"Naszym obowiązkiem powinna być pamięć o Tybetańczykach, którzy walczą o kulturowe przetrwanie. Chciałbym zachęcić sportowców, mężczyzn i kobiety, by spojrzeli na sprawy [w Chinach] tak jak się one mają i nie odwracali się plecami. Każdy ze sportowców, na swój własny sposób, może dać sygnał." - napisał w "Bild am Sonntag" Pöttering.
Ten apel to mało i dużo zarazem. Mało, bo Unia Europejska jest gospodarczym kolosem i mogłaby użyć nacisków ekonomicznych, by wymusić na Chinach lepsze traktowanie Tybetańczyków. Dużo, bo żaden z 27 przywódców krajów UE nie zdobył się na taki gest przyzwoitości. Milczała też zresztą większość unijnych instytucji.
W europejskim triumwiracie - Komisja Europejska, europarlament i Rada UE - to właśnie parlament jako jedyna instytucja od początku nawoływał do symbolicznego protestu jakim byłby bojkot ceremonii otwarcia igrzysk. Instytucja ignorowania przez opinię publiczną, wyszydzana nierzadko przez krajowych polityków próbowała jakoś ratować honor Europy.
W ostateczności zrobił to sam Pöttering - człowiek zasad. Takich jak on jest coraz mniej w świecie polityki gdzie wszystko podporządkowane jest sondażom.
Warto też przypomnieć, że ten niemiecki chadek z unijnej starej szkoły "federalistów" za swe europejskie i niemieckie poglądy narażał się na krytykę, także w Polsce. Ponad rok temu kiedy rządził PiS, spadły na niego gromy za to, że odważył się wezwać prezydenta Kaczyńskiego by nie wetował Traktatu z Lizbony. PiS-owi naraził się również tym, że we wrześniu 2007 roku pojechał na zjazd niemieckich ziomkostw. Nie po to by poprzeć Erikę Steinbach, ale by zaapelować o pojednanie.
Dziś wszyscy, również politycy PiS, powinni być mu wdzięczni mu za to, co powiedział przed igrzyskami w Pekinie. Najlepszą formą podziękowania byłoby masowe pójście do urn w przyszłorocznych wyborach do Parlamentu Europejskiego. W ten sposób możemy wesprzeć nie tylko jedyną demokratycznie wybierana instytucję Unii, ale i wzmocnić sumienie Europy.
Żakowski: Jeden sprawiedliwy w sodomie globalnej olimpijskiej zabawy robi istotną różnicę.