- Nie wszyscy są zainteresowani silnym, dobrze zorganizowanym państwem polskim. Nie tylko poza granicami naszej ojczyzny, ale także i w niej. Po co to tym, którzy chcieliby, by cały strategiczny majątek znalazł się w rękach innych niż polskie? - zastanawiał się prezydent Lech Kaczyński we wtorkowym wywiadzie dla TVP 1. - Nie wszystkim w Europie podoba się Polska jako silne i ważne państwo - ostrzegł.
Prezydent nawiązał w ten sposób do nowego zwyczaju - straszenia Polaków z okazji Święta Niepodległości. To nic, że po raz pierwszy od stuleci żaden sąsiad nie grozi inwazją. Że należymy do NATO i Unii Europejskiej. Niecne wrogie siły czyhają na naszą niepodległość.
Ale kto? Tego już prezydent nie zdradził. Na szczęście z pomocą przychodzi mu "Rzeczpospolita".
"Polacy boją się, że Unia zastąpi rząd" - wynika z sondażu tej gazety. Aż 35 proc. respondentów "Rz" uznało, że nie jesteśmy krajem niepodległym.
Jakie pytania, takie wyniki. W badaniu na siedem możliwych "zagrożeń" dwa dotyczyły Europy (73 proc. uznało, że niepodległości zagraża "przejmowanie uprawnień polskich władz"). Nie zapytano np. o Rosję. Nie zapytano, czy Polacy w ogóle uważają zagrożenie za realne.
W gruncie rzeczy sondaż "Rz" jest jednak optymistyczny: Polacy uważają, że nie zagraża nam wojna ani inna spektakularna katastrofa podobna do tych, które regularnie spadały na nas przez ostatnie dwieście lat. Przodkowie musieli myśleć o niepodległości w kategoriach elementarnych: polskie państwo, polska armia, własny rząd, polski język w urzędach i w szkołach. My mamy komfort dyskutowania o tym, czy gazociąg z Rosji przez Bałtyk ogranicza naszą suwerenność.
W "Polsce" Zdzisław Krasnodębski, w czasach PiS gorący zwolennik moralnego wzmożenia, tłumaczy: "Dzisiaj nie trzeba uwalniać Polaków od Polski, lecz przypominać im, że jest ona niezbywalną wartością i warunkiem ich pomyślnego życia".
Kto chce Polaków od Polski uwolnić? Nazwiska, adresy? Nazwijmy i napiętnujmy!
„Brakuje scalającej idei państwo” - wtóruje Krasnodębskiemu w „Rz” pisarz Marek Nowakowski: „Nie ma spoiwa łączącego wszystkich Polaków bez względu na poglądy, wiarę i inne różnice. (...) Zabrakło jednoczącej siły sprawczej. (...) Mętne głowy »charyzmatyków « w rodzaju Owsiaka i medytatorów hinduistycznych dopełniają miary. Chaos idei, relatywizm, apoteoza sukcesu, bogactwa, miraż łatwego życia bez rozterek sumienia - oto wizja proponowanej przyszłości”.
Fachowcy od "idei scalającej państwo" nie wymieniają nazwisk, bo wtedy okazałoby się, o co naprawdę im chodzi. Pragną, aby Polskę spajała bardzo konkretna idea - ta, którą oni wyznają i oni ogłoszą. Żyjemy jednak w wolnym kraju, a Polacy są różni, więc nic nie będzie z marzeń o "moralno-politycznej jedności narodu" w konserwatywnym wydaniu. W narodowe święto to jednak powód do radości, a nie do płaczu.
Źródło: Gazeta Wyborcza