"Gazeta Wyborcza", "Dziennik Gazeta Prawna" i "Fakt" opisują rzecz skandaliczną. Na kilkadziesiąt godzin przed swoim odwołaniem były prezes TVP Piotr Farfał podpisał porozumienie z trzema organizacjami kombatanckimi. Przez trzy lata projekty audiowizualne tych organizacji TVP wesprze sumą 4,5 mln zł!
Na czele dwóch z tych organizacji stoją dwaj znani "kombatanci": Artur Zawisza, znajomy Farfała , niegdyś działacz, PiS, potem partii Libertas, oraz szef IPN Janusz Kurtyka. Obecne władze TVP uspokajają jednak, że jeżeli projekty kombatantów im się nie spodobają, to nie będą realizowane.
Farfał mówi, że to był bardzo dobry pomysł, bo dzięki temu utrwalone zostaną wspomnienia dawnych żołnierzy. Bardzo pięknie. Tyle tylko, że TVP jest w katastrofalnej sytuacji finansowej. Relacje kombatantów TVP może sama nagrywać. Przy takim przeroście zatrudnienia bez trudu można znaleźć ludzi, którzy to zrobią. Istniała nawet specjalna komórka powołana w tym celu. Jej pracownicy rejestrowali wywiady-rzeki z osobami, które osiągnęły wiek sędziwy, a miały wiele do powiedzenia o najnowszej historii Polski.
W przypadku Zawiszy to nie pierwszy przypadek, kiedy ten były polityk ciągnie pieniądze z telewizji publicznej. Bulwersująca jest też rola prezesa IPN. Ciekawe, czy kolegium Instytutu zwróci uwagę na jego nieetyczne zachowanie.
Jak pisze Cezary Bielakowski w "Dzienniku": "Janusz Kurtyka zwrócił się do TVP jako osoba prywatna po to samo, co powinien robić Instytut (zresztą robi) za publiczne pieniądze. Janusz Kurtyka występuje jako strona porozumienia z TVP, oczywiście jako szef stowarzyszenia, nie IPN. Czy to nie jest pomieszanie ról? Tym bardziej, że projekt wspiera merytorycznie Biuro Edukacji Publicznej IPN?"
"Rzeczpospolita" relacjonuje zawirowania wokół ustawy o komornikach. Rząd chciał ograniczyć ich zarobki. "Gdyby pomysł wszedł w życie, dłużnik w złej kondycji finansowej, mógłby zwrócić się do sądu o obniżenie opłaty egzekucyjnej." - pisze Grażyna Zawadka z "Rz". A sąd mógłby uznać, że nakład pracy komornika w danej sprawie był niewielki i pobieranie wysokiej opłaty nie ma podstaw. Na początku i opozycja i koalicja chciały nowelizację uchwalić, ale potem rzecz utknęła w Sejmie. Silny lobbing komorników, którzy straszyli upadłością swoich kancelarii, okazał się skuteczny. Choć po Polsce krążą legendy o ich zarobkach.
Z komornikami mamy podobny problem, jak z innymi korporacjami prawniczymi, a w szczególności z notariuszami. Ich samorząd broni się rękami i nogami przed otwarciem zawodu, przed jakąkolwiek konkurencją i zmianami prawa, które obniżyłyby zarobki tej grupy zawodowej. Jednak w przypadku komorników rzecz jest bardziej skomplikowana.
Przedsiębiorcy od dawna skarżą się na ich wysokie ceny, długie oczekiwanie na egzekucję. Pisaliśmy w "Gazecie", że organizacja pracodawców PKPP Lewiatan proponuje, aby zwiększyć konkurencję w tej branży. Tak, by przedsiębiorca mógł wybrać sobie najbardziej skutecznego komornika. - W Polsce na jednego komornika przypada 65 900 mieszkańców, we Francji - 16 700, w Niemczech - 20 500, na Litwie - 29 900.
Ale problem polega na tym, że o ile na aplikację radcowską, adwokacką czy notarialną młodzi ludzie walą drzwiami i oknami, o tyle chętnych na bycie komornikiem jest niewielu. I dlatego ci, którzy się już zadomowili w tej branży, mogą dyktować warunki.
Michał Karnowski w "Polska the Times" uważa, że komentatorzy niesłusznie zlekceważyli deklarację Tomasza Nałęcza, iż zamierza on startować w wyborach prezydenckich. "Istotą sprawy jest bliska relacja byłego wicemarszałka Sejmu z Włodzimierzem Cimoszewiczem" - pisze Karnowski. I cytuje Nałęcza, który deklaruje: "Gdyby się okazało, że Cimoszewicz zmienia zdanie, to wracam do roli Kiemlicza. Oddam mu wszystko, co uda mi się do tej pory zbudować". Inny polityk lewicy mówi nieoficjalnie "To przygotowanie ludzi i pieniędzy dla Cimoszewicza." Sam Cimoszewicz w tej samej gazecie mówi enigmatycznie: "Bardzo duża część społeczeństwa nie ma w tej chwili bliskiej jej reprezentacji na scenie politycznej" i dodaje, że chce pomagać centro-lewicy "w poszukiwaniu klucza do umocnienia pozycji". Karnowski ma chyba racje, że Nałęcz jest tylko forpocztą.
Zachęcam posłanki i celebrytki, aby zajrzały do dzisiejszego "Faktu". Tak na wszelki wypadek. Tabloid ten publikuje portrety pamięciowe następców agenta Tomka z CBA. Tomek bowiem został skierowany do pracy biurowej, a jego miejsce zajęli młody blondyn o sportowej sylwetce i łysiejący mężczyzna "w średnim wieku, nienagannie ubrany, oczytany, z nienagannymi manierami". Obaj panowie dysponują jednak o wiele mniejszym budżetem niż ich poprzednik, więc ich skuteczność może być mniejsza.
Źródło: Gazeta Wyborcza