http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Antyszczepionkowe "Fakty"

Sławomir Zagórski
2009-12-30, ostatnia aktualizacja 2009-12-29 23:13

"Fakty" TVN w niedzielę i w poniedziałek wyemitowały materiały podważające zasadność szczepień dziewcząt przeciw wirusowi HPV powodującemu raka szyjki macicy. "Fakty" sugerują, że chodzi wyłącznie o nabijanie kabzy firmom farmaceutycznym.

Sławomir Zagórski
fot. AG
Sławomir Zagórski
ZOBACZ TAKŻE
Szczepionka nie chroni przed rakiem - tłumaczy autor obu materiałów Marek Nowicki. Zabezpiecza wyłącznie przed zakażeniem wirusem HPV, i to nie wiadomo na jak długo. O tym, czy szczepionka zmniejszy liczbę przypadków raka, przekonamy się dopiero za 20 lat. Ministerstwo Zdrowia i NFZ nie uległy presji firmy zabiegającej o refundację szczepionki. Dlatego zaczęto wpychać ją gminom i rodzicom, oni zaś, ogłupiali, wysupłali na nią pieniądze. A przecież wystarczyłoby, wzorem Skandynawii, robić częste badania cytologiczne i problem raka mielibyśmy z głowy.

Przykro, że kilkumilionowa widownia w Polsce ogląda takie rzeczy. Szczepionka przeciw wirusowi HPV powstała kilka lat temu. Wyprodukowano ją dlatego, że wykryto nierozerwalny związek między przewlekłym zakażeniem HPV a ryzykiem wystąpienia raka szyjki (przyznano za to medycznego Nobla 2008). Jest to związek 50-krotnie silniejszy niż między długotrwałym paleniem papierosów a ryzykiem raka płuc. Nie ma innego nowotworu, który miałby tak dogłębnie poznaną przyczynę.

Szczepionka przeciw HPV nie może działać z dnia na dzień, jak chce reporter "Faktów". Specjaliści twierdzą, że najskuteczniejsze jest szczepienie dziewcząt przed inicjacją seksualną, a więc przed pierwszym zetknięciem się z wirusem. A ponieważ na raka chorują głównie kobiety po pięćdziesiątce, na efekt trzeba poczekać wiele lat.

Można przez ten czas nie robić nic i przyglądać się dalej, jak Polki zakażają się wirusem, ale można działać - czyli zarówno szczepić, jak i wysyłać na cytologię. Ideałem jest, by do ginekologa szła matka z córką -pierwsza na cytologię, a druga na szczepienie. Co wcale nie oznacza, że córka po zastrzyku może już zawsze czuć się bezpiecznie. Są bowiem rzadkie odmiany wirusa, na które nie ma szczepionki, a które mogą prowadzić do raka.

Nawet w krajach, w których aż 70-90 proc. kobiet robi regularnie cytologię - w Szwecji, Norwegii, Wlk. Brytanii, Niemczech - nie udało się całkowicie wyeliminować raka szyjki. I dlatego również tam zdecydowano się szczepić dziewczynki przeciw wirusowi HPV. Ponadto, im więcej profilaktycznych badań, tym mniej przypadków raka, ale poniżej pewnego poziomu zachorowań zejść trudno, gdyż cytologia nie jest bardzo czułą metodą i nie wykrywa wszystkich zmian przedrakowych.

Tego wszystkiego reporter "Faktów" albo nie wie, albo może wie, ale sensacja zawsze sprzedaje się lepiej niż wiedza. Szkoda, że w żadnym z ostatnich wydań "Faktów" nie zmieściła się informacja, że szczepionka przeciw HPV jest od jesieni 2008r. w Polsce na liście szczepień zalecanych, co oznacza, że specjaliści i ministerstwo oficjalnie uznali, że to bezpieczny i skuteczny preparat.

Szkoda, że zabrakło też miejsca na wiadomość, iż 10 kwietnia br. Światowa Organizacja Zdrowia zaleciła włączenie szczepień przeciw HPV do narodowych programów szczepień. Rozumiem, że Polska może nie mieć pieniędzy na zaszczepienie dużej liczby młodych obywatelek naraz (koszt trzech zastrzyków to ok. 1200zł na głowę). I całe szczęście, że ciężar ten wzięły na siebie niektóre gminy i niektórzy rodzice.

Zniechęcanie ich do tego i wyśmiewanie się z naiwności uważam za nieetyczne. Tym bardziej w kraju, w którym co roku na raka szyjki zapada 3,5 tys. kobiet, z czego połowa umiera.

  • 41 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    60 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':