"Gazeta Wyborcza" i "Rzeczpospolita" zamieszczają sondaże poparcia dla kandydatów. Są zdumiewająco podobne. W I turze kandydat PO (ktokolwiek nim będzie) i Lech Kaczyński idą łeb w łeb. Druga tura - zdecydowane zwycięstwo kandydata PO lub raczej zdecydowana porażka Kaczyńskiego, który ma wciąż bardzo duży elektorat negatywny. Różnica między "Wyborczą" i "Rzepą" polega jedynie na interpretacji sondaży. "Pierwsza tura dla Kaczyńskiego" - cieszy się "Rzeczpospolita", choć przewaga prezydenta nad potencjalnym kandydatem PO Bronisławem Komorowskim wynosi tylko 1 punkt procentowy. Pięć szpalt poświęca "Rz" tym "sensacyjnym" wynikom sondażu, a dopiero szóstą wynikom drugiej tury: "Jednak gdy przychodzi do analizowania wyników drugiej tury wyborów prezydenckich, okazuje się, że Bronisław Komorowski bierze srogi rewanż na Lechu Kaczyńskim za pierwszą turę. Kandydat Platformy wygrywa bowiem z urzędującym prezydentem bardzo wyraźnie: 49 proc. do 29 proc. Także Andrzej Olechowski wygrałby w drugiej turze z Lechem Kaczyńskim (40 do 31 proc.). Gdyby doszło natomiast do finałowego pojedynku Komorowskiego z Olechowskim, wtedy ten pierwszy otrzymałby 44 proc. głosów, a drugi zaledwie 22 proc."
Komu, komu stanowisko w Trybunale Konstytucyjnym?
W "Gazecie Wyborczej" warto przeczytać mądry tekst Ewy Siedleckiej "Nie róbmy żenady" o niepokojącej tendencji w "Trybunale Konstytucyjnym". Coraz częściej kandydatami do Trybunału są politycy lub przeciętni prawnicy, mający związki z partiami, a nie wybitni znawcy prawa. Kandydatem Platformy Obywatelskiej jest obecnie Kazimierz Barczyk, były poseł i działacz samorządowy: "Usiłowałam rozgryźć zagadkę przyczyn tej kandydatury" - pisze Siedlecka. "Odpytywałam polityków PO - każdy łącznie z członkami prezydium klubu parlamentarnego Platformy, które zaakceptowało kandydaturę małopolskiego działacza samorządowego Kazimierza Barczyka, mówił: "Ja nic nie wiem, proszę zapytać kolegów". Przewodniczący klubu Grzegorz Schetyna, na którego koledzy wskazywali, jako na tego, który kandydaturę zgłosił, nie chciał o tym rozmawiać z "Gazetą". Rzecznik klubu Andrzej Halicki poradził mi, bym zapytała samego kandydata, dlaczego się zgłosił. A za zaletę wystarczającą do zgłoszenia Barczyka do TK uznał to, że "nie ma przeciwwskazań".
Polityczny pat na Ukrainie?
Zadziwiająco mało miejsca gazety poświęcają sytuacji na Ukrainie, gdzie Janukowycz wygrał wybory, lecz jego kontrkandydatka wyników nie uznaje. Wszystkie dzienniki sprawę opisują na stronach poświęconych polityce światowej, gdzieś w środku numeru. "Sposobem na zakwestionowanie wyniku i wymuszenie na przeciwniku trzeciej tury wyborów jest również batalia w Wyższym Sądzie Administracyjnym (WASU)" - pisze "Dziennik. Gazeta Prawna". "Wskazywał na nią w rozmowie z "DGP" poseł Bloku Timoszenki Andrij Szkil. Taktyka sądowa ma jednak swoje pułapki. Po pierwsze, blok na razie nie zdobył wiarygodnych dowodów na fałszerstwa. Po drugie WASU ma dwóch szefów jeden popiera Timoszenko, drugi Janukowycza. Trudno zatem spodziewać się jednoznacznego werdyktu. Najbardziej realny scenariusz jest taki, że sąd wydaje dwa wyroki: jeden korzystny dla lidera opozycji, drugi sprzyjający szefowej rządu. Efekt takiego rozwiązania nie jest trudny do przewidzenia - kolejne miesiące politycznego pata. Problem pojawi się, jeżeli nie uda się zainaugurować nowego prezydenta do 19 marca - to ostatni konstytucyjny termin. Może się wówczas okazać, że kraj będzie miał czterech przywódców: odchodzącego Juszczenkę, elekta Janukowycza, samozwańczą Timoszenko i szefa parlamentu Wołodymira Łytwyna, który ogłosi się p.o. głowy państwa w obliczu konstytucyjnego klinczu".
Kapitalista z Wierzbowic
Osoby, które nie widzą świata poza aferą hazardową, znajdą coś ciekawego w "Polsce. The Times", która kreśli na całą kolumnę sylwetkę Ryszarda Sobiesiaka: "Pochodzi z podwrocławskich Wierzbowic, typowej wioski z czasów PRL. W centralnym punkcie PGR, jeden sklep i świetlica, gdzie robili potańcówki. Sobiesiak niczym się nie wyróżniał. Nie był ani przystojny (z powodu postury i dużego nosa mówiono o nim Pinokio lub Nosorożec), ani wybitnie zdolny. Lepiej niż w szkole czuł się na boisku. Tu był szybki, zawzięty. Gra w piłkę jest jego pasją. W 1978 roku trafił do wrocławskiego Śląska ( ) Zarobki w klubie nie wystarczały mu jednak, by utrzymać rodzinę, a ta była liczna ( ) Kolegów ze Śląska przywoził do siebie na wieś na świniobicie, a do Wrocławia woził na handel warzywa i owoce. Potem zaczął wyjeżdżać po towar do Wiednia, gdzie handlowała cała wschodnia Europa. W Austrii kupował głównie kawę, wtedy u nas towar deficytowy, sprzedawał ją z dużym zyskiem. To właśnie wtedy poznał wartość pieniądza".
Mam wrażenie, że Sobiesiak jest typowym przedstawicielem pierwszego pokolenia polskich biznesmenów. Mimo swych wad i słabości tacy ludzie stworzyli polski kapitalizm.
Źródło: Gazeta Wyborcza