http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Europejskie wyprowadzanie kozy

Marcin Wojciechowski
2012-01-21, ostatnia aktualizacja 2012-01-20 22:09

To przez niesnaski między prezydentem Francji Nicolasem Sarkozym (po prawej) i brytyjskim premierem Davidem Cameronem Paryż lansuje niekorzystne
m.in. dla Polski rozwiązania w pakcie fiskalnym
To przez niesnaski między prezydentem Francji Nicolasem Sarkozym (po prawej) i brytyjskim premierem Davidem Cameronem Paryż lansuje niekorzystne m.in. dla Polski rozwiązania w pakcie fiskalnym
Fot. MIGUEL MEDINA AFP

Polska prawica przekonuje, że Donald Tusk nie był w stanie - choć obiecywał - zapewnić Polsce miejsca w przy stole obrad unijnego paktu fiskalnego. Tymczasem spór o to jeszcze nie jest rozstrzygnięty 

Marcin Wojciechowski
.
Marcin Wojciechowski
W ogłoszonym na początku grudnia unijnym pakcie fiskalnym, który ma być antidotum na trawiący strefę euro kryzys, chodzi nie tyle o to, czy będziemy dopuszczeni do stołu z państwami strefy euro, ile o to, by nie doprowadził do powstania Unii w Unii. 

Do tej pory powstały już jego cztery projekty. Najnowszy jest lepszy niż poprzednie, ale wciąż w połowie drogi wobec naszych oczekiwań - mówią polscy dyplomaci i eurodeputowani. 

Najnowszą wersję negocjowanego od ponad miesiąca dokumentu położono na stole w czwartek po ostrej walce między Niemcami a Francją. - Porównałbym zawartość projektu do dowcipu o Icku, rabinie i kozie - żartuje eurodeputowany Rafał Trzaskowski (PO), koordynator grupy chadeków we wpływowej komisji konstytucyjnej.

Icek nie mógł już wytrzymać mieszkania w jednej izbie z żoną, kilkorgiem dzieci i teściami. Poprosił rabina o radę, a ten kazał mu wprowadzić jeszcze kozę. Po miesiącu wykończony już kompletnie Icek wrócił do rabina. A ten kazał mu pozbyć się kozy. I Icek zrozumiał, jak dużo miejsca ma w domu. 

Wcześniejsze projekty paktu fiskalnego były nie do przyjęcia, bo nie tylko nie dopuszczały Polski do wspólnego stołu , ale przewidywały też, że pakt ma być międzyrządowym ciałem 17 państw strefy euro stworzonym na podstawie zwykłego prawa międzynarodowego, a nie regulacji unijnych. - Groziło to tym, że powstanie nowa organizacja międzyrządowa, swoista Unia w Unii, która z czasem może osłabić tę właściwą - mówi Trzaskowski. Francuzi proponowali też, by grupa 17 państw strefy euro miała własne szczyty, sekretariat, a nawet spotkania grupy parlamentarnej, czyli quasi-parlament. Oznaczało to marginalizację instytucji unijnych. 

Polska, popierana przez inne państwa, w tym także należące do strefy euro, postuluje, by tworzyć pakt fiskalny na podstawie prawa wspólnotowego, tak by jego zapisy wcielać w życie według tych samych procedur jak dokumenty i akty prawne UE - w gronie wszystkich jej członków, z udziałem wszystkich instytucji: Komisji, Parlamentu i Rady Europejskiej.

- W czasie negocjacji większość państw, w tym także należących do strefy euro, nas rozumiała, ale na końcu na stole lądował projekt zbliżony do francuskiego, nieuwzględniający naszych postulatów - mówi Trzaskowski. 

W najnowszej wersji paktu zaproponowano częściowy kompromis, czyli wyprowadzono kozę, ale nie do końca. Założono wyższość prawa wspólnotowego przy tworzeniu paktu, ale dopuszczono także inne metody legislacyjne. Przewidziano minimum raz w roku udział w szczytach państw strefy euro dla krajów, które dopiero chcą do niej wstąpić, ale pod warunkiem, że "uzna się to za stosowne" i gdy państwa te "wezmą na siebie zobowiązania z paktu fiskalnego", choć nie określono konkretnie jakie. - Dają nam palec, ale nie całą rękę - komentuje Trzaskowski. Zrezygnowano też z pomysłu utworzenia izby parlamentarnej w ramach eurostrefy. 

Są jednak także gorsze zapisy. Najnowszy projekt zakłada, że wszystkie państwa, które chcą być w pakcie fiskalnym, muszą określić się już teraz. Dla nas to nie problem, bo zgłosiliśmy taką chęć jeszcze w zeszłym roku, ale Czechy i Węgry chciały dołączyć później. 

Skąd opór przed późniejszym dołączaniem do paktu? Francuzi chcą zablokować Anglików, którzy jako jedyni zakwestionowali w listopadzie jego ideę. Wtedy podczas unijnego szczytu w Brukseli doszło do karczemnej awantury między prezydentem Francji Nicolasem Sarkozym i premierem Wlk. Brytanii Davidem Cameronem. Ale z ostatnich przecieków wynika, że Brytyjczycy chcą wejść do niektórych rozwiązań paktu fiskalnego, a Cameron nie jest już taki twardy jak dwa miesiące temu. Rozumie, że bycie w opozycji wobec całej Unii wcale mu się nie opłaca - i politycznie, i finansowo. 

Tak chwalony przez polską prawicę i sympatyzujących z nią publicystów, "niebojący się walnąć pięścią w stół" Cameron idzie na kompromis. 

Ale to nie jedyna ostatnio fałszywa teza polskiej prawicy w sprawie naszej polityki europejskiej. Przed wyborami Jarosław Kaczyński i jego spec od spraw zagranicznych Witold Waszczykowski straszyli Niemcami i zachęcali do innych sojuszy w Unii, np. z Francją. Do czego doprowadziłby nas taki sojusz, widać doskonale na przykładzie paktu fiskalnego. Taki pakt w wydaniu francuskim byłby dla nas zabójczy.

Premier Tusk wyśmiewany m.in. przez "Rzeczpospolitą", że nie zdołał zapewnić Polsce miejsca przy stole z państwami strefy euro, które obiecał, jest bliski celu. Ostre negocjacje, szukanie sojuszników i poparcie Berlina sprawiły, że już mamy deklarację o zaproszeniu na szczyty minimum raz w roku. Liczymy na to, że osiągniemy więcej.

Od poniedziałku nad paktem fiskalnym pochylą się unijni ministrowie finansów oraz ministrowie ds. europejskich. Potem szerpowie wskazani przez szefów rządów zredagują dokument na spotkanie na najwyższym szczeblu - Rady Europejskiej. Pakt ma być gotowy do 30 stycznia. Jego najważniejszy zapis zakłada, że państwa Unii muszą zagwarantować w konstytucji lub równoważnym dokumencie deficyt budżetowy na poziomie poniżej 3 proc. PKB. Kto tego nie zrobi, narazi się na niemal automatyczne sankcje. Polska ma już taki zapis w konstytucji. Tak naprawdę gramy o co innego, by po powstaniu paktu fiskalnego nie wypaść na unijne peryferie.

Na wyprowadzenie kozy zostało nam jeszcze 10 dni.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':