http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kampania podzieliła Kościół

Katarzyna Wiśniewska
2010-06-18, ostatnia aktualizacja 2010-06-18 07:38

Katastrofa w Smoleńsku, nowa odsłona sporu in vitro i beatyfikacja ks. Jerzego Popiełuszki - to trzy momenty, w których Kościół - z różnym impetem - wchodził w kampanię wyborczą

Katarzyna Wiśniewska
Fot. Bartosz Bobkowski / AG
Katarzyna Wiśniewska
Dla części hierarchów te wydarzenia były pretekstem do snucia wizji prezydenta idealnego: męża stanu, patrioty (wzorem Lecha Kaczyńskiego), kierującego się nauką Kościoła (a więc potępiającego in vitro), odważnego i wyrazistego (wzorem błogosławionego kapłana).

Biskupi prezentowali ją zwykle z ambony, często w "Naszym Dzienniku". I chyba znacznie częściej niż wzorowego katolika radykała Marka Jurka mieli na myśli Jarosława Kaczyńskiego.

Po raz pierwszy na tle polityki doszło do personalnych potyczek między biskupami. W Radiu Kielce bp Kazimierz Ryczan stwierdzenie abp. Józefa Życińskiego, że "Matka Boska jest ponadpartyjna" podsumował, że to "stare cwaniactwo słowne". I wytłumaczył, że biskupi muszą politykować, bo "polityka też jest przedmiotem ewangelizacji, politycy także".

W tej "ewangelizacji" - czyli mniej lub bardziej zawoalowanej agitacji - oprócz abp. Życińskiego konsekwentnie nie brali udziału m.in. abp Kazimierz Nycz, kard. Stanisław Dziwisz i abp Tadeusz Gocłowski zgodnie ze słowami Benedykta XVI sprzed czterech lat, że "nie wymaga się od księdza, by był ekspertem w sprawach polityki, ale życia duchowego".

Sęk w tym, ze wielu biskupów kierowało się ostatnio raczej filozofią bp. Ryczana niż papieża. Słowem-kluczem stało się "sumienie". Angażowanie się Kościoła w spór o ustawę regulującą in vitro to dla biskupa łomżyńskiego Stanisława Stefanka "uwrażliwianie sumień".

Bp Adam Lepa w "Naszym Dzienniku" ostrzegał przed robieniem z Polski kraju "marionetek politycznych bez indywidualności i siły charakteru". I opowiadał o wzorze prezydenta - człowieka sumienia, wykazującego "dojrzały patriotyzm". Nazwiska nie padły, nie musiały.

Do sumienia odwoływał się przewodniczący Episkopatu abp Józef Michalik w Boże Ciało, domagając się od rodaków, aby wsparli "grupę i człowieka kierującego się sumieniem". Czyli kogo? "Przywódców, którzy potrafią bronić praw natury, prawa Bożego, prawa narodu do własnej historii".

Z wielu ambon ogłoszono też, komu sumienia zabrakło. Po tragedii w Smoleńsku biskupi zaczęli rozliczać krytyków zmarłego prezydenta Kaczyńskiego.

Politykom PiS było na rękę, gdy abp Stanisław Gądecki na mszy w intencji ofiar katastrofy stwierdził, że "przez całe cztery lata szargano osobę prezydenta", czy kiedy przewodniczący Episkopatu dowodził, że "naród przez własnych synów był niejednokrotnie boleśnie wyszydzany jako ten, który stróżem majestatu Rzeczypospolitej uczynił człowieka niepasującego do ich kryteriów współczesności".

Albo gdy abp Edward Ozorowski na uroczystościach żałobnych wprost uderzył w PO, robiąc aluzję do wypowiedzi b. ministra sportu w rządzie PO Mirosława Drzewieckiego: „Prezydent Kaczorowski [zginął w katastrofie] nigdy nie nazwał Polski krajem » dzikim «i nigdy nie wypowiedział pod jej adresem słów przykrych bądź nikczemnych”.

Po mocnym wstępie napięcie przedwyborcze w Kościele stopniowo jednak opadało, by w kilka tygodni po żałobie narodowej znów się podnieść. W kampanię włączyli się biskupi z Rady Episkopatu ds. Rodziny, odmawiając prawa do komunii św. ludziom wykonującym in vitro i politykom popierającym prawo do sztucznego zapłodnienia.

Późniejsze komentarze hierarchów pokazały, że w akcji bardziej chodzi o wybory niż sakramenty. W "Naszym Dzienniku" bp Stanisław Stefanek ostrzegał przed "formacją, która będzie namawiać do zabijania dzieci". Kard. Stanisław Nagy skwapliwie stwierdził, że Bronisław Komorowski, kandydat PO na prezydenta, nie powinien przyjmować komunii, dopóki nie zmieni poglądów.

Zapewne to z powodu burzy wywołanej przez Radę Jarosław Kaczyński umykał przed pytaniami o stosunek do in vitro, za co zganił go m.in. "Gość Niedzielny". Nie zyskał też punktów u przewodniczącego Episkopatu, który (znowu na łamach "NDz") poparł Marka Jurka. Ciekawe, że pozostali biskupi najwyraźniej nie okazali się aż tak pryncypialni.

Bp Ryczan 3 maja bronił Jana Pospieszalskiego, współautora reportażu "Solidarni 2010" lansującego spiskową teorię rosyjskiego zamachu w Smoleńsku (nadano go w TVP 1 w dzień ogłoszenia startu Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich), a w Radiu Kielce wprost przyznawał, że jest zwolennikiem PiS.

Hierarchowie raczej unikali wprzęgania w kampanię beatyfikacji ks. Popiełuszki. Z jednym wyjątkiem. Abp Michalik w "NDz" paszkwilanckie artykuły na temat ks. Jerzego tworzone w PRL porównał do krytyki prezydenta Kaczyńskiego, kwitując z zadowoleniem, że w obu wypadkach "ludzie wbrew propagandzie zachowują zdrowy rozsądek i krytyczne spojrzenie na przesadzoną agitację".

Na przeciwnym biegunie był abp Nycz, wedle którego beatyfikacja byłaby "egzystencjalnym zgrzytem, gdyby jej uczestnicy nie podjęli troski o Polskę bez podziału na my i wy, na Polskę prawdziwą i inną".

Po której stronie opowie się cały Episkopat? Jednoczenia czy podziałów pod pozorem "ewangelizowania" polityki? To okaże się dzisiaj albo wcale - szczyt obrad biskupów wypada w ciszę wyborczą. Stworzenie wspólnego komunikatu może być nie lada sztuką - te wybory spolaryzowały biskupów mocniej niż jakiekolwiek przedtem.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 41 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    56 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':