Szkoda tylko, że mleko się rozlało. Dyrektor Paweł Skawiński zdążył dokładnie opowiedzieć prasie, że narciarze dostaną powiększone tras w rejonie Kasprowego Wierchu. Z obecnych ok. 25 ha - w Kotłach Gąsienicowym i Goryczkowym - do ponad 30 ha. Dodatkowe 6 ha ma zostać wyznaczone na zboczach dwóch szczytów znajdujących się po obu stronach Kasprowego Wierchu: Pośrednim Wierchu Goryczkowym na zachodzie i Beskidzie na wschodzie. Głównie dla tak zwanego narciarstwa freeride'owego. Taki narciarz nie potrzebuje ubitych przez ratraki tras i wyciągów i na pierwszy rzut oka jest o niebo lepszy dla przyrody od narciarza wyciągowego. Tylko, że tak niekoniecznie musi być. Freeride'owy narciarz włazi w teren gdzie zwykły narciarz w nie dał by sobie rady, tam gdzie szukają spokoju górskie zwierzęta.
Na zeszłorocznym Europejskim Kongresie Ochrony Przyrody w Pradze naukowcy ze Szwajcarii pokazywali niezwykle ciekawe badania pokazujące wpływ narciarstwa uprawianego poza nartostradami na cietrzewie i głuszce. Dla tych ptaków zima to krytyczny okres. Stres wywołany szusami może oznaczać, że w najlepszym wypadku w gorszej kondycji przystąpią do godów. Szwajcarzy, którzy żyją ze sportów zimowych coraz częściej decydują na zamykanie terenów dla narciarzy jeżeli ma być to groźne dla cietrzewi, których w Alpach jest o wiele więcej niż w Polsce
W Tatrach mamy obydwa gatunki, a w pobliżu udostępnionego obszaru żyją cietrzewie i wcale nie jest wykluczone, że nie zostaną wyparte przez narciarzy jeszcze dalej. Tymczasem w innych regionach kraju coraz większe środki przeznaczamy na ratowanie tego ginącego gatunku z marnym zresztą skutkiem. W pobliżu żyją też świstaki, które przecież budzą się gdy narciarze jeszcze jeżdżą.
Dyrekcja Tatrzańskiego Parku popełniła błąd. Nie ogłasza się nic i nie obiecuje, póki nie ma się pewności, że wszystko jest przeprowadzone zgodnie z prawem i jest bezpieczne dla przyrody. Parki narodowe to nie instytucje, które mają promować narciarstwo. Ich zadanie polega przede wszystkim na ochronie przyrody. Czy to oznacza, że parki narodowe należy zamykać i nie udostępniać? Wcale nie. Najpierw jednak trzeba przeprowadzić zgodną z unijnym i naszym prawem ocenę oddziaływania na środowisko (Tatry to obszar Natura 2000), poddać ją publicznej krytyce i wykazać, że nie ma zagrożenia dla przyrody. Na tej podstawie można podejmować decyzję i ogłaszać ją w mediach. Zostało to zrobione odwrotnie, od końca, co wywoła tylko zamieszanie. Narciarze będą chyba musieli obejść się w tym sezonie smakiem, bo takie analizy i możliwość zgłaszania do nich uwag trwa dość długo. Gdyby zrobiono je podejrzanie szybko i decyzja byłaby korzystna dla narciarzy, trudno byłoby nie oprzeć się wrażeniu, że robiono je z tezą. Tak by zgadzały się z tym, co dyrektor ogłosił. Jeżeli zaś trasy nie zostaną otwarte to narciarze podniosą krzyk, że dyrekcja uległa ekologom.
Dyrektor ma kłopot, który sam sobie stworzył. Musi się z nim uporać. Najlepiej będzie, jeśli zacznie od tego, że wszystkich przeprosi za zamieszanie.
Źródło: Gazeta Wyborcza