http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kradną jak nigdy

Wacław Radziwinowicz
2012-02-10, ostatnia aktualizacja 2012-02-09 20:48

O co Rosjanie - i to ci dobrze sytuowani, należący do stołecznej klasy średniej - mają pretensje do Władimira Putina, by gromadzić się na placu Bołotnym i na mrozie krzyczeć: "Won!"?

Wacław Radziwinowicz
fot. Agencja Gazeta
Wacław Radziwinowicz
Przecież pod jego trwającymi od 12 lat rządami, jak mawiał Stalin, po tym gdy w latach 30. zniósł kartki na chleb, "żyje się lepiej, żyje się weselej"...

Dziesięć lat temu pracownik dobrze sobie radzącej moskiewskiej firmy musiał przez rok odkładać pensję, by kupić komputer. Dziś przez miesiąc zarabia na dwa niezłe tablety. Szukający pracy absolwent szkoły wyższej na propozycję 50 tys. rubli miesięcznie (około 5 tys. zł, bo złotówka to mniej więcej 10 rubli) obraża się i trzaska drzwiami. Według szacunków w tym roku co 20. moskwianin ma sobie kupić nowe auto, a co dziesiąty pojedzie na urlop za granicę...

Moskwa, która dziś buntuje się przeciw Putinowi, stała się za jego rządów fantastycznie bogata. Eksperci wyliczyli, że PKB na głowę mieszkańca stolicy wynosi 40 tys. dolarów. To cztery razy więcej niż w przeciętnym regionie Federacji Rosyjskiej.

Ulice Moskwy są pełne drogich samochodów, restauracje, nawet te najdroższe, zatłoczone, w każdym wagonie metra w godzinach szczytu jedzie co najmniej kilka kobiet w luksusowych futrach (mrozy mamy teraz syberyjskie).

I ludzie, którym tak się powodzi, w ubiegłym tygodniu płacili po 12 tys. rubli za uggi - sprowadzane z Nowej Zelandii buty, w których nie zmarzną nogi, kiedy na placu Bołotnym będą skandować: "Rosja bez Putina!".

Na prowincji zaś, gdzie głównym, a często i jedynym źródłem informacji o świecie jest telewizja państwowa, ludzie niewyobrażający sobie życia bez Putina mówią, że Moskwa "wścieka się od nadmiaru tłuszczu, którym obrosła", co jest odpowiednikiem naszego "chleb ją bodzie".

Buntujący się mieszkańcy stolicy czerpią wiedzę o świecie nie tylko z tego, co im opowiedzą wieczorem w pierwszym czy w drugim kanale telewizyjnym, które od 12 lat opiewają dokonania "przywódcy narodu". Mają internet, podróżują za granicę. I czują się nie tyle obdarowani przez dzisiejszego premiera, ile stale okradani.

12 lat temu w kraju powstało prawie 4 tys. km dróg, na co państwo wydało 37 mld rubli. W roku 2010 przybyło 1,6 tys. km szos, ale kosztowało to już 440 mld rubli - dwa razy mniej za 12 razy większe pieniądze. Budowa kilometra autostrady w Rosji jest dziś trzy razy droższa niż w Niemczech i cztery razy droższa niż w Chinach.

Znany ekonomista Władysław Inoziemcew opowiadał mi, że oceniał kosztorys budowy nowego pasa startowego na lotnisku w Irkucku i z tych rachunków czarno na białym wyszło, że na papierze zużyto masę cementu, która wystarczyłaby do ułożenia siedmiometrowej warstwy betonu, a nie tylko 40-centymetrowej, jak to się stało w rzeczywistości. - Ukradli 6,5 m, a państwo za to zapłaciło. W Europie budowa portu lotniczego kosztuje 800 mln dolarów. A u nas nie mniej niż 4 mld, bo po to, by zbudować za rubel, trzeba ukraść cztery - ocenia Inoziemcew.

W tym kraju to niby nic nowego. Już 200 lat temu historyk Nikołaj Karamzin proszony we Francji, by w dwóch słowach opisał sytuację w Rosji, odpowiedział jednym słowem: "Kradną". Dziś pewnie potrzebowałby trzech, by powiedzieć: "Kradną jak nigdy". Sam Dmitrij Miedwiediew ocenia, że rocznie tylko przy zakupach dla instytucji państwowych urzędnicy kradną bilion rubli, czyli 34 mld dol., a eksperci z fundacji Indem liczą, że obroty "rynku korupcyjnego" są porównywalne z budżetem państwa.

Takie porządki uderzają boleśnie również w niby dobrze urządzonych moskwian. Przez 12 lat rządów "przywódcy narodu" tylko 4 proc. z nich przeprowadziło się do nowych mieszkań. Nawet tych, którzy nieźle zarabiają, po prostu nie stać na taki luksus. W stolicy za 60-metrowe mieszkanie trzeba dziś zapłacić równowartość średniej moskiewskiej pensji za 25 lat.

W budownictwie mieszkaniowym też obowiązuje zasada - zbudować za rubel, ukraść cztery.

Młodzi, wykształceni, obeznani ze światem moskwianie wychodzą na ulice, bo nie chcą, by tak było przez kolejne sześć, a może i 12 lat, jeśli Putin zechce zostać przy władzy jeszcze przez dwie kadencje prezydenckie. Nie jest on dla nich, jak wmawia im telewizor, gwarantem stabilności, lecz zakonserwowania hamującej rozwój kraju korupcji.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3
  • 2
  • 1
  • 9 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    33 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':