Więcej kobiet w polityce? To zaniepokoiło katolickich publicystów. W „Gościu Niedzielnym” Bogumił Łoziński zarzuca przedstawicielkom Kongresu Kobiet Polskich, które przygotowały projekty ustawy o parytecie, że ich diagnoza sytuacji kobiet „miała charakter wybitnie jednostronny - lewicowy i feministyczny, czego wyrazem były postulaty rozszerzenia prawa do aborcji czy refundowanych środków antykoncepcyjnych”.
Łoziński chyba przez pomyłkę trafił na inny kongres. Ten czerwcowy był niezwykły właśnie dlatego, że łamał wyświechtany podział na feministki i matki Polki - w jego prace zaangażowały się m.in. Henryka Bochniarz i Joanna Kluzik-Rostkowska. Łozińskiego nie interesuje, że przez tyle lat samo potępianie dyskryminacji kobiet nie zmieniło społecznej świadomości, a parytet może przetrzeć wielu kobietom szlaki. On wie lepiej, co kryje się za parytetami: „W całej sprawie nie chodzi o tzw. równość, ale umożliwienie zrobienia kariery polskim feministkom”. Pewnie dlatego z przedstawicielkami Kongresu Kobiet Polskich spotkał się abp Kazimierz Nycz i z aprobatą podszedł do ich postulatów. Jemu jak mało komu musi zależeć na karierach feministek. Publicysta z jakże męskim wdziękiem dowcipkuje z „naszych feministek”, które dyskryminację węszą „we wszystkich dziedzinach życia, do tego stopnia, że sam fakt określenia w podręcznikach szkolnych zachowań typowych dla danej płci, np. faktu, że kobieta rodzi i karmi dziecko, uznają za dyskryminację”. I wieszczy „feministyczną utopię, w której »parytetowo « wybrana przywódczyni kraju będzie od góry ustalać, co kto ma robić i w jakich proporcjach”.
Joanna Potocka, felietonistka „Idziemy”, ma podobne lęki. „ »Dobre kobiety « wprowadzą »dobre prawo « i wszyscy będziemy żyli długo i szczęśliwie? Jako obywatelka - i jako kobieta - taką wizję świata, polityki, państwa i prawa uważam za błędną. Jestem za jej całkowitym odrzuceniem”, ogłasza. W końcu, zauważa Potocka, Joanna d'Arc, Brygida Szwedzka i Margaret Thatcher „rządziły bez parytetu”. A niedobre feministki tylko mącą, używając „różnicy płci i macierzyństwa do szantażu w celu wymuszenia ustanowienia specjalnych praw dla kobiet”.
Nic tylko krzyknąć: Ratunku, kobieta mnie bije! Obu tygodnikom parytety pomyliły się ze światem z "Seksmisji".
Źródło: Gazeta Wyborcza