http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Tabloid śmiercią silny

Miłada Jędrysik
2010-01-26, ostatnia aktualizacja 2010-01-26 10:40

W najzimniejszy poranek dekady, pomiędzy walką z zamarzniętym zaworem gazowym i jak zwykle zawieszającym się internetem zmroziło mnie jeszcze coś - wtorkowy przegląd prasy

Miłada Jędrysik
fot. AG
Miłada Jędrysik
ZOBACZ TAKŻE
Właściwie należałoby tabloidy zbojkotować, nie zaglądać do nich. Albo wręcz przeciwnie, uznać je za cywilizacyjną normę i wzruszyć ramionami. A ja się niepotrzebnie denerwuję. "Superexpress" przynosi historię dramatycznej śmierci człowieka, który wpadł do stawu i zamienił się natychmiast w bryłę lodu.

"Pan Roman wybrał się wieczorem z wizytą do znajomych. Rozradowany perspektywą wesołego spotkania przestał pilnować, jak i gdzie stawia nogi. I niestety! Wystarczył jeden nierozważny krok, a nieszczęśnik potknął się i runął prosto w ciemne odmęty rzeki. Lodowata woda przemoczyła jego ubranie. Pan Roman już wdrapywał się na brzeg, kiedy potworny, sięgający ponad 20 stopni mróz zaczął paraliżować jego ręce i nogi. Czuł, jakby tysiące zimnych igieł przebijało jego skórę. Nie mógł ruszyć nawet palcem. Zamarzającego człowieka ogarnęło przerażenie. Zrozumiał, że nie wygra z tym strasznym zimnem. Całkowicie bezradny, ostatkiem sił przeturlał się na plecy. Ostatni raz spojrzał na pełne gwiazd niebo..."

I mamy do tego zdjęcie nieszczęśnika hibernatusa, którego strażacy musieli wyrąbywać z lodu. W porównaniu z innymi zdjęciami ofiar i tak mało drastyczne.

Nie mam nic przeciwko publicznemu opisywaniu dramatycznych, nawet intymnych momentów z czyjejś egzystencji. To też jest potrzebne. Ale niestety wszystko jest kwestią smaku. Kiedy robi to w reportażu na przykład Wojciech Tochman, coś chwyta za gardło. Powstrzymam się z nazwaniem uczuć, jakie zrodził we mnie opis "Superexpressu", bo nie uchodzi. Jedyna nadzieja - niech bliscy ofiary mi wybaczą, jeśli się mylę - że tak naprawdę to się wcale nie zdarzyło.

Wielki kłopot autorom komentarzy w dzisiejszych gazetach sprawił biskup Pieronek, który miał powiedzieć włoskojęzycznemu portalowi katolickiemu, że Holokaust to „żydowski wymysł”. Biskup tłumaczy, że jego słowa zostały przekręcone, z drugiej strony nie po raz pierwszy zdarzają mu się nierozważne wypowiedzi. Komentatorzy zapętlają się więc pomiędzy próbą obrony i potępienia hierarchy. W „Gazecie Wyborczej” Katarzyna Wiśniewska pisze, krytykując sądy Pieronka na temat Izraela i Palestyńczyków: „Problem w tym, że nagromadzenie takich opinii i wątpliwości w krótkim wywiadzie tworzy fałszywy obraz hierarchy, który posługuje się antysemickimi stereotypami. Bp Pieronek, który przez tyle lat był głosem ewangelicznego szacunku dla ludzi innych wyznań i religii, mimowolnie dostarczył takiego pretekstu”. Trochę ten komentarz niejasny. Z cudownym understatement podsumował za to niepilnującego się coraz bardziej biskupa Andrzej Godlewski w „Polsce”:

„Przypomnienie przez biskupa Pieronka faktu, iż pojęcie »Holokaust « stworzył żydowsko-amerykański intelektualista Elie Wiesel, w żadnym razie nie jest tym samym, co stwierdzenie, iż Holocaust jest »żydowskim wymysłem «.

Jednak broniąc hierarchy, trudno nie mieć do niego żalu, że tak delikatne kwestie podjął w nieautoryzowanej rozmowie i akurat teraz. Po niedawanej kradzieży napisu »Arbeit macht frei « i krótko przed rocznicowymi uroczystościami międzynarodowa opinia publiczna szczególnie interesuje się tym, co dzieje się wokół KL Auschwitz-Birkenau.

Ksiądz biskup co prawda uchodził kiedyś w episkopacie za »gołębia «, jednak nigdy nie był kimś, kto był znany z delikatności wypowiedzi. Ruch wokół Radia Maryja przypominał mu kiedyś »sektę skupioną wokół guru «, a feministki »beton, na który kwas solny nie pomoże «. Tym razem ksiądz biskup mógł się bardziej zatroszczyć o to, by jego słowa były rzadziej cytowane, ale lepiej rozumiane”.

Nic dodać, nic ująć, zwłaszcza do ostatniego zdania.

Czy postawienie zarzutów Pawłowi Piskorskiemu, który miał kierować kampanią prezydencką Andrzeja Olechowskiego to koniec szans Olechowskiego na prezydenturę? W "Gazecie Wyborczej" Paweł Wroński twierdzi, że tak:

"Olechowski i Piskorski byli niczym dwaj asekurujący się alpiniści na ścianie. Im wyżej wszedł jeden, tym wyżej drugi. Olechowski w kampanii mógł skorzystać z kierowanego przez Piskorskiego Stronnictwa Demokratycznego i z jego talentów organizacyjnych. Dobry wynik wyborczy Olechowskiego dawał Piskorskiemu szanse na wejście jego ugrupowania do Sejmu w wyborach 2011 r. Pomysł był ryzykowny, ale racjonalny. Teraz jeden z alpinistów spadł, a drugi, już samotny, nie ma większych szans wejścia na szczyt".

To chyba z tego zimna Pawłowi przyszła do głowy taka alpejska metafora, brrr. Za to "Polska", która robi z tej sprawy czołówkę, przytacza opinię "eksperta" - Janusza Palikota z PO, że rozpad tandemu Olechowski - Piskorski paradoksalnie umacnia pierwszego. "Dla wielu wyborców i ludzi Platformy Piskorski był nie do zaakceptowania, tworzył barierę nie do przejścia. A w dzisiejszym medialnym świecie struktury nie są niezbędne do udanej kampanii - mówi nam wiceszef klubu Platformy".

Okaże się w swoim czasie. Na razie chyba wszystkich bardziej interesuje prognoza pogody. Kiedy zobaczymy upragnioną jedną cyfrę po minusie?

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':