Gazety pełne są dziś komentarzy o zeznaniach b. szefa CBA Mariusza Kamińskiego przed hazardową komisją śledczą. "Mariusz Kamiński podczas przesłuchania wypadł wiarygodnie - pisze w "Rzeczpospolitej" Piotr Semka. - Jego zeznania były spójne i logiczne".
Chodzi o tezę, że źródłem przecieku, iż CBA interesuje się podejrzanymi kontaktami polityków PO z biznesmenami z branży hazardowej mógł być tylko sam premier Donald Tusk lub ktoś z jego otoczenia. Poseł PO Jarosław Gowin ripostuje w "Dzienniku Gazeta Prawna", że "to tylko poszlaki". "Gazeta Wyborcza" pisze o "oskarżycielsko-obrończej" mowie Kamińskiego. Natomiast komentator dziennika "Polska" Piotr Zaremba staje w rozkroku: "Zeznania Kamińskiego przedstawiły trudną do obalenia (choć i udowodnienia) wersję przecieku. Ale pokazały też smutny obraz Polski". Ten obraz ma polegać na tym, że "Sobiesiak, człowiek skazany za korupcję, manipuluje szefem klubu parlamentarnego partii rządzącej i ważnym ministrem. Ten sam Sobiesiak jest przyjacielem posłów, radnych, oficerów policji i prokuratorów. A to Polska właśnie".
Zaremba ma tylko część racji. Tacy biznesmeni jak Sobiesiak są pewnie w każdej polskiej gminie, a na pewno powiecie. W końcu biznes musi żyć w jakimś otoczeniu, a nie w sterylnej próbówce. Nie da się go odseparować od lokalnego establishmentu, samorządu. Pytanie tylko, jak się kształtują ich wzajemne relacje. Czy są przejrzyste, czy politycy potrafią zachować dystans do biznesu, a biznes nie próbuje sobie okręcić wokół palca polityków. W sprawie hazardowej gołym okiem widać, że coś było nie tak i na szczęście wyszło to na jaw. Ale czy tak jest w całej Polsce, jak sugeruje Zaremba? Czy rzeczywiście "Polską nie rządzą politycy, tylko sieć układów, to kraj, w którym nie ma reguł, ale liczą się dojścia i znajomości", jak mówi w "Rz" prof. Zdzisław Krasnodębski. W to śmiem wątpić. Nie dlatego, żeby był przesadnie przekonany o osobistej uczciwości polityków PO, ale wszelkie uogólnienia są najczęściej mylne. Więc sprawa hazardowa co najwyżej mówi o ludziach bezpośrednio w nią zamieszanych, a nie o całym państwie. Ale publicystom czy komentatorom odnoszącym się z rezerwą do obecnej koalicji pasuje to do szafowania uogólnieniami.
Drugi ważny temat, który przewija się we wszystkich mediach, to nadchodząca pierwsza rocznica rządów prezydenta USA Baracka Obamy. Marcin Bosacki pisze w "Gazecie", że "Obama to Reagan amerykańskiej lewicy", bo "podobnie jak Reagan chce być prezydentem rzeczy wielkich". "Prezydentura Obamy nie jest pasmem zwycięstw, ale też nie można jej oceniać jako serii katastrof i porażek" - ocenia w tej samej "Gazecie" Anne Applebaum. Zaś Piotr Gillert pisze w "Rz" o Obamie jako o "byłym supermenie", wytyka mu spory spadek popularności oraz liczne błędy w komunikacji, która dotąd były jego bardzo mocną stroną.
Czyli każdy widzi Obamę tak jak chce. Zupełnie jak z aferą hazardową w Polsce. Taka widać nasza specyfika.
Źródło: Gazeta Wyborcza