http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Moralny upadek WikiLeaks

Bartosz Węglarczyk
2011-08-30, ostatnia aktualizacja 2011-08-30 11:19

Nigdy nie byłem wielkim fanem WikiLeaks i jego przywódcy Juliana Assange'a. Wydawało mi się jednak, że on i jego ludzie trzymają się jakiegoś, choćby pokrzywionego kodeksu moralnego. Teraz jednak wszystkie tamy puściły.

Bartosz Węglarczyk
Fot. S?awomir Kami?ski / AG
Bartosz Węglarczyk
Organizacja ma kłopoty wewnętrzne, dochodzi tam do podziałów, zdrad i rozłamów - jeden z członków WikiLeaks niezadowolony z przywództwa Assange'a skasował mu na złość duży zbiór tajnych i jeszcze nie opublikowanych depesz.

Assange postanowił więc poprawić nadszarpnięty wizerunek swej organizacji i w ostatnim dniach wrzucił do internetu kolejną porcję 134 tys. depesz dyplomatycznych USA z ostatnich lat, który przekazał jego organizacji młody żołnierz Bradley Manning, oczekujący teraz w więzieniu na proces.

Już wcześniej WikiLeaks ujawniał w publikowanych depeszach nazwiska ludzi, którzy byli informatorami np. wojsk amerykańskich w Afganistanie. Nie trzeba być specjalistą od talibów, żeby się domyśleć, że ujawnianie takich nazwisk (czy choćby ujawnienie opisu w stylu: przywódca starszyzny w wiosce X w powiecie Y) naraża tych ludzi po prostu na śmierć przez poderżnięcie gardła. WikiLeaks złamał też karierę np. niemieckiemu dyplomacie, który opowiadał Amerykanom o kulisach koalicyjnych negocjacji w Berlinie.

WikiLeaks twierdził, że to błąd i pomyłka, która się nie powtórzy. I że większość nazwisk w publikowanych depeszach jest usunięta. Assange był jednak ostatnio niezadowolony z powolnego tempa publikowania depesz przez zachodnie gazety, które dostały od niego owe depesze już jakiś czas temu. Opublikował je więc sam, niestety bez wcześniejszego przejrzenia ich.

New York Times odkrył, że w depeszach nie zostały zamazane nazwiska ludzi, którzy rozmawiali z amerykańskimi dyplomatami oczekując w zamian anonimowości. W depeszach pojawia się przy ich nazwisku sformułowanie, że właśnie ich tożsamość trzeba starannie chronić.

WikiLeaks ujawnił więc np. nazwisko wysokiego rangą urzędnika ONZ w Afryce, który rozmawiał z amerykańskimi dyplomatami o korupcji wśród tamtejszych polityków. W dokumentach znalazło się też nazwisko pracownika międzynarodowej organizacji humanitarnej w Kambodży, który opowiadał Amerykanom o tym, jak trudno się działa jego ludziom w tym kraju. Obaj ci ludzie zapewne właśnie zakończyli swe kariery.

Nie mam pojęcia, w jaki sposób opublikowanie tych depesz pomaga ludziom, którym pomaga owa organizacja humanitarna w Kambodży. Wiem natomiast, że uwielbiający media Assange uważa, że pomoże to jemu. Obrzydliwe.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1
  • 6
  • 70 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    82 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':